29.02.2024, 13:05 ✶
- Nie mówię o miejscu wypadku. Jeżeli faktycznie podszywa się pod niego, mógł wybrać go z jakiegoś powodu. Na przykład, bo się znali. Bo to jego sąsiad. Bo nie ma rodziny i przyjaciół. Jeśli przejął jego wygląd, mógł być w jego domu - zabrać także ubrania, obrączkę i tym podobne. Sąsiedzi mogli widzieć Andrewa już po tym, jak zginął albo zobaczyć kogoś, jakiegoś... niby krewnego, wchodzącego do jego domu po rzeczy. Skoro wiedział, że ten mężczyzna tutaj pracuje, to mogły istnieć jakieś związki - wyliczyła Brenna rzeczowo. Na miejscu wypadku nic nie znajdą, ale przy założeniu, że Andrew był jakoś powiązany za sprawą, już wywiad w środowisku i domu mógł coś przynieść. - Owszem. I każdej nocy może zginąć kolejna dziewczyna - przytaknęła, a chociaż doprowadzało ją to wręcz do szału, to jej głos brzmiał bardzo spokojnie. Bo Brenna często mieszała się właśnie w takie sprawy, a one w ten sposób wyglądały.
Nigdy nie pogodziła się z tym, że nie uratuje każdego i nigdy nie zamierzała przestać próbować.
Ale do pewnego stopnia przywykła i po prostu próbowała działać najlepiej, jak się dało.
Zignorowała i kobietę, i uwagę, i gest Aidana. Nie była jego matką, nie była nawet jego przełożą, a wbrew pozorom Brenna nie odczuwała potrzeby zmieniania całego świata i urządzania innym wykładów na temat zachowania - zwłaszcza, gdy jej głowę zaprzątały ważniejsze sprawy.
– Jeśli mowa o Tatianie to „kilka tygodni". Dziewczyna, z którą rozmawiała, nie mogła sobie przypomnieć dokładnie. Równie dobrze mogło to być trzy jak jakieś dziewięć czy dziesięć. Ta panna... no, nie wyglądała na najbardziej lotną - mruknęła Brenna. Była zniszczona nie tylko życiem, ale też ewidentnie uzależniona od jakichś substancji. - Ale obstawiałabym, że Tatiana znikła jako pierwsza: może była ofiarą, a może naprawdę przedawkowała w jakiejś uliczce. O Meg powiedziała mi tyle, że stoi tutaj od niedawna.
Brenna zawahała się, wpatrując gdzieś przed siebie. Czy tego chciała, czy nie, musiała ze dwie godziny się przespać, a poza tym jeszcze dzisiaj podpisywała papiery w sprawie jednego budynku.
- I tak je tu dorwiemy najwcześniej po zachodzie słońca, spróbuję w międzyczasie dowiedzieć się czegoś o Andrewie - stwierdziła w końcu. Nie zdąży zrobić pełnego przeglądu, ale być może chociaż ten mugolski chłopak, który zgłosił się do nich z informacjami, będzie w stanie wyciągnąć dla niej raport dotyczący okoliczności śmierci i jakieś podstawowe informacje dotyczące mężczyzny. – Trzeba będzie spróbować pogadać z tą Meg, o ile gość nie uzna, że to zbyt oczywisty cel, albo ze smutnymi panami. Wystarczy narobić trochę zamieszania, a sami do nas przyjdą – powiedziała i uśmiechnęła się nieco krzywo. Wyciągnięcie tych gości w jakąś boczną alejkę nie powinno być trudne.
Nigdy nie pogodziła się z tym, że nie uratuje każdego i nigdy nie zamierzała przestać próbować.
Ale do pewnego stopnia przywykła i po prostu próbowała działać najlepiej, jak się dało.
Zignorowała i kobietę, i uwagę, i gest Aidana. Nie była jego matką, nie była nawet jego przełożą, a wbrew pozorom Brenna nie odczuwała potrzeby zmieniania całego świata i urządzania innym wykładów na temat zachowania - zwłaszcza, gdy jej głowę zaprzątały ważniejsze sprawy.
– Jeśli mowa o Tatianie to „kilka tygodni". Dziewczyna, z którą rozmawiała, nie mogła sobie przypomnieć dokładnie. Równie dobrze mogło to być trzy jak jakieś dziewięć czy dziesięć. Ta panna... no, nie wyglądała na najbardziej lotną - mruknęła Brenna. Była zniszczona nie tylko życiem, ale też ewidentnie uzależniona od jakichś substancji. - Ale obstawiałabym, że Tatiana znikła jako pierwsza: może była ofiarą, a może naprawdę przedawkowała w jakiejś uliczce. O Meg powiedziała mi tyle, że stoi tutaj od niedawna.
Brenna zawahała się, wpatrując gdzieś przed siebie. Czy tego chciała, czy nie, musiała ze dwie godziny się przespać, a poza tym jeszcze dzisiaj podpisywała papiery w sprawie jednego budynku.
- I tak je tu dorwiemy najwcześniej po zachodzie słońca, spróbuję w międzyczasie dowiedzieć się czegoś o Andrewie - stwierdziła w końcu. Nie zdąży zrobić pełnego przeglądu, ale być może chociaż ten mugolski chłopak, który zgłosił się do nich z informacjami, będzie w stanie wyciągnąć dla niej raport dotyczący okoliczności śmierci i jakieś podstawowe informacje dotyczące mężczyzny. – Trzeba będzie spróbować pogadać z tą Meg, o ile gość nie uzna, że to zbyt oczywisty cel, albo ze smutnymi panami. Wystarczy narobić trochę zamieszania, a sami do nas przyjdą – powiedziała i uśmiechnęła się nieco krzywo. Wyciągnięcie tych gości w jakąś boczną alejkę nie powinno być trudne.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.