27.02.2024, 09:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2024, 21:07 przez Brenna Longbottom.)
- Jeśli cię odmłodzę, może to wypaść trochę nienaturalnie - oceniła Brenna, mierząc ją krytycznym spojrzeniem. Alanna już wyglądała bardzo młodo, wręcz na mniej lat niż miała: na pierwszy rzut oka nie dałaby jej więcej niż dwadzieścia dwa czy dwadzieścia trzy, a przecież była raptem niżej o dwa roczniki. - Możemy trochę dodać - stwierdziła. Coś takiego większości osób się nie podobało, ba, niejedna osoba pewnie wpadłaby w histerię na samą myśl, gorszą niż na pomysł zmiany tożsamości, ale najwyraźniej dla Carrow życie liczyło się jednak dużo bardziej niż absolutny brak śladów, jakie życie odciskało na twarzy.
Longbottom nie miała pojęcia, jak niechętny jest teraz Patrick tej kobiecie. Owszem, wychwyciła pewne napięcie i niezadowolenie, ale zakładała, że to wynika raczej z niewątpliwie trudnej sytuacji nie z osobistej niechęci. Może naiwnie, ale zakładała, że Steward nie pokazałby tego mieszkania komuś, kogo podejrzewał o coś złego. I że nie ściągałby jej tutaj, wystawiając na ryzyko, aby ratować potencjalną śmierciożerczynię. Ba, sądziła wręcz, że ta dwójka jest sobie bliska. Wyliczała więc standardową dla siebie procedurę, typowo po swojemu dbając o drobiazgi i doszukując się szczegółów, które mogłyby sprawdzić, że wszystko się sypnie.
- Oprzyj się i nie ruszaj. Nie będzie bolało, ale uczucie może być dziwne i trochę nieprzyjemne - ostrzegła, wyciągając różdżkę, a potem przesunęła nią bardzo powoli nad twarzą Alanny, rozpoczynając modyfikację od tego, co zmienić dało się najprościej: usunięcia piegów. To zajęło zaledwie trzy minuty. Chwilę później przyszła pora na następną, drobną zmianę, czyli brwi, z którymi poszło równie szybko. Przy ustach Brenna musiała już trochę się namęczyć – niby dało się to uznać za wręcz „kosmetykę”, ale sztuką było zadbanie, aby nie wyglądały nienaturalnie, zwłaszcza podczas mówienia. Nieco głębsze bruzdy w ich okolicach, które ujawnią się przy uśmiechu, ale nie oszpecą – powinny stworzyć wrażenie, że kobiecie już bliżej do trzydziestki niż dwudziestki. Modyfikacja nosa była już faktycznie wyczuwalna, niezbyt pewnie przyjemna, ale i nie bolesna, a po niej Brenna przez chwilę przypatrywała się Carrow bardzo krytycznie, doszukując się podobieństw do prawdziwej Alanny. Ktoś nie znający jej bardzo dobrze, teraz bez wątpienia by jej nie poznał, ale tu chodziło o taki efekt, by nawet mąż czy najlepsza przyjaciółka nie wykrzyczeli jej imienia na ulicy… Brenna ostatecznie więc znów uniosła różdżkę i przez chwilę kombinowała jeszcze z modyfikacjami kości policzkowych, bardzo drobnymi, ale mającymi sprawić, że rysy zmienią się niemal nie do poznania.
W końcu odsunęła się i odetchnęła.
Nigdy nikomu tego nie powiedziała, ale naprawdę nienawidziła tego robić.
– Powinno zagrać, jeżeli ogarniemy jeszcze fryzurę – stwierdziła. Ona już nie rozpoznałaby w tej kobiecie Alanny Carrow. – Obciąć ci włosy, czy zajmiesz się tym sama?
Przyglądała się Carrow jeszcze przez moment uważnie, a później chwyciła za nożyczki. Nie była najlepszą fryzjerką, ale i Alanna nie miała wyglądać w żaden sposób oszałamiająco. Rude, długie włosy, zostały zaplecione w warkocz, a potem Brenna nożyczkami zaostrzonymi magią ścięła go, i z długowłosego rudzielca Alanna miała stać się krótkowłosą szatynką.
Bo taką farbę przyniosła dla niej Brenna. Brązowe włosy - nie blond, nie rude, nie czarne. Takie, które najmniej rzucały się w oczy. Po zakończeniu całej procedury pożegnała się krótko z Patrickiem, upewniając jeszcze, że ten nie będzie jej potrzebował...
I opuściła mieszkanie.
Longbottom nie miała pojęcia, jak niechętny jest teraz Patrick tej kobiecie. Owszem, wychwyciła pewne napięcie i niezadowolenie, ale zakładała, że to wynika raczej z niewątpliwie trudnej sytuacji nie z osobistej niechęci. Może naiwnie, ale zakładała, że Steward nie pokazałby tego mieszkania komuś, kogo podejrzewał o coś złego. I że nie ściągałby jej tutaj, wystawiając na ryzyko, aby ratować potencjalną śmierciożerczynię. Ba, sądziła wręcz, że ta dwójka jest sobie bliska. Wyliczała więc standardową dla siebie procedurę, typowo po swojemu dbając o drobiazgi i doszukując się szczegółów, które mogłyby sprawdzić, że wszystko się sypnie.
- Oprzyj się i nie ruszaj. Nie będzie bolało, ale uczucie może być dziwne i trochę nieprzyjemne - ostrzegła, wyciągając różdżkę, a potem przesunęła nią bardzo powoli nad twarzą Alanny, rozpoczynając modyfikację od tego, co zmienić dało się najprościej: usunięcia piegów. To zajęło zaledwie trzy minuty. Chwilę później przyszła pora na następną, drobną zmianę, czyli brwi, z którymi poszło równie szybko. Przy ustach Brenna musiała już trochę się namęczyć – niby dało się to uznać za wręcz „kosmetykę”, ale sztuką było zadbanie, aby nie wyglądały nienaturalnie, zwłaszcza podczas mówienia. Nieco głębsze bruzdy w ich okolicach, które ujawnią się przy uśmiechu, ale nie oszpecą – powinny stworzyć wrażenie, że kobiecie już bliżej do trzydziestki niż dwudziestki. Modyfikacja nosa była już faktycznie wyczuwalna, niezbyt pewnie przyjemna, ale i nie bolesna, a po niej Brenna przez chwilę przypatrywała się Carrow bardzo krytycznie, doszukując się podobieństw do prawdziwej Alanny. Ktoś nie znający jej bardzo dobrze, teraz bez wątpienia by jej nie poznał, ale tu chodziło o taki efekt, by nawet mąż czy najlepsza przyjaciółka nie wykrzyczeli jej imienia na ulicy… Brenna ostatecznie więc znów uniosła różdżkę i przez chwilę kombinowała jeszcze z modyfikacjami kości policzkowych, bardzo drobnymi, ale mającymi sprawić, że rysy zmienią się niemal nie do poznania.
W końcu odsunęła się i odetchnęła.
Nigdy nikomu tego nie powiedziała, ale naprawdę nienawidziła tego robić.
– Powinno zagrać, jeżeli ogarniemy jeszcze fryzurę – stwierdziła. Ona już nie rozpoznałaby w tej kobiecie Alanny Carrow. – Obciąć ci włosy, czy zajmiesz się tym sama?
Przyglądała się Carrow jeszcze przez moment uważnie, a później chwyciła za nożyczki. Nie była najlepszą fryzjerką, ale i Alanna nie miała wyglądać w żaden sposób oszałamiająco. Rude, długie włosy, zostały zaplecione w warkocz, a potem Brenna nożyczkami zaostrzonymi magią ścięła go, i z długowłosego rudzielca Alanna miała stać się krótkowłosą szatynką.
Bo taką farbę przyniosła dla niej Brenna. Brązowe włosy - nie blond, nie rude, nie czarne. Takie, które najmniej rzucały się w oczy. Po zakończeniu całej procedury pożegnała się krótko z Patrickiem, upewniając jeszcze, że ten nie będzie jej potrzebował...
I opuściła mieszkanie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.