Z Robertem nie było kontaktu ponad miesiąc. Pytań pojawiało się znacznie wiele. Powinien zdawać sobie z tego sprawę, że takowe pojawią się również ze strony jego byłego ucznia. Nicholas miał prawo je zadawać, skoro miał problem z pozyskaniem informacji od innych źródeł. Co koniec końców, na część z nich odpowiedzi otrzymał.
Nicholas przyjął do wiadomości fakt, że Mulciber nie był wstanie jakiegokolwiek listu informacyjnego wysłać. Travers chciał pod tym względem upewnić się, czy miało to miejsce. Jeżeli tak, to mogło też istnieć ryzyko przechwycenia ptaka. Miejsca to nie miało. Robert nie wysyłał nic. Tutaj Travers nie miał nic do dodania.
Kolejna kwestia była nieco ważniejsza dla niewymownego. Tego co się dowiedział ze słów Roberta, miał być potrzebny po Beltame. Do tego jednak nie doszło. Roberta tam nie było.
- Rozumiem.Odparł krótko. Nie drążył już tematu. Co chciał wiedzieć, to już wiedział. Można było o tym w miarę zapomnieć. Czasu nie cofną. Najważniejsze, że jego brat przeżył. Teraz dopiero zaczął zastanawiać się, czy to był dobry pomysł, wciągania go do śmierciożerców. Może tutaj babka miała rację, aby chłopak nie angażował się nigdzie na taką skalę?
Znając się tyle lat z Robertem, Nicholas momentami potrafił zadać takie pytania, na które nie otrzymywał w ogóle odpowiedzi. Tutaj sytuacja się powtórzyła. Ale czasami obserwacja zachowania była niezwykle pomocna, w przeciwieństwie do słów. Zgodnie z założeniem Nicholasa, który zapytał go czy się boi, nie otrzymał odpowiedzi. Zauważył jednak, że to była ukryta odpowiedź. Obawy? Lęki? Jakaś namiastka tego jednak miała miejsce? Nicholasowi nawet nie umknął fakt, że Robert dość szybko opróżnił szklankę z alkoholem, kiedy Nicholas miał jeszcze niedopitą. Właśnie w tym momencie ujął szklankę do ust i upił tylko jednego symbolicznego łyka. W sumie jedno nalanie dobrego alkoholu starczy mu na całą tę rozmowę. Sygnał zaobserwowany u swojego mentora, był trochę niepokojący.
Temat ten, Travers zostawił w spokoju, ale dał Mulciberowi do zrozumienia, że zauważył u niego te drobne zmiany. Jak wzrokiem wędrował po jego czynach. Nie komentował tego jednak. Odpowiedział na jego słowa, oceniając lata współpracy. Zapewniając o tym, że jest po jego stronie. Doceniając to, ile dla niego zrobił. Reakcji co prawda nie spodziewał się, że Mulciber będzie bardzo poważnie do tego się odnosił. Choć on sam docenił jego słowa. Teraz może dopiero dotarło do Nicholasa, dlaczego każe mu o tym zachować te słowa dla siebie i nigdy ich nie wypowiadać. Zakopać je głęboko w sobie.
- Dobrze.Potwierdził, dając słowo, że zachowa to dla siebie. Zrozumiał powagę sytuacji. Po prostu, chciał aby Robert to wiedział. Mimo iż między nimi jest jakieś dziesięć lat różnicy, to szanował Mulcibera.
Mogli wtedy przejść do innego tematu, jaki Robert następnie poruszył.
- Chodzi Ci o wewnętrzną sytuację w organizacji? Ostatnio Vulturis wysyłał do mnie listy z pytaniem o Pardusa.
Zmarszczył brwi, zadając pytanie, czy o to Robertowi chodzi. Tak zrozumiał przekaz jego słów, że nawiązuje do sytuacji po tym, co wydarzyło się na kowenie i po nim. A może chodziło o działania Ministerstwa? Tylko tutaj też niewiele Nicholas mógł pomóc.
Najwięcej nad chaosem i bałaganem pracowały dwa inne departamenty, ale nie Tajemnic. Oni mieli sprawy dopiero po uprzątnięciu bałaganu. Musi więc Mulciberowi chodzić o sprawy organizacyjne, co miało miejsce pod jego nieobecność. Nie mógł się pomylić. Uważnie patrzył na Roberta, czekając na potwierdzenie i ewentualnie pytania, co potrzebował wiedzieć.