28.02.2024, 20:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2024, 20:02 przez Bard Beedle.)
Zaułek ciągnął się przez całą, pozbawiona okien kamienicy. Ta wyrwa mogłaby być drogą, wąską, zdobną kocimi łbami, taką na szerokość niezbyt drogiego powozu ciągniętego przez samotnego testrala. Teraz powóz by nie przejechał, ponieważ przestrzeń zawalona była śmieciami i złomem. Czarodzieje bywali bardzo leniwi, niektórzy teleportowali tu worki bezpośrednio, inni dorzucali swoje cztery pensy ręcznie. Kubłami jak widać, mało kto się interesował, a śmieci stanowiły żerowisko dla szczurów. Kto wie, może się dzięki temu umagicznią, zejdą do kanałów i zaczną trenować równie magiczne żółwie?
Neil mógł się schronić w cieniu kamiennej budowli, pewien, że nikt nie wyleje na niego nic z okna, w końcu lity mur ich nie miał. Gdzieś w oddali widział światło drugiej z uliczek. Ciekawy skrót, dałoby się z pewnością gdzieś dotrzeć, może droga do domu byłaby szybsza, aniżeli podążanie zatłoczoną ludźmi i straganami stałą trasą?
Nozdrza zapychał mu odór śmieci, nie mógł więc na nich polegać. Uszy wychwyciły jakiś ruch niedaleko, ale na poziomie szczura właśnie, więc mógł się czuć bezpiecznie. Były też oddalone śmiechy, sugestia papierosowego dymu dochodzącego z przesmyku. Rozmowa cicha, zniekształcona. Była ich trójka, a potem śmiech i dwójka. Jakiś szelest. Labirynt gratów oddzielał go od nich, a przynajmniej tak się Neilowi wydawało.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Neil mógł się schronić w cieniu kamiennej budowli, pewien, że nikt nie wyleje na niego nic z okna, w końcu lity mur ich nie miał. Gdzieś w oddali widział światło drugiej z uliczek. Ciekawy skrót, dałoby się z pewnością gdzieś dotrzeć, może droga do domu byłaby szybsza, aniżeli podążanie zatłoczoną ludźmi i straganami stałą trasą?
Nozdrza zapychał mu odór śmieci, nie mógł więc na nich polegać. Uszy wychwyciły jakiś ruch niedaleko, ale na poziomie szczura właśnie, więc mógł się czuć bezpiecznie. Były też oddalone śmiechy, sugestia papierosowego dymu dochodzącego z przesmyku. Rozmowa cicha, zniekształcona. Była ich trójka, a potem śmiech i dwójka. Jakiś szelest. Labirynt gratów oddzielał go od nich, a przynajmniej tak się Neilowi wydawało.
Tak, znów zapomniałam się podpisać w pierwszym poście. Będę liczyć to na Mille Moody