29.02.2024, 03:46 ✶
Wąskie alejki były najgorsze, ale ta była całkiem szeroka, a mimo tego dawała tyle prywatności ile potrzebował. Co prawda nie potrzebował jej wiele i nie na długo. Wszedł nieco głębiej w alejkę. Wolał mimo wszystko nie ryzykować, że ktoś go zobaczy, bo jego czarodziejskie życie i tak ledwo się toczyło bez przyczepiania się ludzi za ujawnianie magicznych tajemnic.
Śmierdziało dookoła, dziwne dźwięki z każdej strony dochodziły, a nie napawały one optymizmem przez późną porę. No nic, każdy orze jak może. Kucnął, obejrzał torbę, zaraz rozejrzał się dookoła i rzucił proste zaklęcie, a rączka torby cudownie przykleiła się do torby względnie solidnym wiązaniem. Pociągnął materiał w jedną, w drugą, upewniając się, że nie rozpadnie się po kilku metrach, ale wyglądało na to, że coś raz coś mu się w życiu udało i naprawił to co się zepsuło. Szkoda, że z relacjami tak zrobić nie umiał.
Westchnął ciężko, ułożył lepiej rzeczy w torbie, w końcu zarzucając ją na ramię, szamocząc się chwilę, aby poprawić ułożenie jej, żeby nie wbijała mu się boleśnie w ramię. Jakoś wcześniej wydawała się być wygodniejsza. To ta magia? Hmm. Będzie się musiał temu przyjrzeć, ale to w mieszkaniu, o ile tam dojdzie. Z torbą na ramieniu, chwycił szkło i powoli z nim wstał. Jeszcze raz poprawił paski, ułożył lepiej przezroczystą taflę w rękach i teraz mógł iść przed siebie, do domu.
Skrótowi nie do końca ufał, choć coś w nim wyglądało dość przekonująco, więc ruszył nim, najwyżej zawróci, w końcu to nie tak, że nagle za nim pojawi się magicznie ściana i go tu zamknie, choć wizja tego nie dawała mu spokoju. To się nazywa paranoja i nie jest to tylko tym, niczym więcej. Każdemu zdarzają się irytujące myśli, on nie był wyjątkiem.
Śmierdziało dookoła, dziwne dźwięki z każdej strony dochodziły, a nie napawały one optymizmem przez późną porę. No nic, każdy orze jak może. Kucnął, obejrzał torbę, zaraz rozejrzał się dookoła i rzucił proste zaklęcie, a rączka torby cudownie przykleiła się do torby względnie solidnym wiązaniem. Pociągnął materiał w jedną, w drugą, upewniając się, że nie rozpadnie się po kilku metrach, ale wyglądało na to, że coś raz coś mu się w życiu udało i naprawił to co się zepsuło. Szkoda, że z relacjami tak zrobić nie umiał.
Westchnął ciężko, ułożył lepiej rzeczy w torbie, w końcu zarzucając ją na ramię, szamocząc się chwilę, aby poprawić ułożenie jej, żeby nie wbijała mu się boleśnie w ramię. Jakoś wcześniej wydawała się być wygodniejsza. To ta magia? Hmm. Będzie się musiał temu przyjrzeć, ale to w mieszkaniu, o ile tam dojdzie. Z torbą na ramieniu, chwycił szkło i powoli z nim wstał. Jeszcze raz poprawił paski, ułożył lepiej przezroczystą taflę w rękach i teraz mógł iść przed siebie, do domu.
Skrótowi nie do końca ufał, choć coś w nim wyglądało dość przekonująco, więc ruszył nim, najwyżej zawróci, w końcu to nie tak, że nagle za nim pojawi się magicznie ściana i go tu zamknie, choć wizja tego nie dawała mu spokoju. To się nazywa paranoja i nie jest to tylko tym, niczym więcej. Każdemu zdarzają się irytujące myśli, on nie był wyjątkiem.