26.02.2024, 10:18 ✶
– Prace właściwie jeszcze trwają, badamy dokładnie efekty. Na razie Nicholasowi udało się uwolnić od przekleństwa kobietę, która została obarczona klątwą związaną z żywiołem ognia i przyszła pora na wodę. Pewnie powinienem poczekać, ale uznałem, że to doskonały prezent ślubny – wyjaśnił Dumbledore. Do pewnego stopnia lubił takie wystąpienia, ogłaszanie pewnych rzeczy w ostatniej chwili, na oczach świata – może zdawał sobie sprawę z tego, że działa to na wyobraźnię ludzi? Że rzeczy, które w pewnych okolicznościach nie przyciągną wielkiej uwagi, w innych staną się opowieścią?
Duch milczał, ale wciąż unosił się za dyrektorem. (Może tak naprawdę wcale go tutaj nie było: może śniła o nim, bo był ostatnim, kogo zobaczyła, zanim zapadła w sen…?) I Heather przypomniała sobie nagle, że już go widziała: w jaskini, na wyspie, która pojawiała się i znikała.
Towarzyszył jej, kiedy szli korytarzem.
I próbował ją ostrzec przed niebezpieczeństwem tam, gdzie na końcu tunelu zobaczyli ludzie kości oraz martwego Alistaira, latarnika, którego znał Morpheus Longbottom…
…i…
Nie mogła sobie przypomnieć, żeby kiedykolwiek wyszli z tej jaskini.
– Wystarczy, że go weźmiesz, zejdziesz na dół i będziesz żyć jak w bajce, Heather. Wszystko, czego pragniesz, się ziści – powiedział Dumbledore łagodnym tonem.
*
– Och, moje kochane maleństwo – powiedziała pani Crawley. W jej głosie pobrzmiewała czułość, a na twarzy malowała się teraz przedziwna mieszanka zmartwienia, żalu oraz miłości. – Ja nie mogę stąd odejść – stwierdziła cicho. – Ale ty możesz zostać ze mną, kochanie.
Wyciągnęła ku Dorze dłoń, dobrze znaną. Krew wciąż płynęła po jej twarzy, jakby rzucono na kobietę jakąś paskudną klątwę: i Menodora przypomniała sobie, że właśnie w tym celowała rodzina jej matki. Borginowie. Potrafili rzucać klątwy. Utkali przekleństwo i rzucili je na Susanne, a później to samo chcieli zrobić z całą rodziną kobiety.
Susanne Crawley nie żyła. Nie żył też Derwin Longbottom, siedzący w jednej z ławek u boku swoich córek. Nie żył Jason Meadowes, członek Zakonu, którego również znała i który śmiał się teraz gdzieś w jednym z rzędów, rozmawiając z rodzeństwem Longbottomów. Nic, co ją otaczało nie mogło być prawdą.
To było albo złudzenie albo sen.
Tura do: 1.03
Duch milczał, ale wciąż unosił się za dyrektorem. (Może tak naprawdę wcale go tutaj nie było: może śniła o nim, bo był ostatnim, kogo zobaczyła, zanim zapadła w sen…?) I Heather przypomniała sobie nagle, że już go widziała: w jaskini, na wyspie, która pojawiała się i znikała.
Towarzyszył jej, kiedy szli korytarzem.
I próbował ją ostrzec przed niebezpieczeństwem tam, gdzie na końcu tunelu zobaczyli ludzie kości oraz martwego Alistaira, latarnika, którego znał Morpheus Longbottom…
…i…
Nie mogła sobie przypomnieć, żeby kiedykolwiek wyszli z tej jaskini.
– Wystarczy, że go weźmiesz, zejdziesz na dół i będziesz żyć jak w bajce, Heather. Wszystko, czego pragniesz, się ziści – powiedział Dumbledore łagodnym tonem.
*
– Och, moje kochane maleństwo – powiedziała pani Crawley. W jej głosie pobrzmiewała czułość, a na twarzy malowała się teraz przedziwna mieszanka zmartwienia, żalu oraz miłości. – Ja nie mogę stąd odejść – stwierdziła cicho. – Ale ty możesz zostać ze mną, kochanie.
Wyciągnęła ku Dorze dłoń, dobrze znaną. Krew wciąż płynęła po jej twarzy, jakby rzucono na kobietę jakąś paskudną klątwę: i Menodora przypomniała sobie, że właśnie w tym celowała rodzina jej matki. Borginowie. Potrafili rzucać klątwy. Utkali przekleństwo i rzucili je na Susanne, a później to samo chcieli zrobić z całą rodziną kobiety.
Susanne Crawley nie żyła. Nie żył też Derwin Longbottom, siedzący w jednej z ławek u boku swoich córek. Nie żył Jason Meadowes, członek Zakonu, którego również znała i który śmiał się teraz gdzieś w jednym z rzędów, rozmawiając z rodzeństwem Longbottomów. Nic, co ją otaczało nie mogło być prawdą.
To było albo złudzenie albo sen.
Tura do: 1.03