Wyraźnie zmartwił się stanem pana Yaxley oraz najmłodszego chłopaka z rodziny.
Dopytywał Geraldine, co się stało Astowi, ale nie chciała odpowiedzieć. Gio nie naciskał. Być może powie innym razem... Czarodziej złożył zapewnienia, że jeśli tylko potrzebowaliby pomoc, od niego zawsze mogą ją uzyskać. To samo z ojcem. Sytuacja ze strzygą wydawała się nietypowa. Zasugerował wizytę u Perseusa Black, gdyby to jednak nie strzyga była winna dziwnym objawom. Giovanni wiedział, że dbanie o zdrowie psychiczne nie jest jeszcze tak oczywiste, jak o to fizyczne, ale cierpliwie o tym przypominał przy każdej okazji, jednocześnie nie będąc nachalnym.
Pożegnali się w końcu. Giovanni zasiadł w fotelu i myślał o tematach ich rozmów. Było to miłe spotkanie, ale nie obeszło się bez niesmaku. A o tym wolał teraz nie myśleć.
Pomimo dość późnej pory, ruszył do kuchni, by się czymś zająć. Planował podzielić się ze swoim przyjacielem zdobytym podczas podróży przepisem i od razu zaserwować mu gotowy produkt. Oczywiście wszystko znajdowało się w spiżarni Uquartów, bo zamiar swój zgłosił skrzatowi jeszcze wczoraj. Tylko nie wiedział, kiedy się do tego finalnie zabierze.
Rozgniótł banany, co było całkiem przyjemnym zajęciem. Mięciutkie owoce szybko zamieniły się w papkę pod wpływem obróbki w moździerzu. Następnie dodał odpowiednią ilość masła orzechowego, podkradając przy okazji łyżeczkę dla siebie. Nie należał do osób objadających się łakociami, ale gdy nadarzała się okazja - korzystał. Na sam koniec dodał kakao, wymieszał wszystko i włożył do przygotowanej przez skrzata formy.
Niestety cały proces był dość szybki. Niechciane myśli znów powróciły do niego. Ale cóż zrobić, takie życie.
Prompt