29.02.2024, 19:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.02.2024, 19:43 przez Bard Beedle.)
– Dzień dobry.
Vivianne obserwowała Bellatrix z uwagą, chociaż bez podejrzliwości czy zniecierpliwienia. Raczej z jednej strony z pewnym niezrozumieniem, co dziewczyna tu robi, z drugiej – chyba wciąż usiłowała skojarzyć, czy nie zna skądś jej twarzy. Nigdy nie miały okazji się poznać, nie obracały się w tym samym towarzystwie, co najwyżej pewnie twarz Belli mignęła jej kiedyś w jakiejś gazecie, ale nie mogła sobie przypomnieć szczegółów.
– W takim razie w czym mogę pomóc? – spytała, kiedy Black powiedziała, że się nie zapowiadała. – Och, bardzo mi przykro – powiedziała natychmiast, gdy padły wyjaśnienia odnośnie zaginięcia. Co więcej naprawdę wyglądała, jakby było jej z tego powodu przykro: może nie przejęła się jakoś straszliwie, ale spojrzała na Bellę z autentycznym zmartwieniem. – Ale nie jestem pewna, w jaki sposób mogłabym pomóc. To nie pomyłka? Nie pracuję w Ministerstwie, mój mąż też nie, więc nie będę tutaj specjalnie przydatna… Czy może chodzi o to, że ją znam? – zapytała trochę niepewnie. Była od Bellatrix starsza i nie miała wśród swoich znajomych wielu osób w wieku Blackówny (a ta wyglądała przecież na jakieś dziewiętnaście lat, więc nawet wątpliwe, by przy organizacji swoich pokazów Vivianne miała okazję spotkać się z jej rówieśnikami).
- Może chcesz wejść do środka i porozmawiamy? - zaproponowała z pewnym wahaniem. To jednak pewnie wynikało raczej z tego, że wciąż zdawało się kobiecie, że to jakaś pomyłka, a nie z jakiejś szczególnej podejrzliwości wobec panienki, która stanęła na jej progu.
Vivianne obserwowała Bellatrix z uwagą, chociaż bez podejrzliwości czy zniecierpliwienia. Raczej z jednej strony z pewnym niezrozumieniem, co dziewczyna tu robi, z drugiej – chyba wciąż usiłowała skojarzyć, czy nie zna skądś jej twarzy. Nigdy nie miały okazji się poznać, nie obracały się w tym samym towarzystwie, co najwyżej pewnie twarz Belli mignęła jej kiedyś w jakiejś gazecie, ale nie mogła sobie przypomnieć szczegółów.
– W takim razie w czym mogę pomóc? – spytała, kiedy Black powiedziała, że się nie zapowiadała. – Och, bardzo mi przykro – powiedziała natychmiast, gdy padły wyjaśnienia odnośnie zaginięcia. Co więcej naprawdę wyglądała, jakby było jej z tego powodu przykro: może nie przejęła się jakoś straszliwie, ale spojrzała na Bellę z autentycznym zmartwieniem. – Ale nie jestem pewna, w jaki sposób mogłabym pomóc. To nie pomyłka? Nie pracuję w Ministerstwie, mój mąż też nie, więc nie będę tutaj specjalnie przydatna… Czy może chodzi o to, że ją znam? – zapytała trochę niepewnie. Była od Bellatrix starsza i nie miała wśród swoich znajomych wielu osób w wieku Blackówny (a ta wyglądała przecież na jakieś dziewiętnaście lat, więc nawet wątpliwe, by przy organizacji swoich pokazów Vivianne miała okazję spotkać się z jej rówieśnikami).
- Może chcesz wejść do środka i porozmawiamy? - zaproponowała z pewnym wahaniem. To jednak pewnie wynikało raczej z tego, że wciąż zdawało się kobiecie, że to jakaś pomyłka, a nie z jakiejś szczególnej podejrzliwości wobec panienki, która stanęła na jej progu.