29.02.2024, 00:03 ✶
Ulysses nie miał w głowie wielkich przemyśleń, gdy otwierał drzwi wejściowe rezydencji Rookwoodów. W ręku niósł skórzaną aktówkę i papierową torbę ze słodyczami z Miodowego Królestwa. Odruchowo przystanął przed lustrem. Obrzucił ponurym, obojętnym wzrokiem własną sylwetkę, skrupulatnie sprawdzając, czy wyglądał odpowiednio perfekcyjnie. Buty? Wypastowane. I to mimo dwudziestominutowego spaceru. Garnitur? Czysty i wyprasowany. Koszula? Ciągle śnieżnobiała, bez brzydkich zgięć na kołnierzyku i mankietach. Włosy? Uczesane. Twarz? Tak samo bez wyrazu jak zwykle.
A potem, gdy upewnił się, że jego wyglądowi nie można było niczego zarzucić, rozejrzał się po znajomym holu. Znał w tym domu każdy kąt, każdy obraz wiszący na ścianie, każdy dywan i każdą rysę na wypastowanych przez skrzata schodach. Jego genialna pamięć sprawiała, że nawet gdyby chciał, nie mógł wyrzucić pewnych szczegółów z głowy a to miejsce przez wiele lat było jego domem. Na swój sposób nadal nim pozostawało, choć dopiero teraz, gdy odzyskał ciszę, zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo nadmiar ludzi wcześniej go przygniatał.
Zanim udał się na spotkanie z ojcem, wszedł do kuchni. Postawił na stole papierową torbę ze słodyczami z Miodowego Królestwa. U jej góry przyczepiona była mała karteczka ze starannie wykaligrafowanymi słowami: Dla Ramsesa, Convena i malutkiej Beatrice. Nie podpisał się, ale był więcej niż pewien, że Augustus lub Imogen rozpoznają jego charakter pisma. Ulysses skrzywił się, gdy kartka nieco się przekrzywiła. Poprawił ją machinalnie a potem wycofał się z pomieszczenia.
Ruszył korytarzem, kierując się w stronę znajdującego się na końcu gabinetu ojca. Nie miał pojęcia, czemu ten zechciał się z nim dzisiejszego dnia zobaczyć, ale biorąc pod uwagę fakt, że wybrał na rozmowę gabinet a nie, choćby, rodzinny salon, wskazywał na to, że sprawa była delikatniejszej natury niż rozmowa o kolejnej kandydatce na żonę.
Przystanął przed drzwiami. Zapukał. Poczekał aż Chester Rookwood pozwoli mu wejść i otworzył drzwi. Wsunął się do gabinetu. Obrzucił ojca uważnym, pozbawionym wyrazu spojrzeniem.
- Chciałeś się ze mną widzieć – powiedział po tym, jak zamknął drzwi.
A potem, gdy upewnił się, że jego wyglądowi nie można było niczego zarzucić, rozejrzał się po znajomym holu. Znał w tym domu każdy kąt, każdy obraz wiszący na ścianie, każdy dywan i każdą rysę na wypastowanych przez skrzata schodach. Jego genialna pamięć sprawiała, że nawet gdyby chciał, nie mógł wyrzucić pewnych szczegółów z głowy a to miejsce przez wiele lat było jego domem. Na swój sposób nadal nim pozostawało, choć dopiero teraz, gdy odzyskał ciszę, zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo nadmiar ludzi wcześniej go przygniatał.
Zanim udał się na spotkanie z ojcem, wszedł do kuchni. Postawił na stole papierową torbę ze słodyczami z Miodowego Królestwa. U jej góry przyczepiona była mała karteczka ze starannie wykaligrafowanymi słowami: Dla Ramsesa, Convena i malutkiej Beatrice. Nie podpisał się, ale był więcej niż pewien, że Augustus lub Imogen rozpoznają jego charakter pisma. Ulysses skrzywił się, gdy kartka nieco się przekrzywiła. Poprawił ją machinalnie a potem wycofał się z pomieszczenia.
Ruszył korytarzem, kierując się w stronę znajdującego się na końcu gabinetu ojca. Nie miał pojęcia, czemu ten zechciał się z nim dzisiejszego dnia zobaczyć, ale biorąc pod uwagę fakt, że wybrał na rozmowę gabinet a nie, choćby, rodzinny salon, wskazywał na to, że sprawa była delikatniejszej natury niż rozmowa o kolejnej kandydatce na żonę.
Przystanął przed drzwiami. Zapukał. Poczekał aż Chester Rookwood pozwoli mu wejść i otworzył drzwi. Wsunął się do gabinetu. Obrzucił ojca uważnym, pozbawionym wyrazu spojrzeniem.
- Chciałeś się ze mną widzieć – powiedział po tym, jak zamknął drzwi.