27.02.2024, 21:46 ✶
– Jestem Sam. Samuel w sensie i tak, jestem stąd. – to było trochę niezręczne, ale dla mężczyzny w ogóle rozmawianie z innymi było niezręczne permanentnie, chyba że dotyczyło przyjmowania zleceń i odbierania zapłaty. A tak rozmawianie było trudne. Nigdy nie mógł być do końca pewien, co było dobrym tematem do rozmów, a co nie. Albo która skóra była dobra...
– No teraz, to trzeba uważać. Tu na Wrzosowiskach upiory się nie pojawiają, ale tam... – wskazał na Knieję, wskazał na swój dom, momentalnie jego otwarta, szczera twarz skrzywiła się w smutku, okryła płaszczem żałoby, która zdawała się być niekończącą torturą. – Tam lepiej nie wchodzić. Cienie i upiory. Nic dobrego... – w sumie nie był pewien, czy kobieta jest magiem, z zaciekawieniem pochylił się ku niej nieznacznie choćby tylko na moment, by – trochę niedźwiedzim zwyczajem – powąchać ją, zobaczyć czy będzie w stanie w ten sposób ocenić skąd jest, czy śmierdzi Londynem, czy zgodnie z urodą pachniałaby tak pięknie jak słońce.
– Mógłbym zapytać, co byłoby lepiej zrobić? Jak się przywitać? Ostatnio kiedy byłem na wrzosowiskach, mój rozmówca aż zemdlał! – że chodziło o futro, lepiej nie wspominać. Przynajmniej na razie, może jakoś panna się zdradzi, że nieobca jest jej sztuka. – Normalnie, zanim rozpętało się tu piekło mieszkałem właśnie w Kniei i umiem podchodzić do zwierząt wszelkiej maści, ale ludzie... Cały czas się uczę. – tyle dobrego, że twarz po ojcu była przystojna, a uśmiech emanował wręcz szczerością.
– No teraz, to trzeba uważać. Tu na Wrzosowiskach upiory się nie pojawiają, ale tam... – wskazał na Knieję, wskazał na swój dom, momentalnie jego otwarta, szczera twarz skrzywiła się w smutku, okryła płaszczem żałoby, która zdawała się być niekończącą torturą. – Tam lepiej nie wchodzić. Cienie i upiory. Nic dobrego... – w sumie nie był pewien, czy kobieta jest magiem, z zaciekawieniem pochylił się ku niej nieznacznie choćby tylko na moment, by – trochę niedźwiedzim zwyczajem – powąchać ją, zobaczyć czy będzie w stanie w ten sposób ocenić skąd jest, czy śmierdzi Londynem, czy zgodnie z urodą pachniałaby tak pięknie jak słońce.
– Mógłbym zapytać, co byłoby lepiej zrobić? Jak się przywitać? Ostatnio kiedy byłem na wrzosowiskach, mój rozmówca aż zemdlał! – że chodziło o futro, lepiej nie wspominać. Przynajmniej na razie, może jakoś panna się zdradzi, że nieobca jest jej sztuka. – Normalnie, zanim rozpętało się tu piekło mieszkałem właśnie w Kniei i umiem podchodzić do zwierząt wszelkiej maści, ale ludzie... Cały czas się uczę. – tyle dobrego, że twarz po ojcu była przystojna, a uśmiech emanował wręcz szczerością.