27.02.2024, 02:28 ✶
Opuszczając budynek ministerstwa, przeciągnął się niemrawo, usilnie powstrzymując ziewnięcie. Lekko podkrążone oczy, nieco rozwalona fryzura. Zdawać by się mogło, że właśnie wyszedł z solidnych nadgodzin, ale tak po prawdzie to dzisiaj wyszedł idealnie o czasie. Czemu więc zawdzięczał taki wygląd? Zaczęły do niego wracać wszystkie nadgodziny i dodatkowe obowiązki, które brał na siebie przez ostatnie tygodnie. Rzucenie się w wir pracy pomogło mu przetrwać psychicznie wypadek brata i dalsze tego konsekwencje, ale nie przewidział tego, że gdy już zacznie, ciężko będzie mu się od tego oderwać.
Zazwyczaj nie miał raczej problemu z okazywaniem emocji. Cenił sobie relacje rodzinne i starał się o nie dbać, nierzadko wymuszając rozmowy na bracie, ale po Beltane coś w nim pękło. Czuł się cholernie bezużyteczny, niezdolny i najzwyczajniej w świecie winny całemu zajściu. Rozumowanie dość głupie i raczej pozbawione logiki. Jak widać, nawet on podejmował czasem głupie decyzje. Zapewne starczyłoby po prostu z kimś rozmawiać, zwierzyć się ze swoich obaw, a cała ta ponura otoczka by zniknęła, ale jakoś tak wyszło, że nikt się nie napatoczył.
Teraz nawet on sam czuł, że musi nieco przystopować. Ciężko było mu się skupić, zająć pracą, czy w ogóle wstać o konkretnej porze. Na nic z tych rzeczy nie mógł sobie pozwolić, bo przecież jego praca była zbyt ważna na takie słabości. Pierwszym (i prawdopodobnie) jedynym krokiem, który miał mu pomóc w zregenerowaniu utraconych sił, było ograniczenie się do wymaganych godzin. Zresztą, tak czy siak wyrobił już wszelkie dostępne nadgodziny na najbliższy czas i najzwyczajniej w świecie był z biura niemal wyganiany. Nawet współpracownicy widzieli, że popadł w niezdrową pętlę obłędu. Z jednej strony było to miłe, ale z drugiej... Coś było nie tak. Przez przemęczenie zdarzały mu się już lekkie majaki czy halucynacje, ale dzisiejszy dzień był nimi wręcz przesiąknięty. Wszystko zaczęło się od tego dziwnego cienia, który dostrzegł, gdy wyszedł z domu na szybkie zakupy. Potem, w Ministerstwie, ciągle towarzyszyło mu uczucie, jakby był obserwowany. Skupienie się na obowiązkach pomogło nieco uspokoić ewidentnie zepsuty błędnik, ale gdy w końcu znalazł się przed kamienicą, nerwowość wróciła. Chcąc ukrócić ten nieprzyjemny stan, postanowił w ramach wyjątkowo zrobić sobie dłuższą drzemkę, może nawet do wieczora. Nie spodziewał się jednak, że przyniesie ze sobą tak nieprzyjemne sny.
Obudził się nagle, z krzykiem. Czoło miał mokre od potu, a oddech nierówny i płytki. Było ciemno. Przespał zdecydowanie więcej, niż planował. Była już chyba noc, przynajmniej oceniając po ciszy, jaka panowała wokół niego. Zamrugał kilka razy i przetarł oczy, chcąc się niejako wyrwać z tego dziwnego stanu, ale trzymający strzelbę mężczyzna nie chciał uciec z jego głowy. Siedział tak w łóżku przez dłuższą chwilę, analizując, co tutaj zaszło, ale nagle dotarło do niego coś nowego. Chłodny powiew wiatru.
Na plecach momentalnie poczuł nieprzyjemne mrowienie. Zerwał się spod pościeli i szybko zamknął okno. Zdecydowanie go nie otwierał, także kto u diaska to zrobił? Głowa podsuwała dość nieprzyjemne odpowiedzi, ale to przecież był tylko sen, prawda? Może to Atreus albo Flo? Tak, nie było innego wytłumaczenia.
Skupił się na tej myśli, która od razu go poirytowała. Czemu uznali coś takiego za dobry pomysł? To zdecydowanie ten chłodny wiatr sprawił, że tak nagle się obudził, na pewno.
Nałożył na siebie szlafrok, chwycił różdżkę, po czym opuścił sypialnię, kierując się w stronę głównej części budynku. Miał nadzieję, że uda mu się złapać gagatka, który kosztował go tych nieprzyjemnych emocji.
Zazwyczaj nie miał raczej problemu z okazywaniem emocji. Cenił sobie relacje rodzinne i starał się o nie dbać, nierzadko wymuszając rozmowy na bracie, ale po Beltane coś w nim pękło. Czuł się cholernie bezużyteczny, niezdolny i najzwyczajniej w świecie winny całemu zajściu. Rozumowanie dość głupie i raczej pozbawione logiki. Jak widać, nawet on podejmował czasem głupie decyzje. Zapewne starczyłoby po prostu z kimś rozmawiać, zwierzyć się ze swoich obaw, a cała ta ponura otoczka by zniknęła, ale jakoś tak wyszło, że nikt się nie napatoczył.
Teraz nawet on sam czuł, że musi nieco przystopować. Ciężko było mu się skupić, zająć pracą, czy w ogóle wstać o konkretnej porze. Na nic z tych rzeczy nie mógł sobie pozwolić, bo przecież jego praca była zbyt ważna na takie słabości. Pierwszym (i prawdopodobnie) jedynym krokiem, który miał mu pomóc w zregenerowaniu utraconych sił, było ograniczenie się do wymaganych godzin. Zresztą, tak czy siak wyrobił już wszelkie dostępne nadgodziny na najbliższy czas i najzwyczajniej w świecie był z biura niemal wyganiany. Nawet współpracownicy widzieli, że popadł w niezdrową pętlę obłędu. Z jednej strony było to miłe, ale z drugiej... Coś było nie tak. Przez przemęczenie zdarzały mu się już lekkie majaki czy halucynacje, ale dzisiejszy dzień był nimi wręcz przesiąknięty. Wszystko zaczęło się od tego dziwnego cienia, który dostrzegł, gdy wyszedł z domu na szybkie zakupy. Potem, w Ministerstwie, ciągle towarzyszyło mu uczucie, jakby był obserwowany. Skupienie się na obowiązkach pomogło nieco uspokoić ewidentnie zepsuty błędnik, ale gdy w końcu znalazł się przed kamienicą, nerwowość wróciła. Chcąc ukrócić ten nieprzyjemny stan, postanowił w ramach wyjątkowo zrobić sobie dłuższą drzemkę, może nawet do wieczora. Nie spodziewał się jednak, że przyniesie ze sobą tak nieprzyjemne sny.
Obudził się nagle, z krzykiem. Czoło miał mokre od potu, a oddech nierówny i płytki. Było ciemno. Przespał zdecydowanie więcej, niż planował. Była już chyba noc, przynajmniej oceniając po ciszy, jaka panowała wokół niego. Zamrugał kilka razy i przetarł oczy, chcąc się niejako wyrwać z tego dziwnego stanu, ale trzymający strzelbę mężczyzna nie chciał uciec z jego głowy. Siedział tak w łóżku przez dłuższą chwilę, analizując, co tutaj zaszło, ale nagle dotarło do niego coś nowego. Chłodny powiew wiatru.
Na plecach momentalnie poczuł nieprzyjemne mrowienie. Zerwał się spod pościeli i szybko zamknął okno. Zdecydowanie go nie otwierał, także kto u diaska to zrobił? Głowa podsuwała dość nieprzyjemne odpowiedzi, ale to przecież był tylko sen, prawda? Może to Atreus albo Flo? Tak, nie było innego wytłumaczenia.
Skupił się na tej myśli, która od razu go poirytowała. Czemu uznali coś takiego za dobry pomysł? To zdecydowanie ten chłodny wiatr sprawił, że tak nagle się obudził, na pewno.
Nałożył na siebie szlafrok, chwycił różdżkę, po czym opuścił sypialnię, kierując się w stronę głównej części budynku. Miał nadzieję, że uda mu się złapać gagatka, który kosztował go tych nieprzyjemnych emocji.