29.02.2024, 14:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.02.2024, 15:17 przez Brenna Longbottom.)
- Ciągle to słyszę - odparła Brenna lekko, najwyraźniej niezbyt przejęta ani krzykiem, ani tonem, ani wypowiedziami samymi w sobie.
Nie poderwała się tak szybko jak on, głównie dlatego, że kolana miała rozbite, łokieć obity, przed oczami dopiero skończyły tańczyć wszystkie gwiazdy, i nie była pewna, na ile sprawnie to całe podnoszenie jej wyjdzie, a poza tym wiedziała, co oznaczają te śmiechy i przekleństwa. Wciąż siedząc na posadce, uniosła za to różdżkę, ledwo Irytek postanowił cisnąć kolejną bombę... Ale poltergeist okazał się szybszy od niej i Ślizgon podzielił los Brenny oraz kilku innych Gryfonów, doświadczając niespodziewanej kąpieli.
– Balona prosto w twarz Ślizgona! – zarechotał Irytek, ani trochę nie rozzłoszczony, bo przywykł do wysłuchiwania inwektyw od uczniów, i o ile jeszcze niektórym nauczycielom okazywał odrobinę szacunku, do już do osób uczęszczających do Hogwartu ani trochę.
Kolejny balon walnął prosto w Brennę – nie zdążyła go uniknąć, a jedynie osłoniła się przedramieniem, tak że ten rozbił się na jej łokciu, a nie centralnie na twarzy. Poltergeist z uciechy aż okręcił się w powietrzu, upuścił jedną ze swoich bomb tak, że zalała wodą podłogę i zamierzał odlecieć dalej…
– O nie, nie, nigdzie nie lecisz – zaprotestowała Brenna, dźwigając się wreszcie na nogi i celując różdżką. Nie w Irytka – rzucanie w niego zaklęciami mijało się z celem, o tym już dawno się przekonała. Za to zaklęcie transmutacyjne walnęło pozostałe baloniki, zamieniając je w kolorowe piłeczki.
Irytek zaklął ze złości, kiedy te wysypały się z jego ramion i padły na podłogę, odbijając się od niej, a potem potoczyły we wszystkie kąty.
– Nie ma głupszego balona nad Longbottoma!
– Tak, tak, tak. A wiesz, że wczoraj zaniosłam Krwawemu Baronowi popsutą pieczeń, hę? Może powinnam go znaleźć i mu powiedzieć, że przyleciałeś aż do lochów, na jego teren?
Poltergeist syknął coś pod nosem, ale darował dalsze psoty – może znudził się, a może podziałało imię ducha – rezydenta Slytherinu, którego Irytek zawsze się obawiał. Odleciał w stronę najbliższej ściany, i przeniknął przez nią, pozostawiając po sobie tylko rozsypane, kolorowe piłeczki i dwójkę uczniów ociekających wodą.
– Nie poobijałeś się? – spytała Brenna, obrzucając Hollowa kontrolnym spojrzeniem, a potem, nie dostrzegając na pierwszy rzut oka poważniejszych obrażeń, opadła na najniższy stopień i zaczęła oglądając swoje nieszczęsne kolana. Nie było tak źle: jedno posiniaczone, nic wielkiego. Z drugim gorzej, skóra zdarta, a jej okolica pewnie przybierze wkrótce najpiękniejsze odcienie fioletu, czerwieni, niebieskiego i może nawet zielonego. A potem… Brenna zaczęła robić to, co miała w zwyczaju.
Gadać.
– Irytek hucznie świętuje początek roku szkolnego, przedwczoraj drań jeden odkręcił żyrandol na drugim piętrze, wczoraj nie chciał puścić nosa jednego pierwszaka, a dzisiaj to już totalnie przechodzi sam siebie, boję się, co wykombinuje jutro… Znasz zaklęcie osuszające? Jak tak wejdziesz do Pokoju Wspólnego Slytherinu, to jeszcze ktoś się oburzy, że zamoczysz te wasze wszystkie super eleganckie dywany i krzesła.
Rzucam sobie pod edycję:
na af (słabsze, bo to nie jest obecne), próba uniku
Nie poderwała się tak szybko jak on, głównie dlatego, że kolana miała rozbite, łokieć obity, przed oczami dopiero skończyły tańczyć wszystkie gwiazdy, i nie była pewna, na ile sprawnie to całe podnoszenie jej wyjdzie, a poza tym wiedziała, co oznaczają te śmiechy i przekleństwa. Wciąż siedząc na posadce, uniosła za to różdżkę, ledwo Irytek postanowił cisnąć kolejną bombę... Ale poltergeist okazał się szybszy od niej i Ślizgon podzielił los Brenny oraz kilku innych Gryfonów, doświadczając niespodziewanej kąpieli.
– Balona prosto w twarz Ślizgona! – zarechotał Irytek, ani trochę nie rozzłoszczony, bo przywykł do wysłuchiwania inwektyw od uczniów, i o ile jeszcze niektórym nauczycielom okazywał odrobinę szacunku, do już do osób uczęszczających do Hogwartu ani trochę.
Kolejny balon walnął prosto w Brennę – nie zdążyła go uniknąć, a jedynie osłoniła się przedramieniem, tak że ten rozbił się na jej łokciu, a nie centralnie na twarzy. Poltergeist z uciechy aż okręcił się w powietrzu, upuścił jedną ze swoich bomb tak, że zalała wodą podłogę i zamierzał odlecieć dalej…
– O nie, nie, nigdzie nie lecisz – zaprotestowała Brenna, dźwigając się wreszcie na nogi i celując różdżką. Nie w Irytka – rzucanie w niego zaklęciami mijało się z celem, o tym już dawno się przekonała. Za to zaklęcie transmutacyjne walnęło pozostałe baloniki, zamieniając je w kolorowe piłeczki.
Irytek zaklął ze złości, kiedy te wysypały się z jego ramion i padły na podłogę, odbijając się od niej, a potem potoczyły we wszystkie kąty.
– Nie ma głupszego balona nad Longbottoma!
– Tak, tak, tak. A wiesz, że wczoraj zaniosłam Krwawemu Baronowi popsutą pieczeń, hę? Może powinnam go znaleźć i mu powiedzieć, że przyleciałeś aż do lochów, na jego teren?
Poltergeist syknął coś pod nosem, ale darował dalsze psoty – może znudził się, a może podziałało imię ducha – rezydenta Slytherinu, którego Irytek zawsze się obawiał. Odleciał w stronę najbliższej ściany, i przeniknął przez nią, pozostawiając po sobie tylko rozsypane, kolorowe piłeczki i dwójkę uczniów ociekających wodą.
– Nie poobijałeś się? – spytała Brenna, obrzucając Hollowa kontrolnym spojrzeniem, a potem, nie dostrzegając na pierwszy rzut oka poważniejszych obrażeń, opadła na najniższy stopień i zaczęła oglądając swoje nieszczęsne kolana. Nie było tak źle: jedno posiniaczone, nic wielkiego. Z drugim gorzej, skóra zdarta, a jej okolica pewnie przybierze wkrótce najpiękniejsze odcienie fioletu, czerwieni, niebieskiego i może nawet zielonego. A potem… Brenna zaczęła robić to, co miała w zwyczaju.
Gadać.
– Irytek hucznie świętuje początek roku szkolnego, przedwczoraj drań jeden odkręcił żyrandol na drugim piętrze, wczoraj nie chciał puścić nosa jednego pierwszaka, a dzisiaj to już totalnie przechodzi sam siebie, boję się, co wykombinuje jutro… Znasz zaklęcie osuszające? Jak tak wejdziesz do Pokoju Wspólnego Slytherinu, to jeszcze ktoś się oburzy, że zamoczysz te wasze wszystkie super eleganckie dywany i krzesła.
Rzucam sobie pod edycję:
na af (słabsze, bo to nie jest obecne), próba uniku
Rzut Z 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.