Co nie mogą? Co nie mogą? Byli stróżami prawami - mogli wszystko. Gdyby chcieli to mogliby tej histeryczce dowalić jeszcze, nie wiem, jakiś przemyt i podłożyć odpowiednie dowody tylko po to, aby zgadzała się historia i wersja wydarzeń. Służyć, chronić i wrabiać...
Stanley zadał bardzo proste pytanie. Najprostsze, które był w stanie dzisiaj zadać. Tyle słów cisnęło się na usta, że ciężko było to pojąć. Aidan zaraz się trochę obruszył, zupełnie jak jakaś księżniczka, co było nowością. Do tej pory nosił ministerialny mundur, a dzisiaj chyba wymienił go na sukienkę i wysokie obcasy. Borgin nie poznawał swojego wspólnika. Pojawiało się jedno, zasadnicze pytanie - powinien zacząć się o niego martwić czy udawać, że nie widzi jego odmiennego stanu?
- Ale co się tak denerwujesz panie perfekcyjny? - zapytał, przecinając pomieszczenie swoim spojrzeniem. Nie zabrakło również przewrotu oczami - Żyłka Ci zaraz pierdolnie jeżeli się nie uspokoisz - poinformował w trosce o jego zdrowie. Brakowało tutaj tylko drugiego nieboszczyka. Zaraz pewnie i ta rudowłosa panna poleciałaby jak długa, gdyby Parkinson wykitował na jej oczach - Idę, idę. Nie krzycz kurwa - dodał i zasalutował Aidanowi. Skoro taki był z niego kierownik tego wieczora, należało to uszanować i dać mu 5 minut sławy.
Mamrocząć coś pod nosem, ruszył w kierunku tych cholernych drzwi. Przyglądał się im pod różnymi kątami, chcąc dostrzec możliwie jak najwięcej szczegółów. Nie omieszkał też sobie czegoś zapisać. Musieli z tego złożyć jakiś raport, wszak nie mogli, ot tak sobie wyjść na losowy patrol. Przełożeni wymagali tego od nich, a Stanley nie miał zamiaru świecić oczami. Z drugiej strony mieli tutaj sierżanta, który bardzo forsował swoją władze. W takim razie, może to on powinien odpowiadać za przygotowanie dokumentów?
Najpewniej tak ale z Borgina był dobry kolega, nie miał zamiaru zostawić go samego na pastwę losu. Będą ślęczęć nad tym do rana ale to zrobią. Cel uświęcał środki.
Pi razy drzwi zanotował to co udało mu się dostrzec. Wszystko trzeba było spreparować w ten sposób, aby rudej nic się nie stało. Tego oczywiście jeszcze nie wiedział ale wszystkie znaki i wybuchu w tym pomieszczeniu o tym mówiły.
Stanley był grzeczny i uniżenie wykonał swoją robotę. Kiedy skończył, odwrócił się i ich spojrzenia się przecięły - Parkinsona i Borgina. Wzrok niedoszłego aurora pytał co tu się kurwa mać dzieje? Liczył na jakieś wyjaśnienia, wszak to co mu powiedział po krótce, miało się nijak do tego co tutaj widzieli.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972