28.02.2024, 10:56 ✶
Na całe szczęście, Brenna nie spodziewała się, że będzie łatwo i należała do osób, które agresja ponosiła raczej w bardzo krytycznych momentach, nie na co dzień, inaczej frustracja chyba by ją zjadła. Tutaj nic do siebie na razie nie pasowało i brakowało im punktów zaczepienia. Jeżeli nie był to przypadek, czarodziej mógł zabić Andrewa i się pod niego podszywać - ale w takim wypadku dlaczego nie zrobił tego dyskretniej? A może to też była jakaś sprawa osobista? Albo Andrew jednak był czarodziejem, który z jakichś powodów postanowił żyć pośród mugoli i wrócił jako opętaniec podczas Beltane w innym ciele, ale upodobnił je do dawnego siebie? Zabił go przypadkiem i przy okazji postanowił upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu? W głowie Brenny tańczyły coraz bardziej absurdalne scenariusze...
- Strasznie dziwne to wszystko, jestem pewna, że mówił, że pracuje w tym banku. Może to nie tylko drań, ale jeszcze oszust - westchnęła Brenna z autentycznym zmartwieniem, bo w była w cholerę zmartwiona, na tyle mocno, że miała ochotę coś rozwalić. - Może wiedział, że ten Andrew tutaj pracował i liczył, że w razie czego ktoś to potwierdzi? - zastanowiła się, spoglądając na pracownicę banku. Nie próbowała nawet kryć swojego zagubienia, ba, okazywała je celowo, bo to całkiem pasowało do bajeczki, jaką próbowali tutaj wcisnąć. - Mogłaby mi pani podać jego nazwisko? George twierdzi, że nazywa się Talbot...
- Nie, nie, Andrew Thompson. To na pewno nie ta sama osoba i sama pani rozumie, zależy nam i na reputacji banku, i aby nie szargać opinii kolegi.
- Oczywiście, będziemy milczeć. Bardzo pani dziękujemy.
*
Zaraz trafi mnie jasny szlag, pomyślała Brenna trzy minuty później, kiedy stali na schodach przed bankiem, a niebo wciąż nie zsyłało im odpowiedzi.
Oczywiście, nie powiedziała tego.
- Widzę trzy opcje. Jedna, idziemy sprawdzić Thompsona. Po takim czasie na miejscu wypadku nie będzie śladów, ale może nie był przypadkową ofiarą albo morderca próbował użyć jego tożsamości nie tylko wobec dziewczyn. Druga, próbujemy dowiedzieć się więcej o Annelise. Może jakaś przyjaciółka, sąsiadka, matka, będzie wiedziała, czy miała podobną historię. Trzecia, próbujemy wieczorem dalej na ulicy, dorwać te pozostałe przyjaciółki Mary. Jakieś pomysły?
I czwarta – mogła spróbować z tym cholernym gramofonem, który prawdopodobnie zostawił morderca.
- Strasznie dziwne to wszystko, jestem pewna, że mówił, że pracuje w tym banku. Może to nie tylko drań, ale jeszcze oszust - westchnęła Brenna z autentycznym zmartwieniem, bo w była w cholerę zmartwiona, na tyle mocno, że miała ochotę coś rozwalić. - Może wiedział, że ten Andrew tutaj pracował i liczył, że w razie czego ktoś to potwierdzi? - zastanowiła się, spoglądając na pracownicę banku. Nie próbowała nawet kryć swojego zagubienia, ba, okazywała je celowo, bo to całkiem pasowało do bajeczki, jaką próbowali tutaj wcisnąć. - Mogłaby mi pani podać jego nazwisko? George twierdzi, że nazywa się Talbot...
- Nie, nie, Andrew Thompson. To na pewno nie ta sama osoba i sama pani rozumie, zależy nam i na reputacji banku, i aby nie szargać opinii kolegi.
- Oczywiście, będziemy milczeć. Bardzo pani dziękujemy.
*
Zaraz trafi mnie jasny szlag, pomyślała Brenna trzy minuty później, kiedy stali na schodach przed bankiem, a niebo wciąż nie zsyłało im odpowiedzi.
Oczywiście, nie powiedziała tego.
- Widzę trzy opcje. Jedna, idziemy sprawdzić Thompsona. Po takim czasie na miejscu wypadku nie będzie śladów, ale może nie był przypadkową ofiarą albo morderca próbował użyć jego tożsamości nie tylko wobec dziewczyn. Druga, próbujemy dowiedzieć się więcej o Annelise. Może jakaś przyjaciółka, sąsiadka, matka, będzie wiedziała, czy miała podobną historię. Trzecia, próbujemy wieczorem dalej na ulicy, dorwać te pozostałe przyjaciółki Mary. Jakieś pomysły?
I czwarta – mogła spróbować z tym cholernym gramofonem, który prawdopodobnie zostawił morderca.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.