Nie wydaje się jej? – zastanowił się nad jej słowami. W jakim świecie się wychowała? Czy może za szybko dojrzała? Czy miała inne sposoby rozgrywki, zastępujące wypady towarzyskiego klubów? Może powinien ją kiedyś zabrać? Chwila moment. Jakie zabrać? Może i wcześniej, a nawet i teraz, nie bardzo za sobą przepadali, to jednak udzielał jej swojej pomocy. Finansowej, ochronnej, aby utrzymała się w tym śmietnisku Nocturńskim. Czyżby też ją trochę polubił? Ten czepliwy i docinający charakter?
Tego już nie komentował. Skupił się na swojej umowie z Penelope Weasley, oprowadzając po przyjęciu, unikając swojej matki i zaprowadzając do bufetu.
Na jej stwierdzenie, że jest problemem, Renigald jedynie westchnął. Wolałby na to nie odpowiadać, bo przecież szlamolubców mało jaki czystokrwisty czarodziej tolerował. Nawet Renigald nie pojmował, jak Penny może z nimi się dogadywać, współpracować? Mówiąc o jej koledze w sklepie.
- Dlatego chciałem Ci tego oszczędzić.Wyrzucił z siebie, o dziwo ze spokojem, troską? Co było do niego niepodobne. Nie odgryzł się, ale chyba nie chciał, aby dziewczynę spotkała jakaś przykrość od jego matki. Nie chciał aby rodzicielka widziała, że interesuje się on Weasleyami. Biedakami.
Kiedy zaczęła go pytać, skupił na nią swoje chłodne jak zawsze spojrzenie, ale posiadające przyciągający do siebie błysk w oku. Arystokraty.
- Nie miałem.Nie umiała się wysłowić, ale mógł co najwyżej się domyślić. Nie miał planów. Nie pracował. Był jakby obibokiem. Lenił się wydając pieniądze rodzinne. Bo jako bogaty myślał cały czas, że wszystko może, a galeony przecież można mnożyć w nieskończoność. Mógł iść gdziekolwiek. Na tym przyjęciu pojawiłby się najpewniej na chwilę, tak jak jej powiedział. Obejrzałby pokaz mody i zwiał.
Nakazał jej obserwację, aby sama tez oceniała ludzi wyższych szczytów, jak się prezentują. Jak powinni, a jak nie. Miała chyba pierwszy raz okazję zobaczyć to na żywo. Wtedy też odnalazła się poszukiwana przez Weasleyową dziennikarka. Ale że podchodziła do jego matki, to nawet i Penny stwierdziła, że poczekają z tym.
Zgodził się skinieniem głowy. Zjedzą coś i potem spróbują ponownie. Odebrał od niej kieliszek i obserwował Penny, która wyszukując coś dla siebie, zapytała o pewną potrawę.
- Roladki Francuskie. Mogą mieć różne nadzienie. Warzywne, mięsne, mieszane a nawet słodkie. Słodkie masz tam.Wskazał jej drugi talerz, w sekcji deserowej. Tamte miały nadzienia owocowe i twarogowe. Jak sam mógł przyznać, trochę słabo, że tym razem nie podstawili winietek z nazwami potraw. Ale może firma cateringowa się spieszyła i zapomnieli. Jak zwykle.
Wtem spojrzał w niebo, gdzie coś przeleciało. Może ptak, może jakiś samolot. A może to była jakaś czarownica na niezidentyfikowanej miotle?
- Nie masz wrażenia, że latanie jest beznadziejne?Wypalił nic stąd, ni zowąd, jakby gadał do siebie. Latanie według niego było koszmarne. Na myśl, że mogło mu zepsuć fryzurę, przeszedł go dreszcz, aż nim wzdrygnęło.