07.12.2022, 14:33 ✶
Nokturn był bardzo specyficznym miejscem. Tak szczerze mówiąc to Morgan też nie za bardzo lubił tę ulicę - ale tak naprawdę on nie lubił żadnego miejsca w Londynie, a to jednak było dla niego domem. Dużo gorzej chyba czuł się będąc na zewnątrz, gdzieś na widoku, gdzie tak bardzo wyróżniał się wyglądem na tle brytyjskiego społeczeństwa. Nokturn tymczasem, a w szczególności jego pracownia, były znajome, uporządkowane wedle jego własnego wzoru, bezpieczne oraz, co bardzo istotne, przynosiły realne zyski.
Słysząc znajomy głos Morgan poderwał głowę znad ciętych właśnie na desce pomarszczonych strączków. Zerknął na nie kontrolnie - i w tej samej chwili wiedział, że nie może ich zostawić, puściły już sok i gdyby teraz odszedł, wszystko wsiąkłoby w drewno, a on musiałby zaczynać od nowa. Nie odkrzyknął do Brenny by poczekała, co byłoby logiczne, kobieta z całą pewnością mogła usłyszeć jednak jego krzątaninę. Chang wykonał więc jeszcze trzy szybkie cięcia - nie uroniwszy ani kropelki zebrał wszystko do fiolki i dokładnie zakorkował. Pracował metodycznie, nie spiesząc się, ale podobne rzeczy robił niemal od urodzenia, stąd gdy finalnie wyłonił się zza kotary koralików, oddzielającej przednią część lokalu od jego pracowni, minęły może dwie minuty. Skłonił się wedle chińskiego zwyczaju i dopiero wtedy spojrzał na gościa.
- Nie chowam się - odpowiedział zamiast "dzień dobry". - Wyciskałem fasolki burkotykwy - dodał jeszcze, jakby Brenna doskonale wiedziała o co chodziło i jakby to tłumaczyło całkowicie całą sprawę. Bo według niego tłumaczyło.
Mógł brzmieć nieco pretensjonalnie, ale tak naprawdę cieszył się na jej widok. Zarówno Brenna jak i jej brat byli zawsze mile widziani w pracowni Morgana, każde z innego powodu - niemniej Chang po prostu ich lubił. A to w jego własnych oczach stanowiło nie lada wyróżnienie. Do tego stopnia że Morgan był niemal pewny, że ze strony Longbottom nic mu "nie grozi". w Końcu układ, który posiadali, działał w obie strony. Zaufanego innego speca od podejrzanych specyfików może udałoby się Brennie znaleźć na Nokturnie w miarę szybko i łatwo... jednakże znalezienie zaufanego - to już było nie lada wyzwaniem.
- Jeśli to w sprawie Erika... jesteś za wcześnie. - zauważył z kamienną twarzą. Nie miał w tym momencie gotowego eliksiru tojadowego. Był w trakcie przygotowania kilku porcji, ale wciąż potrzebowały dobrego tygodnia, by dojrzeć. Teraz byłyby bezużyteczne. Ale może chodziło o co innego? Chang spojrzał na Brennę z iskrą zaciekawienia w oczach. Była jedną z tych klientek, dla których czasem musiał wykazywać się kreatywnością w kwestii doboru eliksirów. Może dziś miała dla niego kolejne wyzwanie.
Słysząc znajomy głos Morgan poderwał głowę znad ciętych właśnie na desce pomarszczonych strączków. Zerknął na nie kontrolnie - i w tej samej chwili wiedział, że nie może ich zostawić, puściły już sok i gdyby teraz odszedł, wszystko wsiąkłoby w drewno, a on musiałby zaczynać od nowa. Nie odkrzyknął do Brenny by poczekała, co byłoby logiczne, kobieta z całą pewnością mogła usłyszeć jednak jego krzątaninę. Chang wykonał więc jeszcze trzy szybkie cięcia - nie uroniwszy ani kropelki zebrał wszystko do fiolki i dokładnie zakorkował. Pracował metodycznie, nie spiesząc się, ale podobne rzeczy robił niemal od urodzenia, stąd gdy finalnie wyłonił się zza kotary koralików, oddzielającej przednią część lokalu od jego pracowni, minęły może dwie minuty. Skłonił się wedle chińskiego zwyczaju i dopiero wtedy spojrzał na gościa.
- Nie chowam się - odpowiedział zamiast "dzień dobry". - Wyciskałem fasolki burkotykwy - dodał jeszcze, jakby Brenna doskonale wiedziała o co chodziło i jakby to tłumaczyło całkowicie całą sprawę. Bo według niego tłumaczyło.
Mógł brzmieć nieco pretensjonalnie, ale tak naprawdę cieszył się na jej widok. Zarówno Brenna jak i jej brat byli zawsze mile widziani w pracowni Morgana, każde z innego powodu - niemniej Chang po prostu ich lubił. A to w jego własnych oczach stanowiło nie lada wyróżnienie. Do tego stopnia że Morgan był niemal pewny, że ze strony Longbottom nic mu "nie grozi". w Końcu układ, który posiadali, działał w obie strony. Zaufanego innego speca od podejrzanych specyfików może udałoby się Brennie znaleźć na Nokturnie w miarę szybko i łatwo... jednakże znalezienie zaufanego - to już było nie lada wyzwaniem.
- Jeśli to w sprawie Erika... jesteś za wcześnie. - zauważył z kamienną twarzą. Nie miał w tym momencie gotowego eliksiru tojadowego. Był w trakcie przygotowania kilku porcji, ale wciąż potrzebowały dobrego tygodnia, by dojrzeć. Teraz byłyby bezużyteczne. Ale może chodziło o co innego? Chang spojrzał na Brennę z iskrą zaciekawienia w oczach. Była jedną z tych klientek, dla których czasem musiał wykazywać się kreatywnością w kwestii doboru eliksirów. Może dziś miała dla niego kolejne wyzwanie.