Chcąc nie chcąc, musiała przyznać mu rację. Co tylko zatriumfowało jego lekkim uśmiechem zwycięstwa. Bo przecież żadna tak pięknie ubrana kobieta, udająca albo i nawet będąca, panią z wyższych sfer, nie będzie brudzić sobie rączek, choćby dotknięcia zasyfionej klamki od drzwi. Choćby tej kamienicy obok.
Jeżeli próbowała go okłamać, mogła to robić. On także był w tym ekspertem.Wysłuchał jej wyjaśnienia, dowiadując się dzięki temu, że jej praca, jakąkolwiek wykonywała, nie jest tak brudna jak to miejsce. Więc co robiła? Piekła pączki? Bułeczki? Skoro przyszła tutaj z koszyczkiem? I nawet knuta było jej szkoda na żebraka. Choćby jednego. Jak już i knuta żałowała, facet pewnie i z paru sykli by się ucieszył.
Do tematu planował jeszcze wrócić, a na razie skupił też uwagę na kulturalnemu i dżentelmeńskiemu przedstawieniu się, aby poznać nazwisko tej tutaj uroczej damy. ”Potter… Mogło być gorzej.” – pomyślał. Mieszańce. Niby ich tolerował, ale ich mieszanie się z mugolakami było obrzydliwe.
- Tak. W interesach. Z kolei powinienem zapytać, co Panna Potter tutaj robi?Zapytał z zaciekawieniem, baczną obserwacją. Jakby chciał z niej wyczytać jak z obrazka, po co zawitała w tą ulicę i jeszcze próbowała przepędzić żebraka. Szukała kogoś? Może problemów? Znał takich, co by mogli jej pomóc. Poszarpią trochę sukienkę, doprowadzą do płaczu, będzie wołała o pomoc. A on potem wezwie kolegę z BUM, żeby nie nudził się w pracy i zacznie ratować kobietę w opałach. Idealny plan. A ile zabawy.