Kiedy Marie Abbott otrzymała zwrotny list, napisany charakterem pisma Rodolphusa Lestrange’a, jej ekscytacja wylewała się na boki. Gdyby nie to, że w pokoju swoim była sama, biegałaby chwaląc się niczym nastolatka ”że książę odpisał”. Może wróżba, przepowiednia okazała się być prawdą? Może to ten jej wybrany? Koleżanki niejednokrotnie opowiadały jej historie jak kobieta spotyka faceta. Wydarzenia zapoznania dwójki osób bywają różne. Nie mogła tego zepsuć!
Specjalnie na ten wieczór, ubrała bordową sukienkę. Nawet jak wyleje na nią wino, nie powinno być widać śladu. Specjalnie dobrała taką, aby było widać nieco więcej dekoltu. Odkryte ramiona. Wzięła ze sobą także narzutę. Fioletową. Oczywiście także szpilki. Aby podkreślały jej sylwetkę. Włosy upięła, aby podczas posiłku i rozmowy nie przeszkadzały jej. Nie mogło też zabraknąć jej złotej biżuterii. Musiała dobrze wyglądać. Dłużej zajęło jej zastanawianie się nad makijażem. Delikatny? Ostry? Wyzywający? Stonowany? Nie znała jego gustu. Stwierdziła, że nałoży taki, jaki miała ostatnim razem. Nie odrzucił go. Nie patrzył na nią dziwnie, krzywo.
Gdy była gotowa, pojawiła się w odpowiednim czasie. Nie spóźniła. Lekko się stresowała. Poprawiła swoją czarną torebkę na ramieniu. Weszła do środka. Rozejrzała się. Dostrzegła go. Posłała mu lekki uśmiech i podeszła do stolika.
- Dziękuję, że zgodził się Pan spotkać.Zagadnęła. Może to on powinien podziękować? Była trochę podekscytowana. Bogaty, wysoki, szczupły, Lestrange! Podobno w rodzinie mieli wielu takich przystojniaków.