Gio i Geraldine byli w niektórych sprawach podobni, w innych różni jak ogień i woda. Panna Yaxley otwarcie opowiadała o cielesności, pan Urquart pewnie wciąż używał słowa "kranik". Wiedział, skąd się biorą dzieci. Wiedział, jak zbudowana jest kobieta. Ale nawet jako poważny naukowiec, unikał tego typu tematów. Nie potrafił podejść neutralnie nawet do nagości w sztuce.
I miał ku temu powody.
Geraldine mogła dostrzec, że Jonathan był z jednej strony zniesmaczony, ale z drugiej dość zaciekawiony akcją na ekranie. Nawet jeśli w konwersacji był tak otwarty jak przyjaciółka, sam nie przeżył jeszcze niczego poza pocałunkiem w policzek. Co bardzo bolało jego męski honor, ale po prostu nie mógł sobie pozwolić na nic więcej. Jego egzystencja wynikała z czegoś i miała na celu ochronę Giovanniego. Nie mógł dopuścić, aby jego ciało zostało użyte bez jego zgody po raz kolejny.
Gdy czarownica zadała pytanie, przeszedł go dreszcz. Nie tylko się nie spodziewał i go to przestraszyło, ale były też inne powody. Spojrzał na Geraldine spod zmarszczonych brwi. Czego ta kobieta od niego chciała?
— Nah, widzisz, że nie jest, skoro tu jestem — odszepnął jej, po czym oparł się łokciem o podłokietnik nie od strony Geraldine i kontynuował oglądanie, udając niesamowicie skupionego. Tak, jakby było na ekranie cokolwiek do rozważania.
Film dobiegł końca po godzinie. Jonathan zmrużył oczy, gdy zapalono światło. Jak on nie lubił tego momentu. Ludzie powoli zaczęli opuszczać kino. Jak to zwykle bywało, rozpoczęły się rozmowy na temat filmu. Zdawało się, że nikt z tu obecnych nie był szczególnie zgorszony, a przynajmniej spodziewał się takich widoków. Utworzyła się też kolejka do jedynej kinowej toalety. Jonathan kątem oka obserwował, czy Geraldine zebrała się do wyjścia i ruszył wraz z nią.
— No to ten... Nieźle nas Tom urządził... — rzucił, gdy byli na zewnątrz. Był wdzięczny za chłodny powiew powietrza. Miał wrażenie, że na sali kinowej się gotował.
Ciekawe dlaczego.