Nie muszą dywagować na tematy o oczywistej odpowiedzi - opanowanie świata. Nie chciało mu się wysilać na tyle aby ujarzmić całą Wielką Brytanię, póki co starczała mu szczęśliwa Nora, klubokawiarnia i miska pełna tuńczyka. Póki co nie miał przy sobie ani jednego z powyższych aspektów co osiadało ciężkością na jej sierści, która to oklapła bliżej jego ciała. Słuchał uważnie słów Nory, nie komentował zanadto pierwszych dialogów zbyt rozproszony podrapaniem za uchem. Momentalnie nabrał ochoty wyciągnięcia się na jej brzuchu i rozłożenia do dziennej dawki pieszczot. Tylko Nora wiedziała jak drapać aby wywołać w nim wszechogarniający mruk.
- Nie jestem z Erikiem w zażyłej relacji więc nie wiem jak to u niego wygląda. Dla ciebie mogę go szczegółowo o to wypytać. - wszak nie miał problemu aby z tym jegomościem dyskutować choć wolał aby ten go ani nie drapał ani nie przytulał. Zbyt intensywny zapach mokrej sierści zniechęcał puchatego Salema do nawiązania fizycznych interakcji. Dla Nory mógłby jednak przełamać ten dyskomfort, jeśli to ją uszczęśliwi. Była przez niego wyjątkowo traktowana.
Nie było tego od razu widać po jego postawie ale słowa Nory go zdenerwowały. Ogon zesztywniał, pazury wysunęły się z jego łap, a i na moment odsłonił kocie kły w bezgłośnym syku.
- Następnym razem idę z tobą i nie obchodzi mnie co inni czarodzieje pomyślą. Rozerwę tkankę nerwową na nadgarstku tego, który wyceluje w ciebie różdżkę. Profilaktycznie będę robił to każdemu, który wpadnie na durny pomysł rzucenia na ciebie czaru. - wysyczał, przerywając jej słowa, a jego jasne ślepia zapłonęły złością niemal porównywalną do tej kiedy Nora podchodzi do niego ze szczotką: zabić zanim zdąży się rozmnożyć!!
Przechylił lekko głowę kiedy wspomniała o ojcu Mabel. Jego wąsy nieco się uniosły a on sam podniósł się. Sięgnął przednimi łapami do jej ramienia i wyciągając się na prawie pół metra polizał szorstkim językiem policzek Nory, nawet wtedy kiedy jeszcze mówiła.
- Jeśli ojciec Mabel uważa, że jesteś żenująca to nie jest nawet godzien spojrzeć na martwą mysz, a co dopiero ją zjeść. - co dla Salema było wyróżnieniem wszak przynosił swoje skarby tylko wybranym osobom. Mimo wszystko wciąż był kotem, miał silny instynkt i zakorzenionych w sobie wiele zachowań (wiedział, że Nora nie potrzebuje jego darów, zwłaszcza w klubokawiarni więc traktował je jako psikusy dla najmniej spodziewających się tego osób). Myślał kocio, odpowiadał kocio.
- Dlaczego więc cię nie ocalił kiedy zostałaś ofiarą jakiegoś domorosłego idioty? - teraz chciał dowiedzieć się absolutnie wszystkiego o ojcu Mabel. Wiedział, że nie lubi o tym rozmawiać więc trochę wykorzysta jej stan aby wygadała mu się za wszystkie czasy. Położył się na nadgarstku Nory. Stopniowo, powoli, będzie subtelnie dopytywać. Nie może się spieszyć bo jeszcze zorientuje się w jego zamiarach i zamilknie.
- Utnę sobie pogawędkę z Brenną na temat tego, co tam zaszło. To niedopuszczalne aby ktoś śmiał ciebie tak potraktować. Mam nadzieję, że odpowiednio wynagrodzono ci ten wstyd? - gdyby chodziło o kogoś innego to nie przejmowałby się cudzym samopoczuciem. Nie obchodziłoby go to na tyle aby miał w tej kwestii działać.
- Nie jestem z Erikiem w zażyłej relacji więc nie wiem jak to u niego wygląda. Dla ciebie mogę go szczegółowo o to wypytać. - wszak nie miał problemu aby z tym jegomościem dyskutować choć wolał aby ten go ani nie drapał ani nie przytulał. Zbyt intensywny zapach mokrej sierści zniechęcał puchatego Salema do nawiązania fizycznych interakcji. Dla Nory mógłby jednak przełamać ten dyskomfort, jeśli to ją uszczęśliwi. Była przez niego wyjątkowo traktowana.
Nie było tego od razu widać po jego postawie ale słowa Nory go zdenerwowały. Ogon zesztywniał, pazury wysunęły się z jego łap, a i na moment odsłonił kocie kły w bezgłośnym syku.
- Następnym razem idę z tobą i nie obchodzi mnie co inni czarodzieje pomyślą. Rozerwę tkankę nerwową na nadgarstku tego, który wyceluje w ciebie różdżkę. Profilaktycznie będę robił to każdemu, który wpadnie na durny pomysł rzucenia na ciebie czaru. - wysyczał, przerywając jej słowa, a jego jasne ślepia zapłonęły złością niemal porównywalną do tej kiedy Nora podchodzi do niego ze szczotką: zabić zanim zdąży się rozmnożyć!!
Przechylił lekko głowę kiedy wspomniała o ojcu Mabel. Jego wąsy nieco się uniosły a on sam podniósł się. Sięgnął przednimi łapami do jej ramienia i wyciągając się na prawie pół metra polizał szorstkim językiem policzek Nory, nawet wtedy kiedy jeszcze mówiła.
- Jeśli ojciec Mabel uważa, że jesteś żenująca to nie jest nawet godzien spojrzeć na martwą mysz, a co dopiero ją zjeść. - co dla Salema było wyróżnieniem wszak przynosił swoje skarby tylko wybranym osobom. Mimo wszystko wciąż był kotem, miał silny instynkt i zakorzenionych w sobie wiele zachowań (wiedział, że Nora nie potrzebuje jego darów, zwłaszcza w klubokawiarni więc traktował je jako psikusy dla najmniej spodziewających się tego osób). Myślał kocio, odpowiadał kocio.
- Dlaczego więc cię nie ocalił kiedy zostałaś ofiarą jakiegoś domorosłego idioty? - teraz chciał dowiedzieć się absolutnie wszystkiego o ojcu Mabel. Wiedział, że nie lubi o tym rozmawiać więc trochę wykorzysta jej stan aby wygadała mu się za wszystkie czasy. Położył się na nadgarstku Nory. Stopniowo, powoli, będzie subtelnie dopytywać. Nie może się spieszyć bo jeszcze zorientuje się w jego zamiarach i zamilknie.
- Utnę sobie pogawędkę z Brenną na temat tego, co tam zaszło. To niedopuszczalne aby ktoś śmiał ciebie tak potraktować. Mam nadzieję, że odpowiednio wynagrodzono ci ten wstyd? - gdyby chodziło o kogoś innego to nie przejmowałby się cudzym samopoczuciem. Nie obchodziłoby go to na tyle aby miał w tej kwestii działać.