07.12.2022, 13:16 ✶
Darcy, zatopiony w myślach, odrobinę podchmielony, nie dosłyszał kroków Lyssy: szelestu trawy, trzasku łamanej gałązki. Gdy dziewczyna odezwała się dość blisko niego, z wrażenia spróbował się poderwać, a las niecnie przeprowadził na niego atak, sprawiając, że Lockhart się potknął i wylądował tyłkiem na mchu. Upuścił różdżkę, która na szczęście wciąż świeciła, bladym blaskiem otaczając jego sylwetkę i przy okazji postać Lyssy.
Panna Mulcliber, oświetlana z dołu, słabym światłem, na tle ciemnego lasu, w oczach Darcy'ego, ledwo co wyrwanego ze świata fantazji, wyglądała nie jak ludzka istota, a ktoś z magicznego, leśnego ludku właśnie. Jej obraz nałożył się na jego wizję wiły, i te dwa przez chwilę walczyły ze sobą w głowie chłopaka, bo owa półwiła miała mieć białe pukle... ale jakby się zastanowić, bohaterka ostatniej książki była blond, a poza tym wiedźma będzie złocistowłosa, więc może tu dla odmiany półwiła odziedziczy ciemne włosy po ojcu... Dzięki temu mogłaby lepiej kryć swoją tożsamość. I tylko jej oczy będą pełne magii...
W efekcie tych rozważeń milczał przez chwilę, próbując poskładać myśli i zdecydować jednocześnie o ostatecznym wyglądzie bohaterki. W końcu dotarło do niego jednak (z pewnym opóźnieniem, bo zwykle myślał dość szybko, ale teraz piwo szumiało mu trochę w głowie), że oto siedzi na ziemi, w środku ciemnego lasu, zapatrzony w - prawdopodobnie - jednak ludzką kobietę.
Chyba.
A może nie?
- Nie jesteś wilą, prawda? - zapytał podejrzliwie, sam niepewny, czy odpowiedź przecząca powinna go ucieszyć, czy zmartwić. Z jednej strony o wilach mówiło się różne rzeczy, ale z drugiej! To by było zupełnie, jak w jego książce! Jego bohaterka ożyła!
Sięgnął w końcu po różdżkę, a potem podniósł się (powoli i ostrożnie, aby żaden korzeń nie wykonał kolejnego, niecnego zamachu na jego osobę) i nerwowym gestem otrzepał ubranie.
- Ja... eee... spacerowałem. Tak, spacerowałem - oświadczył szybko, by przypadkiem dziewczyna nie pomyślała, że się zgubił, chociaż tak było w istocie. - Straszny tłum na tej Ostarze. Postanowiłem się przejść. Zaczerpnąć świeżego powietrza. Ułożyć parę fabuł. Przepraszam, my się chyba nie znamy? Darcy.
Panna Mulcliber, oświetlana z dołu, słabym światłem, na tle ciemnego lasu, w oczach Darcy'ego, ledwo co wyrwanego ze świata fantazji, wyglądała nie jak ludzka istota, a ktoś z magicznego, leśnego ludku właśnie. Jej obraz nałożył się na jego wizję wiły, i te dwa przez chwilę walczyły ze sobą w głowie chłopaka, bo owa półwiła miała mieć białe pukle... ale jakby się zastanowić, bohaterka ostatniej książki była blond, a poza tym wiedźma będzie złocistowłosa, więc może tu dla odmiany półwiła odziedziczy ciemne włosy po ojcu... Dzięki temu mogłaby lepiej kryć swoją tożsamość. I tylko jej oczy będą pełne magii...
W efekcie tych rozważeń milczał przez chwilę, próbując poskładać myśli i zdecydować jednocześnie o ostatecznym wyglądzie bohaterki. W końcu dotarło do niego jednak (z pewnym opóźnieniem, bo zwykle myślał dość szybko, ale teraz piwo szumiało mu trochę w głowie), że oto siedzi na ziemi, w środku ciemnego lasu, zapatrzony w - prawdopodobnie - jednak ludzką kobietę.
Chyba.
A może nie?
- Nie jesteś wilą, prawda? - zapytał podejrzliwie, sam niepewny, czy odpowiedź przecząca powinna go ucieszyć, czy zmartwić. Z jednej strony o wilach mówiło się różne rzeczy, ale z drugiej! To by było zupełnie, jak w jego książce! Jego bohaterka ożyła!
Sięgnął w końcu po różdżkę, a potem podniósł się (powoli i ostrożnie, aby żaden korzeń nie wykonał kolejnego, niecnego zamachu na jego osobę) i nerwowym gestem otrzepał ubranie.
- Ja... eee... spacerowałem. Tak, spacerowałem - oświadczył szybko, by przypadkiem dziewczyna nie pomyślała, że się zgubił, chociaż tak było w istocie. - Straszny tłum na tej Ostarze. Postanowiłem się przejść. Zaczerpnąć świeżego powietrza. Ułożyć parę fabuł. Przepraszam, my się chyba nie znamy? Darcy.