28.02.2024, 00:38 ✶
Co prawda jeszcze nie skończyli, ale gdzieś z tyłu zdążyła się już pojawić myśl, że z chęcią by to powtórzył. Bo mimo tego, że póki co trochę obrywał, bawił się naprawdę dobrze. Nie, żeby miał coś przeciwko dotychczasowym partnerom, ale powtarzanie w kółko tego samego w pewnym momencie stawało się nieco monotonne. Kojarzył ich ruchy, gesty, zachowania, co w jakimś stopniu wpływało na samą walkę. Tutaj zaś, z Brenną, pewien był w sumie tylko jednego. Faktu, że panna Longbottom zdawała się bić go na głowę. Jasne, można by sobie wmawiać, że to tylko początkowe szczęście, ale póki co punktowała go nad wyraz płynnie i skutecznie. No i boleśnie. Już teraz wiedział, że po tym wszystkim będzie miał całkiem pokaźną lekcję siniaków w miejscach, których jej szpada zetknęła się z jego ciałem.
Pomimo swoistej powagi sytuacji, na twarzy widniał lekki, mimowolny uśmiech, który zdradzał w sumie chyba wszystko. Pierwszy raz od naprawdę dawna czas wolny spędzał na czymś, co faktycznie nie było powiązane z jego pracą. Jak się okazuje, korzystanie z życia może być zaskakująco przyjemne. Swoboda — uczucie, o którym zdaje się, że Orion zdążył zapomnieć. Dobrego nastroju nie zepsuło nawet to, że znowu oberwał. Ba, nawet lekko się zaśmiał, kręcąc przy tym głową z dezaprobatą dla samego siebie.
— Odwróci, gdy będę już leżał na ziemi — parsknął, czując, że za chwilę tak naprawdę wszystko się skończy. Nie chciał jednak dać za wygraną. Bez większego uprzedzenia gwałtownie ruszył do przodu, wykonując pchnięcie, które ku jego szczeremu zaskoczeniu skończyło się trafieniem. Pewność siebie nieco powróciła, ale ciągle towarzyszyło mu to niemiłe przeczucie, że przeciwniczka zaraz go zmiażdży.
— Przynajmniej mam honorowego — rzucił, posyłając jej uważne spojrzenie. Obserwował jej ruchy, czekając na rozwój wydarzeń. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się nagła, niespodziewana nadzieja. Jeśli uda mu się to wyrównać... Hm, wtedy wygrana nie wydawała się w sumie aż tak nierealna.
rzuty
Pomimo swoistej powagi sytuacji, na twarzy widniał lekki, mimowolny uśmiech, który zdradzał w sumie chyba wszystko. Pierwszy raz od naprawdę dawna czas wolny spędzał na czymś, co faktycznie nie było powiązane z jego pracą. Jak się okazuje, korzystanie z życia może być zaskakująco przyjemne. Swoboda — uczucie, o którym zdaje się, że Orion zdążył zapomnieć. Dobrego nastroju nie zepsuło nawet to, że znowu oberwał. Ba, nawet lekko się zaśmiał, kręcąc przy tym głową z dezaprobatą dla samego siebie.
— Odwróci, gdy będę już leżał na ziemi — parsknął, czując, że za chwilę tak naprawdę wszystko się skończy. Nie chciał jednak dać za wygraną. Bez większego uprzedzenia gwałtownie ruszył do przodu, wykonując pchnięcie, które ku jego szczeremu zaskoczeniu skończyło się trafieniem. Pewność siebie nieco powróciła, ale ciągle towarzyszyło mu to niemiłe przeczucie, że przeciwniczka zaraz go zmiażdży.
— Przynajmniej mam honorowego — rzucił, posyłając jej uważne spojrzenie. Obserwował jej ruchy, czekając na rozwój wydarzeń. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się nagła, niespodziewana nadzieja. Jeśli uda mu się to wyrównać... Hm, wtedy wygrana nie wydawała się w sumie aż tak nierealna.
rzuty