01.03.2024, 23:07 ✶
– Przecież lubisz kolekcjonować przybłędy – rzuciła słodziutko Lorraine, tak, jak to tylko ona potrafiła, kiedy chciała być bardzo przekonująca, nie rezygnując przy tym z tej maleńkiej krzty złośliwości, która równoważyłaby cukierkowość jej jestestwa – coby zęby Maeve nie bolały po całowaniu półwiły – bo przecież nie bez powodu mówi się: „dobre, takie nie za słodkie”. – Miau – dodała na koniec przekornie – niby to przelotem, niewinnie ocierając się ramieniem o Chang (choć jej ruchy sugerowały raczej kotkę w rui), kiedy wysunęła rękę z ręki kobiety, by podejść bliżej w stronę zwierzątka w opresji – i w sumie trudno było dociec, czy miaucząc chciała porozumieć się z przestraszonym kotem, czy też miał to być najbardziej ostateczny kontrargument w dyskusji z McKinnon.
Bo doprawdy, Ambrosia zachowywała się tak, jakby posiadała wyłączność na dramatyzowanie i szukanie atencji – albo guza – a taki sobie kotek to był niby gorszy, bo co? Bo dachowiec, bo z Nokturnu, bo czarny, to od razu dyskryminacja, że nieszczęście przyniesie?
Blaszany dach, na którym siedział zwierzak wydawał się chybotać groźnie przy mocniejszych powiewach wiatru, belki umacniające strop i odciążające podziurawione ściany podejrzanej konstrukcji, skrzypiały gorzej niż Fortinbras Malfoy na ministerialnej mówicy – słowem, melina, jakich na Nokturnie wiele, drżała w posadach – zaś kot… Kot zawodził histerycznie.
– A myślisz, że kto przygotowuje jej eliksir na alergię? – obruszyła się Malfoy, szczerze oburzona sugestią, że nie potrafi porządnie zadbać o swoją kobietę, aż przestając nawoływać czule kici-kici w stronę sierściucha w opałach. – Masz jeszcze zapas, skarbie, prawda? Brałaś dzisiaj?
W pamięci Lorraine cały czas żyło wspomnienie zamieszania z Leo O’Dwyerem, medykiem Pana Zagadki, którego to ferajna spod sztandaru Czarnego Kota chciała wykorzystać do własnych celów. Maeve – choć ostatecznie przeciągnęła mężczyznę na jedyną właściwą stronę – zdemaskowała się przy mugolaku właśnie przez alergię na sierść: ten bowiem stawił się na umówione spotkanie w animagicznej postaci kota! Lorraine przepłakała w ukryciu przed wszystkimi pół nocy, obwiniając się za to, że tak istotny szczegół umknął jej uwadze, i mogła tym samym narazić Mae na niebezpieczeństwo; potem gorąco przepraszała kobietę, skrzyczała ją też, że tak lekkomyślnie pakuje się z Saurielem w krzywe akcje, tylko po to, by znów okazać skruchę, zaopatrując Changównę w antidotum przeciwalergiczne własnego przepisu oraz… Dużo czułości, bo miłość to podobno najlepsze lekarstwo, czy coś.
- Miaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaau! – powiedział Kot.
Bo doprawdy, Ambrosia zachowywała się tak, jakby posiadała wyłączność na dramatyzowanie i szukanie atencji – albo guza – a taki sobie kotek to był niby gorszy, bo co? Bo dachowiec, bo z Nokturnu, bo czarny, to od razu dyskryminacja, że nieszczęście przyniesie?
Blaszany dach, na którym siedział zwierzak wydawał się chybotać groźnie przy mocniejszych powiewach wiatru, belki umacniające strop i odciążające podziurawione ściany podejrzanej konstrukcji, skrzypiały gorzej niż Fortinbras Malfoy na ministerialnej mówicy – słowem, melina, jakich na Nokturnie wiele, drżała w posadach – zaś kot… Kot zawodził histerycznie.
– A myślisz, że kto przygotowuje jej eliksir na alergię? – obruszyła się Malfoy, szczerze oburzona sugestią, że nie potrafi porządnie zadbać o swoją kobietę, aż przestając nawoływać czule kici-kici w stronę sierściucha w opałach. – Masz jeszcze zapas, skarbie, prawda? Brałaś dzisiaj?
W pamięci Lorraine cały czas żyło wspomnienie zamieszania z Leo O’Dwyerem, medykiem Pana Zagadki, którego to ferajna spod sztandaru Czarnego Kota chciała wykorzystać do własnych celów. Maeve – choć ostatecznie przeciągnęła mężczyznę na jedyną właściwą stronę – zdemaskowała się przy mugolaku właśnie przez alergię na sierść: ten bowiem stawił się na umówione spotkanie w animagicznej postaci kota! Lorraine przepłakała w ukryciu przed wszystkimi pół nocy, obwiniając się za to, że tak istotny szczegół umknął jej uwadze, i mogła tym samym narazić Mae na niebezpieczeństwo; potem gorąco przepraszała kobietę, skrzyczała ją też, że tak lekkomyślnie pakuje się z Saurielem w krzywe akcje, tylko po to, by znów okazać skruchę, zaopatrując Changównę w antidotum przeciwalergiczne własnego przepisu oraz… Dużo czułości, bo miłość to podobno najlepsze lekarstwo, czy coś.
- Miaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaau! – powiedział Kot.