27.02.2024, 00:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.02.2024, 00:08 przez Erik Longbottom.)
— A okłamałby pan detektywa Brygady Uderzeniowej? — Uniósł podejrzliwie brwi. Dobrze, że to było wezwanie do jakichś porzuconych obrazów, to jego czujność była poniekąd uśpiona. Wątpił, aby młody Carrow miał się okazać krwiożerczym Śmierciożercą, który czyhał na jego życie. — Chyba głównie dla ozdoby. Chociaż niektórzy ludzie są amatorami antyków. Gdyby to były oryginały, to wystawiliby je na swojej sali balowej.
Mmowolnie przywołał z meandrów wspomnień wizytę w posiadłości Malfoyów po pogrzebie Simone. Tak, Fortinbras Malfoy zdecydowanie byłby zainteresowany przyozdobieniem tych swoich szarych ścian wielkimi rzeźbami i dorównującymi im obrazami, byleby tylko pokazać, że go stać. Aby uniknąć tego losu, trzeba by było chyba tylko liczyć, żeby jego dzieci przemówiły mu do rozsądku. A coś podpowiadało Erikowi, że to też nie było takie łatwe zadanie.
— A masz coś jeszcze do dodania? — spytał rzeczowo, taksując go nieco znudzonym wzrokiem. W sumie niepotrzebnie tu trzymał chłopaka. Na pewno miał lepsze rzeczy do roboty. W gruncie rzeczy mógł nawet nie zgłaszać znalezienia tych rzeczy, a je sobie przywłaszczyć. Czy ktokolwiek by go winił? Czy ktokolwiek zwróciłby mu nawet uwagę?— Godzinę zgłoszenia mam, miejsce mam, zeznania od ciebie mam. Jak dla mnie możesz lecieć. Chociaż...!
Zaczął wertować strony notatnika, zapalczywie szukając jednej informacji.
— Mogę prosić o jakiś kontakt do ciebie? Może być adres do miejsca zamieszkania. Na wypadek, gdyby po przebadaniu tych obrazów okazało się, że to jakaś grubsza afera. — Wzruszył sztywno ramionami. Szanse na to nie były spore, ale jakieś tam zawsze istniały, toteż lepiej było mieć pod ręką wszystkie informacje. — Dalej mieszkasz w Dolinie, czy znalazłeś coś poza wioską?
Uśmiechnął się pod nosem. ''Przejazdem'' w świecie czarodziejów niekoniecznie od razu oznaczało, że ktoś był w danym miejscu po raz pierwszy. Teleportacja, zaklęte świstokliki i latające miotły pozwalały na szybkie poruszanie się z miasta do miasta. Chłopak mógł tu być codziennie, ale na dobrą sprawę tam nie mieszkać. Huh, to trochę, jak z Erikiem i Brenną, którzy lwią część dnia spędzali w Londynie, a pod wieczór i tak wracali do Doliny. Longbottomowie nie nazwaliby się raczej londyńczykami.
Mmowolnie przywołał z meandrów wspomnień wizytę w posiadłości Malfoyów po pogrzebie Simone. Tak, Fortinbras Malfoy zdecydowanie byłby zainteresowany przyozdobieniem tych swoich szarych ścian wielkimi rzeźbami i dorównującymi im obrazami, byleby tylko pokazać, że go stać. Aby uniknąć tego losu, trzeba by było chyba tylko liczyć, żeby jego dzieci przemówiły mu do rozsądku. A coś podpowiadało Erikowi, że to też nie było takie łatwe zadanie.
— A masz coś jeszcze do dodania? — spytał rzeczowo, taksując go nieco znudzonym wzrokiem. W sumie niepotrzebnie tu trzymał chłopaka. Na pewno miał lepsze rzeczy do roboty. W gruncie rzeczy mógł nawet nie zgłaszać znalezienia tych rzeczy, a je sobie przywłaszczyć. Czy ktokolwiek by go winił? Czy ktokolwiek zwróciłby mu nawet uwagę?— Godzinę zgłoszenia mam, miejsce mam, zeznania od ciebie mam. Jak dla mnie możesz lecieć. Chociaż...!
Zaczął wertować strony notatnika, zapalczywie szukając jednej informacji.
— Mogę prosić o jakiś kontakt do ciebie? Może być adres do miejsca zamieszkania. Na wypadek, gdyby po przebadaniu tych obrazów okazało się, że to jakaś grubsza afera. — Wzruszył sztywno ramionami. Szanse na to nie były spore, ale jakieś tam zawsze istniały, toteż lepiej było mieć pod ręką wszystkie informacje. — Dalej mieszkasz w Dolinie, czy znalazłeś coś poza wioską?
Uśmiechnął się pod nosem. ''Przejazdem'' w świecie czarodziejów niekoniecznie od razu oznaczało, że ktoś był w danym miejscu po raz pierwszy. Teleportacja, zaklęte świstokliki i latające miotły pozwalały na szybkie poruszanie się z miasta do miasta. Chłopak mógł tu być codziennie, ale na dobrą sprawę tam nie mieszkać. Huh, to trochę, jak z Erikiem i Brenną, którzy lwią część dnia spędzali w Londynie, a pod wieczór i tak wracali do Doliny. Longbottomowie nie nazwaliby się raczej londyńczykami.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞