27.02.2024, 00:57 ✶
W głowie Patricka wszystko było dużo prostsze. Wystarczyło tylko, żeby Brenna zmieniła twarz Alannie a on mógłby ją z premedytacją wyrzucić z mieszkania na ulicę i zapomnieć o całej sprawie. Wróć. Wcale nie zapomniałby o Alannie. Gdzieś tam nadal krążyłaby w jego myślach. Zastanawiałby się jak sobie poradziła i czy nie dorwali jej śmierciożercy. A potem, wraz z kolejnymi dniami, gdyby do jego uszu nie dotarły żadne informacje, uznałby że sobie poradziła. I powoli zacząłby o niej zapominać, powoli zatracać w pamięci jej żywą twarz i drobną sylwetkę na coraz bardziej mgliste wspomnienie.
A tu Brenna wspomniała o nowym ubraniu, nieopatrznie udowadniając mu, że sama nowa twarz nie wystarczała. Steward ostentacyjnie przewrócił oczami. Nie ma problemu. Dałby jej swoją starą koszulę i koc na drogę. Nie wystarczy? Wiedział, że nie wystarczy, ale miał nadzieję, że Alanna nie miała pojęcia jak ubierała się Clare. A jeśli miała, bo przezorna Stella Avery i o tym jej naopowiadała (oddała, w końcu, co było zwyczajnym grubiaństwem jej ten przeklęty łańcuszek z foczką), to przynajmniej zachowa tyle przyzwoitości, by jednak nie nakładać podobnych ubrań. Tak, jak miała przyzwoitość z kolorem włosów, gdy zechciała je przyciemniać. Przynajmniej nie wyskoczyła z blondem…
Odpłynął myślami z powrotem w stronę wywalania Alanny z mieszkania. Podniósł rękę do czoła, jakby nagle zaczęła boleć głowa. Nie mógł jej ot tak wyrzucić. W każdym razie nie w Londynie. Przypomniał sobie jej aurę i te bezmyślne, nie mające sensu nici. Zastanawiał się nad tym, na ile wmówione sobie przez nią samą uczucia mogłyby się okazać niebezpieczne. Samo to, że przyszła po pomoc akurat do niego było kontrowersyjne; ale gdyby śmierciożercy się o tym dowiedzieli…
Przymknął oczy.
Nie mógł jej od tak wyrzucić na ulicę. Nie mógł jej też tutaj trzymać w nieskończoność. Najprościej byłoby odesłać Alannę do jakiejś dalszej rodziny, ale tą pewnie jako pierwszą odwiedzą zwolennicy Czarnego Pana. Czy Carrow miała jakiś osobisty majątek? Powątpiewał. Choć jednocześnie miał nadzieję, że nie uroiła sobie, że skoro go „kocha” to w nagrodę będzie ją utrzymywał.
Za granicę. Musiał ją odesłać za granicę. Kupić jej bilet na prom w Dover. Promem mogła się dostać do Francji albo do Holandii. Jeśli nie lubiła pływać, a pamiętał całkiem nieźle, że źle reagowała na wodę, to mógł jej kupić bilet na samolot do Francji, Holandii lub nawet Włoch. Kiedy dostanie się na terytorium Wspólnoty Europejskiej, łatwiej jej będzie podróżować zachowując anonimowość.
Czyli miał już w głowie plan, a ten brzmiał: odesłać Alannę Carrow samolotem do jednego z krajów Wspólnoty Europejskiej.
A tu Brenna wspomniała o nowym ubraniu, nieopatrznie udowadniając mu, że sama nowa twarz nie wystarczała. Steward ostentacyjnie przewrócił oczami. Nie ma problemu. Dałby jej swoją starą koszulę i koc na drogę. Nie wystarczy? Wiedział, że nie wystarczy, ale miał nadzieję, że Alanna nie miała pojęcia jak ubierała się Clare. A jeśli miała, bo przezorna Stella Avery i o tym jej naopowiadała (oddała, w końcu, co było zwyczajnym grubiaństwem jej ten przeklęty łańcuszek z foczką), to przynajmniej zachowa tyle przyzwoitości, by jednak nie nakładać podobnych ubrań. Tak, jak miała przyzwoitość z kolorem włosów, gdy zechciała je przyciemniać. Przynajmniej nie wyskoczyła z blondem…
Odpłynął myślami z powrotem w stronę wywalania Alanny z mieszkania. Podniósł rękę do czoła, jakby nagle zaczęła boleć głowa. Nie mógł jej ot tak wyrzucić. W każdym razie nie w Londynie. Przypomniał sobie jej aurę i te bezmyślne, nie mające sensu nici. Zastanawiał się nad tym, na ile wmówione sobie przez nią samą uczucia mogłyby się okazać niebezpieczne. Samo to, że przyszła po pomoc akurat do niego było kontrowersyjne; ale gdyby śmierciożercy się o tym dowiedzieli…
Przymknął oczy.
Nie mógł jej od tak wyrzucić na ulicę. Nie mógł jej też tutaj trzymać w nieskończoność. Najprościej byłoby odesłać Alannę do jakiejś dalszej rodziny, ale tą pewnie jako pierwszą odwiedzą zwolennicy Czarnego Pana. Czy Carrow miała jakiś osobisty majątek? Powątpiewał. Choć jednocześnie miał nadzieję, że nie uroiła sobie, że skoro go „kocha” to w nagrodę będzie ją utrzymywał.
Za granicę. Musiał ją odesłać za granicę. Kupić jej bilet na prom w Dover. Promem mogła się dostać do Francji albo do Holandii. Jeśli nie lubiła pływać, a pamiętał całkiem nieźle, że źle reagowała na wodę, to mógł jej kupić bilet na samolot do Francji, Holandii lub nawet Włoch. Kiedy dostanie się na terytorium Wspólnoty Europejskiej, łatwiej jej będzie podróżować zachowując anonimowość.
Czyli miał już w głowie plan, a ten brzmiał: odesłać Alannę Carrow samolotem do jednego z krajów Wspólnoty Europejskiej.