28.02.2024, 12:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2024, 12:42 przez Bard Beedle.)
Susanne bardzo powoli opuściła rękę, którą wyciągała ku córce. Nic nie powiedziała, nie próbowała też przekonać dziewczyny do zmiany zdania: na jej twarzy tylko malował się przejmujący smutek. Dora wciąż widziała krew na skórze i sukni. Pierwiosnki we włosach, stworzone jej własnym zaklęciem. Oczy, które zapamiętała z dawnych wspomnień i rysy znane z tych nielicznych fotografii, które udało się im zabrać, gdy musieli opuścić swój dom i przenieść się do Warowni. Ale gdy się cofnęła, że każdy krok oddala ją od Susanne coraz bardziej i bardziej - że widzi ją nie z odległości kilkudziesięciu centymetrów, a że dystans pomiędzy nimi powiększa się, że sylwetka kobiety coraz bardziej się zamazuje.
Heather tymczasem wybiegła z pokoju, zostawiając za sobą zdziwionego Albusa Dumbledore'a. Minęła swojego ojca, który czekał na dole, by poprowadzić ją ku miejscu, gdzie miała odbyć się ceremonia - zaskoczony krzyknął za nią "Heather" i ruszył nawet w ślad za córką, ale ona już wypadała na zewnątrz, do ogrodu. Ledwo chwilę później w ramiona wpadła jej Dora.
Stały teraz razem, na łące białych asfodeli. Gdzieś w oddali widziały dom, z którego wybiegła Heather - Wood mogłaby przysiąc, że ledwo chwilę temu budynek był znacznie bliżej - a z drugiej strony, w dużej odległości namiot weselny, pośród niego goście...
I wtedy kwiaty zaczęły porastać zarówno namiot, jak i dom, aż w końcu ślubne dekoracje, wszyscy weselnicy, budynek, zupełnie zniknęły pod morzem bieli.
Wszędzie były tylko kwiaty.
A Heather i Dora pamiętały już wyspę, która pojawia się i znika. Pamiętały, że był tam ktoś, kogo pochłonęły własne pragnienia i ktoś, kto podążył za utraconą osobą, którą kiedyś pokochał.
Heather tymczasem wybiegła z pokoju, zostawiając za sobą zdziwionego Albusa Dumbledore'a. Minęła swojego ojca, który czekał na dole, by poprowadzić ją ku miejscu, gdzie miała odbyć się ceremonia - zaskoczony krzyknął za nią "Heather" i ruszył nawet w ślad za córką, ale ona już wypadała na zewnątrz, do ogrodu. Ledwo chwilę później w ramiona wpadła jej Dora.
Stały teraz razem, na łące białych asfodeli. Gdzieś w oddali widziały dom, z którego wybiegła Heather - Wood mogłaby przysiąc, że ledwo chwilę temu budynek był znacznie bliżej - a z drugiej strony, w dużej odległości namiot weselny, pośród niego goście...
I wtedy kwiaty zaczęły porastać zarówno namiot, jak i dom, aż w końcu ślubne dekoracje, wszyscy weselnicy, budynek, zupełnie zniknęły pod morzem bieli.
Wszędzie były tylko kwiaty.
A Heather i Dora pamiętały już wyspę, która pojawia się i znika. Pamiętały, że był tam ktoś, kogo pochłonęły własne pragnienia i ktoś, kto podążył za utraconą osobą, którą kiedyś pokochał.