07.12.2022, 23:16 ✶
- A są w tych opowieściach chociaż jacyś pojedynkujący się piraci? Co to za bajka bez dobrego pojedynku.
Syreny, krakeny, to wszystko brzmiało doskonale, ale odrobina akcji (albo śmierci) czyniła każdą historię ciekawszą. Przynajmniej zdaniem Brenny. Gdy matka próbowała raz opowiedzieć jej Kopciuszka, dziewczynka najpierw zaczęła ziewać, a potem dopytywać, jak to się stało, że w całym państwie tylko Kopciuszek miała aż taką małą nogę, i w takim razie skąd wcześniej brała buty, a w ogóle, to o co w tym chodzi, królewicz pokochał ją tylko dlatego, że tak dobrze tańczyła?
- Miejmy nadzieję, że żadne z nas nigdy nie będzie musiało się przekonać, co zrobiłoby w takiej sytuacji - powiedziała na słowa Castiela odnośnie bliskich, już tym razem całkiem poważnie. Żyli w złych czasach, a chociaż Flintowie powinni być bezpieczni ze względu na czystość krwi, nikt nie wiedział, co przyniesie los.
A ona?
Wielokrotnie tłumaczyła krewnym i ofiarom przestępstw, że muszą działać zgodnie z prawem. Nie chciała i nie mogła się zastanawiać, jakby postąpiła, gdyby sprawa dotyczyła jej. Choć w głębi ducha wiedziała chyba, że nie mogąc załatwić wszystkiego w duchu przepisów, mogłaby spróbować sięgnąć po bardziej radykalne środki. Może właśnie dlatego wolała nie zagłębiać się w ten temat.
- Naprawdę? Żadnych zmartwychwstających królów w przeklętych grobowcach? Chcesz mi powiedzieć, że te wszystkie książki o klątwołamaczach kłamią? Nie wiem, jak przeżyję takie zniszczenie dziecięcych złudzeń...
A potem...
Brenna odruchowo wyciągnęła rękę, próbując złapać Flinta: niestety nie zdążyła. Tak oto okazało się, że jej gadulstwo dosłownie zwala ludzi z nóg. I z głazów. Natychmiast zeskoczyła w ślad za nim, dużo sprawniej niż sam Castiel - choćby dlatego, że celowo, ale swoje robiło i to, że nie bała się wysokości, więc wylądowała na lekko ugiętych nogach obok niego.
- Żyjesz? - upewniła się, przyklękając przy czarodzieju, już w lekkiej panice, ale okrzyk "nic nie widziałaś" sprawił, że odetchnęła z ulgą. Przysiadła więc wprost na trawie i sama, nie mogąc się powstrzymać, roześmiała się krótko. - Przepraszam. Na litość Merlina, moje poczucie humoru okazuje się wręcz zabójcze - wykrztusiła po chwili. - Kości na pewno całe? Czy to ten moment, gdy mam w panice biec po uzdrowiciela?
Brenna wyciągnęła zza pazuchy różdżkę i wyszeptała "lumos", rozświetalając jej kraniec. W blasku zaklęcia mogła lepiej przyjrzeć się Castielowi, w poszukiwaniu ewentualnych obrażeń.
- Pokaż głowę. Żadnych siniaków? W głowie ci się nie kręci? Twoja siostra zamordowałaby mnie w okrutny sposób, jeżeli przeze mnie dostałbyś wstrząśnienia mózgu.
Niby mówiła trochę żartobliwie, bo wyglądało na to, że jednak się nie połamał ani nie rozbił sobie głowy, ale obserwowała go uważnie, ze szczerą troską, bo jednak ten głaz był wysoki, a dobrze wiedziała, że człowiek czasem przez adrenalinę nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak mocno ucierpiał.
Syreny, krakeny, to wszystko brzmiało doskonale, ale odrobina akcji (albo śmierci) czyniła każdą historię ciekawszą. Przynajmniej zdaniem Brenny. Gdy matka próbowała raz opowiedzieć jej Kopciuszka, dziewczynka najpierw zaczęła ziewać, a potem dopytywać, jak to się stało, że w całym państwie tylko Kopciuszek miała aż taką małą nogę, i w takim razie skąd wcześniej brała buty, a w ogóle, to o co w tym chodzi, królewicz pokochał ją tylko dlatego, że tak dobrze tańczyła?
- Miejmy nadzieję, że żadne z nas nigdy nie będzie musiało się przekonać, co zrobiłoby w takiej sytuacji - powiedziała na słowa Castiela odnośnie bliskich, już tym razem całkiem poważnie. Żyli w złych czasach, a chociaż Flintowie powinni być bezpieczni ze względu na czystość krwi, nikt nie wiedział, co przyniesie los.
A ona?
Wielokrotnie tłumaczyła krewnym i ofiarom przestępstw, że muszą działać zgodnie z prawem. Nie chciała i nie mogła się zastanawiać, jakby postąpiła, gdyby sprawa dotyczyła jej. Choć w głębi ducha wiedziała chyba, że nie mogąc załatwić wszystkiego w duchu przepisów, mogłaby spróbować sięgnąć po bardziej radykalne środki. Może właśnie dlatego wolała nie zagłębiać się w ten temat.
- Naprawdę? Żadnych zmartwychwstających królów w przeklętych grobowcach? Chcesz mi powiedzieć, że te wszystkie książki o klątwołamaczach kłamią? Nie wiem, jak przeżyję takie zniszczenie dziecięcych złudzeń...
A potem...
Brenna odruchowo wyciągnęła rękę, próbując złapać Flinta: niestety nie zdążyła. Tak oto okazało się, że jej gadulstwo dosłownie zwala ludzi z nóg. I z głazów. Natychmiast zeskoczyła w ślad za nim, dużo sprawniej niż sam Castiel - choćby dlatego, że celowo, ale swoje robiło i to, że nie bała się wysokości, więc wylądowała na lekko ugiętych nogach obok niego.
- Żyjesz? - upewniła się, przyklękając przy czarodzieju, już w lekkiej panice, ale okrzyk "nic nie widziałaś" sprawił, że odetchnęła z ulgą. Przysiadła więc wprost na trawie i sama, nie mogąc się powstrzymać, roześmiała się krótko. - Przepraszam. Na litość Merlina, moje poczucie humoru okazuje się wręcz zabójcze - wykrztusiła po chwili. - Kości na pewno całe? Czy to ten moment, gdy mam w panice biec po uzdrowiciela?
Brenna wyciągnęła zza pazuchy różdżkę i wyszeptała "lumos", rozświetalając jej kraniec. W blasku zaklęcia mogła lepiej przyjrzeć się Castielowi, w poszukiwaniu ewentualnych obrażeń.
- Pokaż głowę. Żadnych siniaków? W głowie ci się nie kręci? Twoja siostra zamordowałaby mnie w okrutny sposób, jeżeli przeze mnie dostałbyś wstrząśnienia mózgu.
Niby mówiła trochę żartobliwie, bo wyglądało na to, że jednak się nie połamał ani nie rozbił sobie głowy, ale obserwowała go uważnie, ze szczerą troską, bo jednak ten głaz był wysoki, a dobrze wiedziała, że człowiek czasem przez adrenalinę nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak mocno ucierpiał.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.