01.03.2024, 16:15 ✶
- Bogini! Strasznie mi przykro - zapewniła pani Harris, przesuwając się, by pozwolić Bellatrix wejść do środka. Nie przyszło jej chyba nawet do głowy, że dziewczyna może coś zmyślać: natychmiast przyjęła jej słowa za prawdę. Zresztą, dlaczego miałaby dopatrywać się podstępu? - Tędy, proszę. Zaraz, konferencja... chodzi o pierwszą część? Nie przypominam sobie, żeby zdarzyło się coś... - mruczała Vivianne, gdy szły przez korytarz, chyba bardziej do siebie niż do Bellatrix, jakby próbowała sobie przypomnieć kobiety, które widziała na konferencji i czy zdarzyło się coś dziwnego. Wprowadziła Blackównę do sporego salonu, który jednak mocno różnił się od pokoi, jakie na co dzień widywała panna Black. Nie urządzono go w konserwatywnym stylu, nie postawiono też tutaj do końca na przytulność - ponieważ pewnie w ramach pracy zdarzało się jej raz czy dwa być w mugolskim domu, mogła się domyśleć, że to na takim wzorowano wystrój tego miejsca.
Na jeden z szafek stał telewizor, z dużym prawdopodobieństwem niedziałający, a Bella mogła dostrzec także kilka innych urządzeń o tajemniczym przeznaczeniu, w istocie będących mugolskimi wynalazkami.
- Usiądź, proszę - powiedziała pani Harris, wskazując jej fotel. - Chyba nie będę w stanie za bardzo pomóc, ale jeżeli była tutaj tuż przed pożarem... Dziwne, że Brygadziści mnie nie odwiedzieli do tej pory, prawda? Hm... mowa o pani... zaraz, jak ona się nazywała... Fletchley? - zastanowiła się, sama siadając na kanapie. Zapamiętała "nazwisko" Alanny głównie dlatego, że ta była jedną z niewielu kobiet na konferencji, a pozostałe trzy Vivianne kojarzyła. Poza tym ta zachowywała się nieco dziwnie, kiedy zostały same w kuchni.
Na jeden z szafek stał telewizor, z dużym prawdopodobieństwem niedziałający, a Bella mogła dostrzec także kilka innych urządzeń o tajemniczym przeznaczeniu, w istocie będących mugolskimi wynalazkami.
- Usiądź, proszę - powiedziała pani Harris, wskazując jej fotel. - Chyba nie będę w stanie za bardzo pomóc, ale jeżeli była tutaj tuż przed pożarem... Dziwne, że Brygadziści mnie nie odwiedzieli do tej pory, prawda? Hm... mowa o pani... zaraz, jak ona się nazywała... Fletchley? - zastanowiła się, sama siadając na kanapie. Zapamiętała "nazwisko" Alanny głównie dlatego, że ta była jedną z niewielu kobiet na konferencji, a pozostałe trzy Vivianne kojarzyła. Poza tym ta zachowywała się nieco dziwnie, kiedy zostały same w kuchni.