27.02.2024, 21:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.02.2024, 09:37 przez Brenna Longbottom.)
Brenna przyszła na jarmark ze starszym bratem i przez dobrą godzinę nie dawała mu żyć, dręcząc go swoim istnieniem – uwieszając się mu na ramieniu, plotąc głupoty do ucha, ciągnąc za rękę od straganu do straganu, pokazując co ciekawsze eksponaty, brudząc mu koszulę palcami lepkimi od łakoci i ogólnie będąc tak bardzo Brenną, jak tylko być się nią dało. Po tej godzinie uwolniła biednego Erika od swojego towarzystwa – on miał pewnie serdecznie dość młodszej siostry, i chciał sobie od niej trochę odpocząć (chociaż dopilnowała, żeby przypadkiem nie został sam, jeszcze by się tutaj zgubił, i nie, nie szkodziło, że byli w centrum Doliny Godryka, a on był już całkiem dorosłym Brygadzistą), a ona chciała znaleźć Sama.
Odwiedzała go latem, wpadła do ośnieżonej Kniei tuż przed Yule, i potem podczas zimowych ferii nad miejscowe jezioro, skute lodem, tak że dało się po nim jeździć na łyżwach. I miała zamiar znaleźć go i w tym roku, bo Chłopiec z Kniei zdaniem Brenny potrzebował towarzystwa nie tylko zwierząt, drzew i swojej ponurej matki, ale także ludzi. Miał więc Norę, do której czasem się wymykał i miał Brennę, która nie bała się ani ciemnych oczu miejscowej Baby Jagi, ani wbiegnięcia w ciemność Kniei – zwłaszcza teraz, gdy mogła już używać czarów.
– Dzień dobry – przywitała się wesoło, podchodząc prosto do nich i wyciągając z kieszeni czerwonej spódnicy monety, by dokonać zakupu, ani trochę nie zniechęcona miną matki Samuela. Dusiła tylko gdzieś w sobie słowa, które chciałaby rzucić jej w twarz – jak to, że krzywdzi własnego syna – i pytania, które chciałaby jej zadać, jak to: czy możemy ci w jakiś sposób pomóc. Czuła, że nic nie dadzą, że kobieta tylko mocniej zaciśnie usta, że będzie bardziej pilnować Samuela, a jemu zabraknie odwagi, by sprzeciwić się matce.
W ten sposób też go krzywdziła. Tak mocno uzależniła go od siebie, że nie był pewny, gdzie kończy się jej wola, a gdzie zaczyna jego. Ona i Nora były chyba jedynym odstępstwem od tej zasady.
Uśmiechnęła się i do niego, przekazując pieniądze za zakup, a potem samym ruchem oczu i dłoni pokazała, że będzie czekać w pobliżu, jeżeli zdoła wymknąć się matce. Wątpiła, by chciał, aby ta była świadkiem ich rozmowy.
Odwiedzała go latem, wpadła do ośnieżonej Kniei tuż przed Yule, i potem podczas zimowych ferii nad miejscowe jezioro, skute lodem, tak że dało się po nim jeździć na łyżwach. I miała zamiar znaleźć go i w tym roku, bo Chłopiec z Kniei zdaniem Brenny potrzebował towarzystwa nie tylko zwierząt, drzew i swojej ponurej matki, ale także ludzi. Miał więc Norę, do której czasem się wymykał i miał Brennę, która nie bała się ani ciemnych oczu miejscowej Baby Jagi, ani wbiegnięcia w ciemność Kniei – zwłaszcza teraz, gdy mogła już używać czarów.
– Dzień dobry – przywitała się wesoło, podchodząc prosto do nich i wyciągając z kieszeni czerwonej spódnicy monety, by dokonać zakupu, ani trochę nie zniechęcona miną matki Samuela. Dusiła tylko gdzieś w sobie słowa, które chciałaby rzucić jej w twarz – jak to, że krzywdzi własnego syna – i pytania, które chciałaby jej zadać, jak to: czy możemy ci w jakiś sposób pomóc. Czuła, że nic nie dadzą, że kobieta tylko mocniej zaciśnie usta, że będzie bardziej pilnować Samuela, a jemu zabraknie odwagi, by sprzeciwić się matce.
W ten sposób też go krzywdziła. Tak mocno uzależniła go od siebie, że nie był pewny, gdzie kończy się jej wola, a gdzie zaczyna jego. Ona i Nora były chyba jedynym odstępstwem od tej zasady.
Uśmiechnęła się i do niego, przekazując pieniądze za zakup, a potem samym ruchem oczu i dłoni pokazała, że będzie czekać w pobliżu, jeżeli zdoła wymknąć się matce. Wątpiła, by chciał, aby ta była świadkiem ich rozmowy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.