Ludzie bardzo lubili przeliczać swoje możliwości na czystą siłę, prawda? Tak samo jak zapytanie o jarczuka, które miało dopiero nadejść, tak i trójgłowy kundel wymuszał na właścicielu coś więcej niż tylko brutalną siłę rąk. Coś więcej niż tylko chęć posiadania kogoś, kto dom obroni, coś więcej niż wiedza o tym, jak takiego kundla utrzymać i jak dać mu jeść, czy jak podrapać za uszkiem albo jak nie ciągnąć za ogon. Nawet zwykły pies potrafił być niebezpieczny. Owszem, Dagur był silny, ale siła nie zawsze wystarczyła w zetknięciu z szybkością tych stworzeń i z ich stalowymi szczękami, które dobrze zaciśnięte potrafiły uszkodzić kości. Pogruchotać je. Rwały mięso, jakby były nożami - dziesiątkami malutkich noży wetkniętymi w paszczę. Ten kundelek tutaj... nie, przecież on nie mógł być śmiertelnie niebezpieczny! Nie w całym jego zachowaniu! Czy jednak zawsze chodziło o to, żeby pies od razu rwał szczękami tego, kto wejdzie nieproszony do domu? Dla Dagura chyba nie to było tutaj wyznacznikiem, kiedy myślał o obronie domu. Raczej wystarczyło, żeby ktoś odpowiednio wcześnie zagrożenie wyczuł. Wtedy już on mógł zająć się resztą. Wiadomość słana szczęknięciami - na moście Overtoun nabierało to zupełnie nowego znaczenia, nowej myśli. Przed czym ten pies ostrzegał? Kogo chciał powiadomić, albo do kogo wołał? Czy to niebezpieczeństwo pchało go do potrzeby bronienia, czy może coś zupełnie innego? Ile tajemnic kryło się w tym jednym miejscu osnutym mgłą i mgłami tajemnic? I ile kości leżało pogrzebanych i pochłoniętych przez larwy much, rozłożonych przez rośliny, tam, parędziesiąt metrów w dole? Natura w końcu samodzielnie zagarnie je sześć stóp w dół. Nikt nie czynił tym stworzeniom pochówku, bo woń rozkładu nie docierała tak daleko w górę, a w te dzikie, zarośnięte ostępy zapuszczały się co najwyżej żądne przygód dzieciaki.
Zaufanie było bardzo kruchą rzeczą. Łatwo było je stracić, a odzyskać? Oj, to już budowaliśmy latami. Ludzie byli bardzo skomplikowanymi istotami, kiedy przychodziło do układania sobie w głowie myśli o tym, czy ta osoba ci ufa, czy może nie. Albo czy ty jej możesz zaufać? Na ile? Czy to w ogóle rozsądne? Przecież wszyscy kochali plotki! Pies nie mógł niczego wyplotkować. Przede wszystkim jednak - pies o wiele chętniej wybaczał. Łatwiej. Psie serca chyba potrzebowały tego bodźca - miejsca do wypełnienia go miłością, potrzeba ochrony i bycia chronionym. Idealnej synchronii między nim a człowiekiem. Coś, co Overtoun burzył, naruszał i doprowadzał końcowo do tragedii. Ta historia była jednak niedostępna dla Dagura. Dla niego był tylko fakt przedstawiony - psiak, który wpadł pod jego nogi i którym wypadało się zaopiekować. Choć wcale się opiekować nim nie musiał. Mógł go zostawić, odstawić, poszukać właściciela - ale to ostatnie wymagałoby czasu, a ile mógł go Dagur poświęcić? Nie miało to znaczenia - już postanowił. Wybrał. A stworzenie również wybrało. Wybrało zaufanie pomimo tego, że ktoś go porzucił.
Mężczyzna zatrzymał się na moment i uniósł jedną brew, jego mimika twarzy miała wyraz zainteresowania w najbardziej uprzejmy sposób. Rzucanie słów o egzorcyście miało czasami wiele aspektów i nie zawsze odnosiło się do wiary. Nie zawsze też odnosiło się do magii.
- Władze miasta pozostają obojętne na ten problem, jeśli o to Pan pyta. - Odpowiedział grzecznie, ciągle wyprostowany. Nie w ten sztywny sposób - w bardzo naturalny. To był jeden z tych ludzi, którzy elegancję mieli wyszytą w żyłach i płynęła przez ich krew. To, czy władze miasta się obudzą, a może zainteresują się czarodzieje, może pozostawało kwestią czasu. A może ktoś się już próbował tym zająć, po prostu nie wyszło. Historia znała bardzo dużo takich przypadków.
Niesienie psiaka na rękach nie stanowiło żadnego problemu - stworzenie wcale się nie broniło, a wręcz chętnie przylgnęło do ciepła, drżąc.