Ewakuacja z pola widzenia Pewnego Grubasa było w tej chwili kluczowym celem życiowym i Felician nawet nie bardzo zwracał uwagę na to, gdzie dokładnie prawie-biegnie. Nie jakoś szaleńczo, ale takim taktycznym truchtem, co nie zwraca wielkiej uwagi da się łatwo wyjaśnić, ale w każdej chwili może zostać rozwinięty do pełnoprawnej ucieczki po korytarzach. Raz za razem oglądał się za siebie, tym bardziej nie zwracając uwagi na coraz bardziej zbliżające się krzyki, a może trochę uznał, że to z innego korytarza i dopiero, kiedy dotarł do schodów, pomyłka stała się bardziej jasna, choć jeszcze nie dotarła na sam początek priorytetów.
— EJ! — Nie zdążył odskoczyć na czas, przez co spadająca dziewczyna wylądowała na jego nogach, a on tyłkiem na podłodze. Jeszcze zanim zdążyła się ogarnąć, wysmyknął się i poderwał na równe nogi, obrzucając ją bacznym spojrzeniem. Te powoli przestało być zirytowane, kiedy dotarło do niego, że Gryfonka wyszła na tym o wiele gorzej. — Uważaj, co robisz — prychnął mimo wszystko, trzymając wyimaginowany fason, jako że żyła i nawet postanowiła się przywitać. I to jeszcze prefekta, po prostu świetnie. Zauważył to dopiero po chwili, więc taktycznie zignorował. — Co?
Brwi młodego Ślizgona ściągnęły się do siebie, kiedy przez długi moment analizował, czy to było ostrzeżenie, jakiego nie chciał słyszeć, ale głupawy śmiech nad ich głowami wiele wyjaśnił. Nawet aż zbyt wiele.
Szybkim ruchem wyciągnął różdżkę i chciał ją wystawić do góry, ale nie zdążył, a balonik z wodą pięknie rozbryzgnął się na samym czarodziejskim patyczku. I tak zamarł na moment z twarzą okropnie skrzywioną, po której wesoło ściekały strugi wody.
— Irytek! Ty brudna szmato! — krzyknął, przecierając rękawem oczy i buźkę, w tej chwili nie bardzo zastanawiając się nad tym, czy rozbawił poltergeista czy raczej rozzłościł.