O to właśnie chodziło Norce, by stworzyć takie miejsce, które kupi każdego. Nawet nie chodziło o to, że miało się wszystkim podobać, tylko być kontrowersyjne, inne, ciekawe. Nie znosiła nudy, w ubiorze, czy właśnie we wnętrzach. Uważała, że zdecydowanie lepiej, kiedy dużo się dzieje. Dla niektórych może nawet za dużo... ale przynajmniej nie byli w stanie zapomnieć tego przepychu, a to było ważne. Takie miejsca jak to pamięta się do końca życia, a to chciała osiągnąć otwierając swoją klubokawiarnię.
- Dziękuję, cieszę się, że to doceniasz. - Uśmiechnęła się do niej ciepło. Dziewczyna była całkiem miła, ale trochę wyglądała na zagubioną. Miała nadzieję, że to nie jej obecność ją stresuje, bo nie należała do tych osób, którym sprawiało przyjemność patrzenie na to, jak inni boją się rozmowy z nimi. Zresztą aura panny Figg była bardzo przyjemna, wzbudzała ona zaufanie i sympatię od razu, i miało to sens. Norka po prostu była człowiekiem o bardzo dobrym sercu i czystej duszy, takich jakich niewiele pozostało na tym świecie. Ten wszędobylski róż, idealnie pasował do jej osobowości, słodka niczym landrynka, tak, że można było dostać cukrzycy.
- Psst, nie musisz podprowadzać, możesz sobie urwać co tylko chcesz skarbie - Nie miała problemu z tym, aby dziewczyna urwała sobie po gałązce tego, czy tamtego kwiatka. Spodobało jej się to, że się nimi zainteresowała, może tak jak ona lubiła rośliny? Nie wszyscy się na nich znali. Zapunktowała tym u niej. Poza tym wyglądała całkiem schludnie, nie, żeby Figg jakoś specjalnie oceniała na podstawie wyglądu, jednak wydawała jej się być całkiem zwyczajnym człowiekiem. (Gdyby tylko wiedziała, że jest częścią nokturnowej mafii to pewnie by się zdziwiła).
- Mhm. - Mave szukała pracy, a praca szukała człowieka. Idealnie się składało. Figg przesunęła w jej stronę talerz ze słodyczami, widziała, że sama po nie nie sięgnęła, najwyraźniej potrzebowała zachęty. - Jedz, to wszystko dla ciebie. - Sama jakoś specjalnie nie objadała się słodkościami, wręcz przeciwnie, stroniła od nich, gdyby było inaczej, to zamieniłaby się już w okrąglutką kuleczkę, która turlałaby się po cukierni. Jedynie, kiedy naprawdę mocno się denerwowała sięgała po słodycze, zajadała stres.
- Dorywczo, rozumiem. - Przez moment zaczęła się zastanawiać. Większość jej pracowników pojawiała się tutaj dorywczo, kolejna osoba mogła wesprzeć ich grafik, to by sporo ułatwiło. Norka naprawdę czasem musiała mocno się nagimnastykować, aby mieć ludzi na każdą zmianę. - Jak bardzo dorywczo? - Wolała się upewnić, że nie są to jakkieś dwie godziny w tygodniu, bo to by jej nie ratowało wcale.
- Coś wiem o rodzinnych biznesach moja droga. - Sama większość życia pracowała u swojej babci i miała świadomość, jak płaci się rodzinie, nie, żeby narzekała, bo wiele się tam nauczyła, ale nie samą nauką człowiek żyje.
- Miło mi cię poznać Maeve. - Wyciągnęła rękę w jej kierunku, żeby oficjalnie się przedstawić. - Pewnie się nie domyśliłaś... - Uśmiechnęła się pokazując niemalże wszystkie zęby. - Ja jestem Nora. - Oczywista, oczywistość.
- Dlaczego głupio? Każdy kiedyś zaczynał. - Była naprawdę bardzo wyrozumiała. - To tak, po pierwsze, kiedy możesz zacząć? - Wydawało jej się to dość istotne. O drugą z ważnych rzeczy zapytała wcześniej, ważne dla niej było to ile faktycznie czasu dziewczyna może poświęcić na pracę w cukierni. - Ogólnie rzecz biorąc, to większość twoich przyszłych kolegów z pracy pojawia się tutaj dorywczo, przez to właśnie chętnie przyjmę kogoś jeszcze, żeby łatwiej byłoby mi układać grafik, nawet nie wiesz, jakie jest to trudne, gdy nagle wszyscy chcą mieć piątek po południu wolny i myślą, że nie wiem dlaczego. Młodość rządzi się swoimi prawami, ja to wiem, ty na pewno też, tylko trudno jest mi sobie poradzić tutaj samej, kiedy oni sobie imprezują. - Oczywiście, że dawała im wolne, kiedy tego potrzebowali, a później zostawała sama na zmianie, przez co ledwo dawała radę wstać następnego dnia.