— Ciebie również, przyjacielu. — Jeśli chodzi o wszystkich znajomych Philipa, zarówno tych bliższych i dalszych, to miał podstawy ku temu aby określać tego mężczyznę mianem nie tyle znajomego, co właśnie przyjaciela. Będąc prawdziwym celebrytą, bardzo znanym zawodnikiem Quidditcha i bogaczem starał się utrzymywać znajomości z osobami, które nie chciały czerpać korzyści z jego sławy, rozpoznawalności czy zgromadzonego przez niego majątku. W ostatnim czasie, kiedy zmagał się z ogromem prywatnych problemów, zaczął jeszcze bardziej doceniać te wszystkie osoby, które darzyły go przyjaźnią.
Wszystkie jego osobiste problemy wydawały się niepoważne w obliczu wszystkich następstw tego brutalnego ataku na uczestników sabatu, z których wielu z nich zostało poważnie rannych albo nawet pozbawionych życia. Po tym zamachu, jakiego ci fanatycy dokonali w trakcie Beltane, zaangażował się w pomoc ocalałym, która to nie poszła po jego myśli przez to, że nie potrafił zachować zimnej krwi jak towarzysząca mu Auror Lucy Longbottom i musiał się wycofać. Nie każdy się do tego nadaje i tak było w jego przypadku. Nie jest typem bohatera, choć serce ma na właściwym miejscu.
— Szybko wejdzie ci to w nawyk, większość Anglików ma świra na punkcie punktualności i wymagają jej nie tylko od siebie, ale również od innych. To bardzo miło z twojej strony. — Zapewnił swojego przyjaciela z niczym niezachwianą pewnością w głosie. Sam Philip starał się nie spóźniać na istotne dla siebie spotkania, ale jak wiadomo... różnie bywało. To, że Morpheus miał dla niego jakiś podarek. bardzo mile go zaskoczyło i nie pozwoliło zniknąć uśmiechowi z jego twarzy. Tak naprawdę ten mężczyzna nie musiał mu niczego przywozić ze swoich podróży, choć to stanowiło naprawdę miły gest. Liczyła się pamięć. Zawartość papierowej torby z kokardą bardzo trafiła w jego gusta, gdyż uwielbiał wszelkie słodycze i alkohole z wyższych półek cenowych.
— Co za wspaniały podarek. Dziękuję. — Szczerze docenił wręczony mu prezent. Gdyby nie to, że prowadził bardzo aktywny tryb życia to przez swoje zamiłowanie do słodyczy byłby szerszy, niż dłuższy. Zwłaszcza, że nie był wysoki.
— Tegoroczne Beltane wciąż daje mi się we znaki na punkcie osobistym, przyjąłem wianek od nieodpowiedniej kobiety i to dla niej wspiąłem się na ten pal. Czekam na umówioną wizytę uzdrowiciela specjalizującego się w urazach pozaklęciowych i klątwach, licząc że położy kres tym wszystkim katuszom, które przeżywam. Postanowiłem nie wycofywać się z życia publicznego, gdyż to szkodzi reputacji i popularności, więc wybrałem się z bratem na Lithę. Potrzebowałem tego i całkiem dobrze się bawiłem, nawet jak mój brat to straszny nudziarz. Poza tym sporo trenuję ze Zjednoczonymi, intensywniej przed każdym meczem. — Streścił swojemu przyjacielowi wszystko to, co mógł i chciał powiedzieć o swoim dotychczasowym życiu prywatnym. Wszystko co dotyczyło poważniejszych problemów to starał się zachować dla siebie. Istniało ku temu wiele powodów.
— A co u ciebie? Najlepiej też ze wszystkimi szczegółami. — Zwrócił się do niego, oczekując od niego przede wszystkim szczerości i fascynujących opowieści ze swoich podróży i kilku istotnych szczegółów z jego życia. Nie było tutaj miejsca na rozmowy o śmierci. Nie chciał w nich uczestniczyć.