Wzrok Vincenta nadal prześlizgiwał się po zebranych tu twarzach. Dostrzegł ich zmieszanie na słowa o Brennie, więc czuł jak traci grunt pod nogami. Musiał jednak zachować spokój, więc wciągał głośno powietrze przez nos i tak samo wypuszczał. Powinien robić to przez usta, ale to przerażenie nadal w nim się tliło. Głupia Florence. Powinna przenieść się do posiadłości jego brata, powinna tam zostać nawet jeśli nie miała z nim dobrych relacji, ale byłaby bezpieczna, prawda? Żyłaby? Czuł jak w gardle narasta mu klucha, coś w rodzaju kuli wielkości piłki do tenisa. Utracił kontrolę, kiedy tak bardzo przywiązał się do obcych ludzi, kiedy zaczęło mu zależeć na życiu innych? Czy żałował, że zgodził się być zakonnikiem? Nie, wiedział, że nie potrafiłby klęczeć przed Czarnym Panem, ale nie potrafił pogodzić się z śmiercią.
Gdy Dora powiedziała o Pandorze poczuł ulgę. Uciekają. Znikają. Będą bezpieczni. Kiwnął jedynie głową, bo skupił się na Eriku, który był w gorszej sytuacji. Brenna była dla niego ważna, ale nie była, aż tak ważna jak dla Erika. Od zawsze byli nierozłączni, do tej pory pamiętał jak zagubiony był, gdy Paskuda zniknęła z tej imprezy urodzinowej, na której z nim był. Czuł w obowiązku mu pomóc, zostać przy nim i nie tracić rezonu. Złapał go więc pod ramię, aby nie upadł, aby nie czuł się jeszcze bardziej przygnieciony. Damy radę, sunęło się na język, ale sam nie był tego pewny, więc milczał. Pierwszy raz w swoim życiu milczał, nie rzucał głupich komentarzy, nie uśmiechał się, bo nie miał powodu, bo nie potrafił, bo strach paraliżował jego gardło. Nie płakał, nie miał łez w oczach, a były one ciemne, przerażająco zagubione i nie potrafiły przyjąć tej prawdy jako faktu. To tylko gdybania, nic pewnego. Paskuda uniknęła śmierci. Na pewno.
Pytanie, które zadał Erik też mu się nasuwało na myśl, ale uznał, że dyrektor szkoły raczej chronił uczniów. Nie mógłby ich porzucić, prawda? Potem jego wzrok znowu przeczesywał to pomieszczenie. Zaczynało wyglądać obco, był tu już kiedyś, prawda? Nie pamiętał. Nie mógł sobie przypomnieć.
– Coś jest nie tak? – mruknął na głos swoje myśli. Zrobił to nieświadomie. Znowu spojrzał na Erika szukając w nim czegoś, co pomoże mu zrozumieć. Obco... za szybko... pokręcił głową próbując zebrać myśli. Może był to szok? Może wyprał jakieś wspomnienia. – Kiedy byłem tu ostatnio? – zapytał nie spuszczając wzroku z Erka.