27.02.2024, 09:11 ✶
Brenna też myślała o tej piosence - o włosach jak złoto i oczach jak niebo – o czerwonych różach, o tym, że motyw na pewno był osobisty, i że bardzo, bardzo potrzebuje kawy. Takiej najlepiej zmieszanej z eliksirem pobudzającym, w dużej dawce. Chwilowo jednak na ani jedno, ani na drugie nie było szansy. Podobnie jak na śniadanie.
Kręciła się po ulicy, z banknotami w dłoniach i łzawą historyjką o poszukiwaniu młodszej, przyrodniej siostry na ustach. Nie liczyła na specjalnie wiele, ale funty często rozwiązywały języki, a wbrew pozorom i ławę historyjki niekiedy działały – w końcu niejedna z tych dziewczyn w skrytości ducha marzyła jeśli nie teraz, to w przeszłości, o własnej bajce. Zwykłe ta przyjmowała postać bogatego, przystojnego klienta, który ją pokocha, ale pewnie zamożna siostra, która po latach szuka siostry, by nieba jej przychylić, też mogłaby się nadać. Pora jednak nie była już odpowiednia na takie "badania terenowe", większość dziewczyn zdążyła już dawno odejść albo z klientami, albo do domów, a Brenna niekoniecznie należała do osób najlepiej nadających się do bajerowania ludzi. W dodatku jedyna blondynka, jaką wypatrzyła, nie wpisywała się w schemat: była za stara i trochę zbyt zniszczona życiem, aby ktoś, kto wybrał na swoje ofiary Mary i Annelise się nią zainteresował.
Mogła mieć tylko nadzieję, że Parkinson miał nieco więcej szczęścia.
Gdyby Aidan był tutaj z jakimś mężczyzną, ten pewnie nie darowałby sobie głupiej uwagi. Brenna była jednak Brenną i nie zamierzała ani niczego komentować, ani interesować się, co chłopak robił lub nie robił w hotelu, jak długo zdobył jakiekolwiek informacje.
– Jestem, ale mam niewiele. Tylko tyle, że dziewczyny pasujące do profilu pracują tu w tej chwili dwie. Ta Candy, koleżanka Mary i jakaś Meg. Była też Tatiana, ale znikła z ulicy kilka tygodni temu. Równie dobrze mogła coś przedawkować i umrzeć, zmienić lokalizację, znaleźć inną robotę, jak być pierwszą ofiarą, ale policja powinna już o tym wiedzieć... chyba że wtedy dopiero wypracowywał sobie swoje znaki rozpoznawcze - mruknęła. – Dziewczyna, z którą rozmawiałam, nie znała dobrze Mary.
Albo tak twierdziła. O ile Aidan mógł w hotelu rzucić w razie potrzeby confundusem, o tyle Brenna nie mogła wymachiwać różdżką na środku ulicy, a z tymi dziewczynami bez wątpienia rozmawiała już wcześniej policja. Mogły podejrzewać, że Brenna jest gliną albo z policją współpracuje, i niekoniecznie nastawiało to pozytywnie do ewentualnych zwierzeń.
Kręciła się po ulicy, z banknotami w dłoniach i łzawą historyjką o poszukiwaniu młodszej, przyrodniej siostry na ustach. Nie liczyła na specjalnie wiele, ale funty często rozwiązywały języki, a wbrew pozorom i ławę historyjki niekiedy działały – w końcu niejedna z tych dziewczyn w skrytości ducha marzyła jeśli nie teraz, to w przeszłości, o własnej bajce. Zwykłe ta przyjmowała postać bogatego, przystojnego klienta, który ją pokocha, ale pewnie zamożna siostra, która po latach szuka siostry, by nieba jej przychylić, też mogłaby się nadać. Pora jednak nie była już odpowiednia na takie "badania terenowe", większość dziewczyn zdążyła już dawno odejść albo z klientami, albo do domów, a Brenna niekoniecznie należała do osób najlepiej nadających się do bajerowania ludzi. W dodatku jedyna blondynka, jaką wypatrzyła, nie wpisywała się w schemat: była za stara i trochę zbyt zniszczona życiem, aby ktoś, kto wybrał na swoje ofiary Mary i Annelise się nią zainteresował.
Mogła mieć tylko nadzieję, że Parkinson miał nieco więcej szczęścia.
Gdyby Aidan był tutaj z jakimś mężczyzną, ten pewnie nie darowałby sobie głupiej uwagi. Brenna była jednak Brenną i nie zamierzała ani niczego komentować, ani interesować się, co chłopak robił lub nie robił w hotelu, jak długo zdobył jakiekolwiek informacje.
– Jestem, ale mam niewiele. Tylko tyle, że dziewczyny pasujące do profilu pracują tu w tej chwili dwie. Ta Candy, koleżanka Mary i jakaś Meg. Była też Tatiana, ale znikła z ulicy kilka tygodni temu. Równie dobrze mogła coś przedawkować i umrzeć, zmienić lokalizację, znaleźć inną robotę, jak być pierwszą ofiarą, ale policja powinna już o tym wiedzieć... chyba że wtedy dopiero wypracowywał sobie swoje znaki rozpoznawcze - mruknęła. – Dziewczyna, z którą rozmawiałam, nie znała dobrze Mary.
Albo tak twierdziła. O ile Aidan mógł w hotelu rzucić w razie potrzeby confundusem, o tyle Brenna nie mogła wymachiwać różdżką na środku ulicy, a z tymi dziewczynami bez wątpienia rozmawiała już wcześniej policja. Mogły podejrzewać, że Brenna jest gliną albo z policją współpracuje, i niekoniecznie nastawiało to pozytywnie do ewentualnych zwierzeń.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.