Na Merlina... Z Aidem współpracowali już od dłuższego czasu i wszystko było w porządku, a to miał być spokojny dyżur w nocy... Mieli zrobić całe nic i po prostu odbębnić swoje 8 godzin. No pomysł idealny - szkoda tylko, że jego wspólnik był nie tylko Parkinsonem z nazwiska.
Stanley mimo swojego wzroku, który karcił i dopytywał "na serio, Aiden?", zgodził się z nim pójść i nawet za bardzo nie marudził. Odgórne dyrektywy z Ministerstwa wymagały od nich, aby chodzili we dwójkę - tak aby mogli się w razie czego ubezpieczać.
Mniej lub bardziej zmotywowani, ruszyli do boju. Służyć, chronić i pomagać... Czy jak to tam szło. Po prostu - musieli iść.
Borginowi to w sumie nie zależało. Atreus coś mu tam pierdolił o tym kursie Aurorskim i o tym, aby go w końcu ukończył, lecz miał go gdzieś. Gdyby poszedł do biura Aurorów to nie mógłby się przecież wzajemnie wkurwiać z Brenną i jego życie utraciłoby odrobinę sensu. Stanley pozwolił więc prowadzić swojemu koledze po fachu, a sam rozkoszował się papieroskiem, opierając o jedną ze ścian. Parkinson obserwował to co mieli zbadać, a on obserwował Parkinsona obserwującego... wiadomo o co chodzi.
Co żeś nie ostrzegał, że tu jakieś wybuchu będą?! Oburzył się, wszak prawie wypadł mu papieros z buzi, a to byłaby niezła strata. Widząc jak Aidan pobiegł zgrywać bohatera, zrobił to samo ale szybkim krokiem - nie będzie się męczył na siłę. Nic więc dziwnego, że to właśnie jego partner wpadł do lokalu pierwszy, a on kilka chwil po nim.
- Co jest? - zapytał przez przymknięte usta, aby przypadkiem nie wypadła mu fajka. Zdążył się jednak uzbroić w różdżkę gdyby przyszło im zrobić cokolwiek innego, niż spisanie raportu z zajścia - No, no... Ładnie tu pierdolnęło - przyznał, kiwając głową z uznaniem, całkowicie nie zwracając uwagi na roztrzęsioną dziewczynę.
Stanley zatrzymał się i zaciągnął papierosem na ten widok. Powinni rozpocząć śledztwo czy od razu zawiadomić koronera? Z gościa to zostały co najwyżej marzenia o wzbogaceniu się i tyle. Trzeba było go zbierać miotełką i zmiotką. Nic tu po nich - Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów. Brygadzista Borgin, a to Parkinson - wydukał formułkę, którą kazano im wkuwać na kursie przygotowawczym. Zrobił to dopiero po tym jak przestał ignorować fakt, że ktoś tu jeszcze był - Proszę opowiedzieć co tu miało miejsce - mówił jakby to było mu całkowicie obojętne i w zasadzie tak było - Pani imię i nazwisko? - zapytał, otwierając swój notes. Trzeba było przesłuchać świadka, a Aiden niech się tam wykaże na placu boju. Niech ma coś od życia.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972