28.02.2024, 12:43 ✶
Instynkt Brenny nie zawiódł jej ani trochę. Nieprzychylność kobiety była aż odpychająca, zupełnie jakby rozpoznawała w młodej uśmiechniętej dziewczynie, konkurencję dla siebie o uwagę chłopca. Poruszył głową nerwowym tikiem, ptasio i ostrzegawczo, nie spuszczając kupującej ani na moment z oczu. Jej usta niemal zniknęły, tak mocno były zaciśnięte, niemalże gniewnie.
Sam wyraźnie rozpogodził się na widok Brenny, choć oczywiście utrzymał konspirację "znajomości tylko z widzenia" (przynajmniej w teorii, bo oczywistym było, że nie reagował tak na każdego, kto podchodził do ich niewielkiego kramiku zlepionego transmutacyjną śliną). No i skinął głową ten mistrz intryg i sekretów, coby jego przyjaciółka bardzo dobrze wiedziała, że on doskonale wszystko wie i tak, będzie za maluśki momencik.
Rzeczywiście nie minęła chwila... a Sam pojawił się obok.
– Jak to dobrze, że jesteś! – zaczął entuzjastycznie, prezentując pełne uzębienie, podchodząc do niej stanowczo za blisko, niepomny na to, że ludzie mają swoje niewidzialne kręgi, do których dopuszczali innych ludzi w zależności od stopnia zażyłości. Dla Samuela były dwa – obcy lub bliski, a Brenna zdecydowanie należała do tej drugiej kategorii. Szybko się zmiarkował, bardziej nosem, bo czuł jej zapach teraz mocno i wyraźnie, mały gest dzielił ich od dotyku. Odsunął się/ postępując z nogi na nogę, w dłoniach ściskając parcianą torbę.
– Musimy... musimy pogadać, ja... Dostałem prezent dzisiaj i nie wiem, co mam o tym myśleć, a Ty na pewno będziesz wiedziała! – Tak jak podczas ich spotkań zwykł punktować ją ze znajomości roślin i zwierząt (nie żeby celowo, w domu robili to przecież dla zabawy!), niewątpliwie wyrażał podziw dla jej charyzmy i przede wszystkim sprawnego czytania ludzi oraz ich intencji. Czułby się pewniej, gdyby każdy typ człowieka, o którym mu mówiła, miał swoją łacińską nazwę, występowanie i pakiet zwyczajowych zachowań (och i umaszczenie! To też sporo by ułatwiło, żeby ich rozróżniać), ale miał duże zaufanie do jej oceny sytuacji.
Choć otaczał ich spory tłum, zdawało się, że chłopak czuje się jak pośród zwierząt przy wodopoju. Pełno tego, ale jednak w niepisanym traktacie pokojowym każdy sobie aranżował czas odpoczynku i hydracji. – Myślisz... Myślisz, że... myślisz, że Nora mnie tak... mmm... lubi lubi?– Dotąd tylko na końcówkach, teraz już w całości: jego uszy płonęły, a oczy lśniły szkliście, bo pewnie tak jak o oddechu zapomniał o mruganiu.
Sam wyraźnie rozpogodził się na widok Brenny, choć oczywiście utrzymał konspirację "znajomości tylko z widzenia" (przynajmniej w teorii, bo oczywistym było, że nie reagował tak na każdego, kto podchodził do ich niewielkiego kramiku zlepionego transmutacyjną śliną). No i skinął głową ten mistrz intryg i sekretów, coby jego przyjaciółka bardzo dobrze wiedziała, że on doskonale wszystko wie i tak, będzie za maluśki momencik.
Rzeczywiście nie minęła chwila... a Sam pojawił się obok.
– Jak to dobrze, że jesteś! – zaczął entuzjastycznie, prezentując pełne uzębienie, podchodząc do niej stanowczo za blisko, niepomny na to, że ludzie mają swoje niewidzialne kręgi, do których dopuszczali innych ludzi w zależności od stopnia zażyłości. Dla Samuela były dwa – obcy lub bliski, a Brenna zdecydowanie należała do tej drugiej kategorii. Szybko się zmiarkował, bardziej nosem, bo czuł jej zapach teraz mocno i wyraźnie, mały gest dzielił ich od dotyku. Odsunął się/ postępując z nogi na nogę, w dłoniach ściskając parcianą torbę.
– Musimy... musimy pogadać, ja... Dostałem prezent dzisiaj i nie wiem, co mam o tym myśleć, a Ty na pewno będziesz wiedziała! – Tak jak podczas ich spotkań zwykł punktować ją ze znajomości roślin i zwierząt (nie żeby celowo, w domu robili to przecież dla zabawy!), niewątpliwie wyrażał podziw dla jej charyzmy i przede wszystkim sprawnego czytania ludzi oraz ich intencji. Czułby się pewniej, gdyby każdy typ człowieka, o którym mu mówiła, miał swoją łacińską nazwę, występowanie i pakiet zwyczajowych zachowań (och i umaszczenie! To też sporo by ułatwiło, żeby ich rozróżniać), ale miał duże zaufanie do jej oceny sytuacji.
Choć otaczał ich spory tłum, zdawało się, że chłopak czuje się jak pośród zwierząt przy wodopoju. Pełno tego, ale jednak w niepisanym traktacie pokojowym każdy sobie aranżował czas odpoczynku i hydracji. – Myślisz... Myślisz, że... myślisz, że Nora mnie tak... mmm... lubi lubi?– Dotąd tylko na końcówkach, teraz już w całości: jego uszy płonęły, a oczy lśniły szkliście, bo pewnie tak jak o oddechu zapomniał o mruganiu.