26.02.2024, 23:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2024, 23:50 przez Lorraine Malfoy.)
- Kretynka, której boisz się tak, że nie masz psychy podejść bez różdżki - powiedziała Lorraine z mściwą satysfakcją w głosie, bezczelnie wchodząc Augustusowi w słowo... Ale nie mogła długo nacieszyć się swoją ripostą, bo ta nie sprawiła bynajmniej, że Rookwood zamknął buzię: chłopak ciągnął dalej swój wywód, prowokując ją najpierw do poirytowanego przewrócenia oczami, a potem - do wykrzywienia twarzy w wyrazie absolutnego obrzydzenia i cichego "fuuuuuuuuuj", kiedy zasugerował, że mógłby ją dotknąć. Lorraine wiedziała, że nastoletni chłopcy potrafią być obleśni - w końcu zmuszona była obcować z nimi trochę częściej, aniżeli tego chciała, bo to oni stanowili lwią część jej klienteli (zwłaszcza, kiedy rozchodziło się o handel substancjami wyskokowymi), i choć zdążyła się już przyzwyczaić do ich głupawych żartów - czasem miała jednak serdecznie dosyć płci przeciwnej.
A już w ogóle, gdyby Malfoy wiedziała, że kogucia pewność siebie Augusta wynika z tego, że uważał się za silniejszego od niej i od Paxton - że czuje się dumny z tego, że triumfowałby nad smarkatymi dziewczynkami w pojedynkowym starciu - zapewne wyśmiałaby go, rozbawiona tym, jak absurdalnie przedstawiała się cała ta sytuacja... Tak się puszył z wyimaginowanej wygranej z kimś, kto mu "nie dorastał do pięt"? Widać był tym typem człowieka, który na chochliki kornwalijskie wyprawia się z armatą, zapominając, że te prędzej niż zaczną gryźć ziemię, pogryzą go w dupę.
Lorraine nie była dziewczyną imponującej postury, dopiero niedawno zaczęło jej przybywać centymetrów wzwyż, ale i tak pozostawała nieco wyższa od filigranowej wręcz Aveliny, która nie mogła mieć dużo więcej ponad półtora metra. Kiedy jednak starsza uczennica zbliżyła się do prefekta, i, bez ani krztyny strachu w pociemniałych ze złości, brązowych oczach, zaczęła pastwić się nad ślizgonem - nagle zaskakująco otwartym na możliwość negocjacji, jak zauważyła mimochodem Lorraine - kiedy wbiła mu palec w klatkę piersiową gestem oskarżającym, pełnym wyrzutu, a zarazem pozbawionym lęku, wtedy - w słabym blasku świetlika rozpraszającego mrok cieplarni - drobna postać krukonki rzucała cień dłuższy niż najwyższa z hogwarckich wież w słoneczny dzień.
Lorrie nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek mogłaby stanąć bez strachu przed obliczem takiego wielkiego, głośnego chłopa, wciąż bowiem raczej mimowolnie kuliła się w sobie, kiedy dochodziło do takich bezpośrednich konfrontacji, skrywając jednak swoją wrażliwość pod maską złośliwości, zaś urażoną dumę - tuszując obojętnością. Malfoy, mimo tych wszystkich kpin z bojowej postawy Augustusa, mimo tych zrywów śmiałości i ślepej brawury, nie ufała mu bowiem ani trochę, i niepokoiło ją, co ten może odwalić z tą swoją różdżką. Zbyt nawykła była do scen przemocy w rodzinnym domu. Większość czasu robiła zatem dobrą minę do złej gry - tak, jak zwykła postępować w kontaktach z większością ludzi zamieszkujących zamek - matka zawsze powtarzała, że można pokonać znakomitą większość ludzi samą siłą umysłu, choć Lorraine nie pytała, czy Miranda ma na myśli starą maksymę, że "słowa to broń potężniejsza od pięści", czy może legilimencję, którą czasem sondowała głowę pijanego ojca, kiedy myślała, że córka nie widzi.
Ulga rozlała się zdradzieckim ciepłem w piersi dziewczyny, kiedy Avelina dała wreszcie sygnał do odwrotu. Napięcie, do tej pory ciągle obecne w wątłych ramionach Lorraine, nieco zelżało, choć serce Malfoy zabiło szybciej, kiedy starsza koleżanka - tak, zostały koleżankami tej nocy, choć żadna z nich nie spodziewała się takiego obrotu spraw - ujęła ją pod ramię. Lorraine nie lubiła dotyku, bała się go, ale i zaczęła niedawno zdawać sobie sprawę, że łaknie jego walidacji i kojącej mocy. Ostrożnie splotła rękę z ręką Aveliny. Chciała wrócić do dormitorium. Czuła się zbyt zmęczona, by móc wykrzesać z siebie więcej inwektyw w stronę Rookwooda, zresztą, Paxton powiedziała wszystko, co należało w takiej sytuacji powiedzieć. Może gdyby Lorrie była nieco starsza, zwęszyłaby naiwniactwo Rookwooda, i zaczęła szukać dziury w całym - na przykład, jak podejrzanie błyszczały oczy Augustusa, gdy Avelina niecierpliwie odrzuciła ze złością włosy - ale arkana chłopięco-dziewczęcych podchodów były jej, póki co, obce. Wykrzesała z siebie blady uśmiech w stronę krukonki zaraz po tym, jak ostatni raz posłała chmurne spojrzenie obrażonej księżniczki w stronę Rookwooda.
Może na szlabanie będą w stanie zrewanżować się panu prefektowi pięknym za nadobne?
A już w ogóle, gdyby Malfoy wiedziała, że kogucia pewność siebie Augusta wynika z tego, że uważał się za silniejszego od niej i od Paxton - że czuje się dumny z tego, że triumfowałby nad smarkatymi dziewczynkami w pojedynkowym starciu - zapewne wyśmiałaby go, rozbawiona tym, jak absurdalnie przedstawiała się cała ta sytuacja... Tak się puszył z wyimaginowanej wygranej z kimś, kto mu "nie dorastał do pięt"? Widać był tym typem człowieka, który na chochliki kornwalijskie wyprawia się z armatą, zapominając, że te prędzej niż zaczną gryźć ziemię, pogryzą go w dupę.
Lorraine nie była dziewczyną imponującej postury, dopiero niedawno zaczęło jej przybywać centymetrów wzwyż, ale i tak pozostawała nieco wyższa od filigranowej wręcz Aveliny, która nie mogła mieć dużo więcej ponad półtora metra. Kiedy jednak starsza uczennica zbliżyła się do prefekta, i, bez ani krztyny strachu w pociemniałych ze złości, brązowych oczach, zaczęła pastwić się nad ślizgonem - nagle zaskakująco otwartym na możliwość negocjacji, jak zauważyła mimochodem Lorraine - kiedy wbiła mu palec w klatkę piersiową gestem oskarżającym, pełnym wyrzutu, a zarazem pozbawionym lęku, wtedy - w słabym blasku świetlika rozpraszającego mrok cieplarni - drobna postać krukonki rzucała cień dłuższy niż najwyższa z hogwarckich wież w słoneczny dzień.
Lorrie nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek mogłaby stanąć bez strachu przed obliczem takiego wielkiego, głośnego chłopa, wciąż bowiem raczej mimowolnie kuliła się w sobie, kiedy dochodziło do takich bezpośrednich konfrontacji, skrywając jednak swoją wrażliwość pod maską złośliwości, zaś urażoną dumę - tuszując obojętnością. Malfoy, mimo tych wszystkich kpin z bojowej postawy Augustusa, mimo tych zrywów śmiałości i ślepej brawury, nie ufała mu bowiem ani trochę, i niepokoiło ją, co ten może odwalić z tą swoją różdżką. Zbyt nawykła była do scen przemocy w rodzinnym domu. Większość czasu robiła zatem dobrą minę do złej gry - tak, jak zwykła postępować w kontaktach z większością ludzi zamieszkujących zamek - matka zawsze powtarzała, że można pokonać znakomitą większość ludzi samą siłą umysłu, choć Lorraine nie pytała, czy Miranda ma na myśli starą maksymę, że "słowa to broń potężniejsza od pięści", czy może legilimencję, którą czasem sondowała głowę pijanego ojca, kiedy myślała, że córka nie widzi.
Ulga rozlała się zdradzieckim ciepłem w piersi dziewczyny, kiedy Avelina dała wreszcie sygnał do odwrotu. Napięcie, do tej pory ciągle obecne w wątłych ramionach Lorraine, nieco zelżało, choć serce Malfoy zabiło szybciej, kiedy starsza koleżanka - tak, zostały koleżankami tej nocy, choć żadna z nich nie spodziewała się takiego obrotu spraw - ujęła ją pod ramię. Lorraine nie lubiła dotyku, bała się go, ale i zaczęła niedawno zdawać sobie sprawę, że łaknie jego walidacji i kojącej mocy. Ostrożnie splotła rękę z ręką Aveliny. Chciała wrócić do dormitorium. Czuła się zbyt zmęczona, by móc wykrzesać z siebie więcej inwektyw w stronę Rookwooda, zresztą, Paxton powiedziała wszystko, co należało w takiej sytuacji powiedzieć. Może gdyby Lorrie była nieco starsza, zwęszyłaby naiwniactwo Rookwooda, i zaczęła szukać dziury w całym - na przykład, jak podejrzanie błyszczały oczy Augustusa, gdy Avelina niecierpliwie odrzuciła ze złością włosy - ale arkana chłopięco-dziewczęcych podchodów były jej, póki co, obce. Wykrzesała z siebie blady uśmiech w stronę krukonki zaraz po tym, jak ostatni raz posłała chmurne spojrzenie obrażonej księżniczki w stronę Rookwooda.
Może na szlabanie będą w stanie zrewanżować się panu prefektowi pięknym za nadobne?