01.03.2024, 22:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2024, 13:56 przez Erik Longbottom.)
Wsunął papierosa do ust, ledwo powstrzymując się przed tym, aby nie przegryźć fajki zębami. Chociaż instynkt podpowiadał inaczej, nie strząsnął z ramienia dłoni Perseusza. Nawet w trzyosobowym gronie nie chciał robić scen. Postawił sobie za punkt honoru, że podczas tej imprezy będzie się zachowywał idealnie. Nie pozwoli, aby jego własne problemy wpłynęły na przebieg przyjęcia Brenny. A co jak co, ale Erik dotrzymywał danych raz obietnic.
Pozwolił więc, aby dłoń Blacka nakreśliła na jego barku kilku delikatnych ruchów. Miały przynieść ukojenie? Uświadomiły mu jedynie, że nie był tu sam i że musiał zachować twarz. Nie oczekiwał przeprosin, czy wyjaśnień, a przede wszystkim nie chciał, żeby Blackowi było go żal. Powiedział, co powiedział - nie mógł go za to winić. Może żartował, jednak jego dowcip padł na podatny grunt i zasiał ziarno podejrzeń, że tak naprawdę Longbottom nie wiedział, jak wygląda obecnie sytuacja Elliota.
— Tak, domyślam się — odparł ugodowo, starając się podszyć swój głos kompletnym brakiem zainteresowania. Wypuścił powoli dym przez usta. — Cóż, praktycznie każdy pracownik Ministerstwa Magii jest obecnie zajęty. Nic dziwnego, że tylko Kanclerz wie, jak ma wyglądać jego dzień pracy. — Wymówka, aby uśpić czujność Perseusza czy zaklinanie rzeczywistości w wykonaniu Erika. — Na pewno niedługo wszystko wróci do normy.
Skinął głową, również wyrażając zaciekawieniem historią Efnera. Może chłopak miał znajomych w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów i po prostu ''przypadkiem'' tam zajrzał? A może znał historie tylko z plotek? Albo zna Brennę, dopowiedział sobie. Ciekawe, czy jego własna siostra nagięłaby zasady, aby wpuścić zaciekawionych obywateli do niższych aresztów Ministerstwa Magii.
— W przeszłości, bo nigdy nie możemy być pewni, co nas czeka w nadchodzącym dniu. — Uśmiechnął się półgębkiem, jakby właśnie kogoś przechytrzył. — Wolałbym nie wylądować na krańcu czasu, gdzie panuje jakiś wielki kataklizm magiczny. Od razu myślę o stadach smoków, które potrafią się teleportować albo o sklątkach tylnowybuchowych palących wioski. — Wzdrygnął się na samą myśl. — Przeszłość wydaje się... Bezpieczniejsza. O ile się ją zna, to znaczy.
Czy jego odpowiedź w ogóle była sensowna? Miał nadzieję, jednak alkohol wcale tego nie ułatwiał. Tak samo, jak to, że sam przeżył już tego dnia kilka atrakcji: na nogach był od rana, przygotowując z Brenną salę, a kiedy impreza się rozpoczęła, to praktycznie podleciał pod sam sufit. A tak bardzo chciał, żeby było spokojnie...
— Oczywiście, że psa. Raz założyłem kostium kota i mi wystarczy — wyjaśnił, odpowiadając tym samym na pytanie Neila.
Przymknął na moment oczy, wymyślając kolejną partię pytań.
— Neil, wolałbyś żyć nie musząc oddychać, czy wolałbyś obyć się bez potrzeby jedzenia żadnych posiłków? — Uniósł lekko brew, po czym zerknął na Perseusza. — Wolałbyś rzucić Bombardę na najsłodszego kociaka na świecie i zapewnić sobie spokojne życie po kres swych dni czy nie zabijać go i zatrzymać jako zwierzaka?
Pozwolił więc, aby dłoń Blacka nakreśliła na jego barku kilku delikatnych ruchów. Miały przynieść ukojenie? Uświadomiły mu jedynie, że nie był tu sam i że musiał zachować twarz. Nie oczekiwał przeprosin, czy wyjaśnień, a przede wszystkim nie chciał, żeby Blackowi było go żal. Powiedział, co powiedział - nie mógł go za to winić. Może żartował, jednak jego dowcip padł na podatny grunt i zasiał ziarno podejrzeń, że tak naprawdę Longbottom nie wiedział, jak wygląda obecnie sytuacja Elliota.
— Tak, domyślam się — odparł ugodowo, starając się podszyć swój głos kompletnym brakiem zainteresowania. Wypuścił powoli dym przez usta. — Cóż, praktycznie każdy pracownik Ministerstwa Magii jest obecnie zajęty. Nic dziwnego, że tylko Kanclerz wie, jak ma wyglądać jego dzień pracy. — Wymówka, aby uśpić czujność Perseusza czy zaklinanie rzeczywistości w wykonaniu Erika. — Na pewno niedługo wszystko wróci do normy.
Skinął głową, również wyrażając zaciekawieniem historią Efnera. Może chłopak miał znajomych w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów i po prostu ''przypadkiem'' tam zajrzał? A może znał historie tylko z plotek? Albo zna Brennę, dopowiedział sobie. Ciekawe, czy jego własna siostra nagięłaby zasady, aby wpuścić zaciekawionych obywateli do niższych aresztów Ministerstwa Magii.
— W przeszłości, bo nigdy nie możemy być pewni, co nas czeka w nadchodzącym dniu. — Uśmiechnął się półgębkiem, jakby właśnie kogoś przechytrzył. — Wolałbym nie wylądować na krańcu czasu, gdzie panuje jakiś wielki kataklizm magiczny. Od razu myślę o stadach smoków, które potrafią się teleportować albo o sklątkach tylnowybuchowych palących wioski. — Wzdrygnął się na samą myśl. — Przeszłość wydaje się... Bezpieczniejsza. O ile się ją zna, to znaczy.
Czy jego odpowiedź w ogóle była sensowna? Miał nadzieję, jednak alkohol wcale tego nie ułatwiał. Tak samo, jak to, że sam przeżył już tego dnia kilka atrakcji: na nogach był od rana, przygotowując z Brenną salę, a kiedy impreza się rozpoczęła, to praktycznie podleciał pod sam sufit. A tak bardzo chciał, żeby było spokojnie...
— Oczywiście, że psa. Raz założyłem kostium kota i mi wystarczy — wyjaśnił, odpowiadając tym samym na pytanie Neila.
Przymknął na moment oczy, wymyślając kolejną partię pytań.
— Neil, wolałbyś żyć nie musząc oddychać, czy wolałbyś obyć się bez potrzeby jedzenia żadnych posiłków? — Uniósł lekko brew, po czym zerknął na Perseusza. — Wolałbyś rzucić Bombardę na najsłodszego kociaka na świecie i zapewnić sobie spokojne życie po kres swych dni czy nie zabijać go i zatrzymać jako zwierzaka?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞