28.02.2024, 19:43 ✶
- I ma bardzo przystojnego kierowcę - dodała Brenna, posyłając Pandorze łobuzerski uśmiech. Ona akurat ani trochę nie dziwiła się, że mężczyzna wygrał w rankingu, nawet jeżeli pokonał przy tym jej własnego brata.
Temat szybko jednak stał się poważniejszy, a z ust Brenny wyrwało się westchnienie. Honorowa walka?
- Niedźwiedź zabija, bo jest głodny, uznaje cię za zagrożenie albo broni swojego terytorium. Oni zabijają, bo mogą. Nie oczekuj honoru od kogoś, kto zamorduje dziecko w kołysce, bo uważa, że krew, która w jego żyłach płynie, jest brudna.
A przecież ta krew była tak samo czerwona, jak każdego innego - może poza Blackami, w ich przypadku była jednak mowa o jakiejś przedziwnej anomalii.
Głos Brenny zabrzmiał pewnie trochę sucho, ale jak mogła patrzeć na to inaczej? Obraz kilkuletniego chłopca, opadającego na śnieg pewnej zimowej nocy w powodzi zieleni wciąż tkwił jej pod powiekami. Duch dziecka z Kniei, zabitego podczas Beltane, wracał w snach. Każdego dnia patrzyła przy stole na Dorę, która musiała ukrywać swoje imię i nazwisko, bo czyniły ją one celem, i obserwowała z niepokojem Charlesa, który stracił dotychczasowe życie, bo spotykał się z "niewłaściwą" dziewczyną.
- Obawiam się, że tak to działa tylko w bajkach, Panda. W bajce Piękna zamienia Bestię w księcia. W życiu Bestia ściąga Piękną prosto do piekła - westchnęła, przeczesując włosy palcami. Kiedyś przecież sama podchodziła do ludzi z sercem na dłoni. Wbiegała do Kniei, by pokazywać książki mieszkającemu tam chłopcu, opatrywała nos wrednego Ślizgona, i paplała do członków tych "złych rodzin".
A chociaż teraz też wciąż wierzyła, że liczy się nie to, skąd przychodzisz, a dokąd zmierzasz, to niektórzy wkraczali na tę ścieżkę i szli nią ku zatraceniu. Nawet jeżeli ich na nią wepchnięto, nie próbowali z niej zboczyć - czy to dlatego, że wmawiali sobie, że tak będzie lepiej, czy przez jakąś lojalność, czy wygodę.
Ostatecznie jednak wybór należał przecież do nich.
Nie każdego dało się uratować i były rzeczy, których nie dało się wybaczyć.
– Bo uważają się za lepszych? Bo chcą mieć pewność, że ich rodziny pozostaną uprzywilejowane? Bo nie są dość uzdolnieni, aby zajść wysoko o własnych siłach i liczą, że zbudują świat, w którym będzie się im to po prostu należeć? Bo są psychopatami, którzy po prostu lubią czuć, że mają władzę nad innymi? Bo ktoś przeprał im mózgi? Wybierz, co zechcesz - westchnęła Brenna. Tak, świat był pełen idiotów: niestety, w tym przypadku byli to idioci bardzo niebezpieczni. – Jeśli zostawisz w kimś nóż, masz uciekać – powiedziała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, bo niby temat był poważny, ale wizja Pandory stojącej ze zmartwioną miną nad dźgniętym osobnikiem i zastanawiającej się, co teraz, skoro zostawiła nóż w tym człowieku, trochę Brennę rozbawiła.
*
Po skończonej lekcji usiadła wraz z Pandorą nad przekąskami – Brenna bardzo rzadko odmawiała jedzenia, a przynajmniej nie odmawiała, wtedy, kiedy nie obawiała się, że ktoś jej czegoś do tego jedzenia doda. A akurat ze strony Pandory nie spodziewałaby się eliksiru prawdy czy trucizny.
– Hm… – mruknęła z pewnym zastanowieniem, zerkając na Prewettównę. Czy miała dobrego partnera na misje? Nawet kilku. Wahała się jednak przez moment nad odpowiedzią, nad tym, jak ubrać ją w słowa. Wsunęła do ust przysmak i przegryzała go dość powoli, dając sobie nieco więcej czasu na przemyślenie, co właściwie chciała powiedzieć i czy powinna to powiedzieć. – Mam. I te w Ministerstwie, i jakbym chciała działać poza nim.
Temat szybko jednak stał się poważniejszy, a z ust Brenny wyrwało się westchnienie. Honorowa walka?
- Niedźwiedź zabija, bo jest głodny, uznaje cię za zagrożenie albo broni swojego terytorium. Oni zabijają, bo mogą. Nie oczekuj honoru od kogoś, kto zamorduje dziecko w kołysce, bo uważa, że krew, która w jego żyłach płynie, jest brudna.
A przecież ta krew była tak samo czerwona, jak każdego innego - może poza Blackami, w ich przypadku była jednak mowa o jakiejś przedziwnej anomalii.
Głos Brenny zabrzmiał pewnie trochę sucho, ale jak mogła patrzeć na to inaczej? Obraz kilkuletniego chłopca, opadającego na śnieg pewnej zimowej nocy w powodzi zieleni wciąż tkwił jej pod powiekami. Duch dziecka z Kniei, zabitego podczas Beltane, wracał w snach. Każdego dnia patrzyła przy stole na Dorę, która musiała ukrywać swoje imię i nazwisko, bo czyniły ją one celem, i obserwowała z niepokojem Charlesa, który stracił dotychczasowe życie, bo spotykał się z "niewłaściwą" dziewczyną.
- Obawiam się, że tak to działa tylko w bajkach, Panda. W bajce Piękna zamienia Bestię w księcia. W życiu Bestia ściąga Piękną prosto do piekła - westchnęła, przeczesując włosy palcami. Kiedyś przecież sama podchodziła do ludzi z sercem na dłoni. Wbiegała do Kniei, by pokazywać książki mieszkającemu tam chłopcu, opatrywała nos wrednego Ślizgona, i paplała do członków tych "złych rodzin".
A chociaż teraz też wciąż wierzyła, że liczy się nie to, skąd przychodzisz, a dokąd zmierzasz, to niektórzy wkraczali na tę ścieżkę i szli nią ku zatraceniu. Nawet jeżeli ich na nią wepchnięto, nie próbowali z niej zboczyć - czy to dlatego, że wmawiali sobie, że tak będzie lepiej, czy przez jakąś lojalność, czy wygodę.
Ostatecznie jednak wybór należał przecież do nich.
Nie każdego dało się uratować i były rzeczy, których nie dało się wybaczyć.
– Bo uważają się za lepszych? Bo chcą mieć pewność, że ich rodziny pozostaną uprzywilejowane? Bo nie są dość uzdolnieni, aby zajść wysoko o własnych siłach i liczą, że zbudują świat, w którym będzie się im to po prostu należeć? Bo są psychopatami, którzy po prostu lubią czuć, że mają władzę nad innymi? Bo ktoś przeprał im mózgi? Wybierz, co zechcesz - westchnęła Brenna. Tak, świat był pełen idiotów: niestety, w tym przypadku byli to idioci bardzo niebezpieczni. – Jeśli zostawisz w kimś nóż, masz uciekać – powiedziała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, bo niby temat był poważny, ale wizja Pandory stojącej ze zmartwioną miną nad dźgniętym osobnikiem i zastanawiającej się, co teraz, skoro zostawiła nóż w tym człowieku, trochę Brennę rozbawiła.
*
Po skończonej lekcji usiadła wraz z Pandorą nad przekąskami – Brenna bardzo rzadko odmawiała jedzenia, a przynajmniej nie odmawiała, wtedy, kiedy nie obawiała się, że ktoś jej czegoś do tego jedzenia doda. A akurat ze strony Pandory nie spodziewałaby się eliksiru prawdy czy trucizny.
– Hm… – mruknęła z pewnym zastanowieniem, zerkając na Prewettównę. Czy miała dobrego partnera na misje? Nawet kilku. Wahała się jednak przez moment nad odpowiedzią, nad tym, jak ubrać ją w słowa. Wsunęła do ust przysmak i przegryzała go dość powoli, dając sobie nieco więcej czasu na przemyślenie, co właściwie chciała powiedzieć i czy powinna to powiedzieć. – Mam. I te w Ministerstwie, i jakbym chciała działać poza nim.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.