02.03.2024, 10:34 ✶
Nie każdy miał złe intencje. Camille nie miała w planach w żaden sposób podrywać Richarda, chociaż być może przychodziło jej to naturalnie. Jej serce było zajęte, a myśli krążyły wyłącznie wokół jednego mężczyzny. Nie była w stanie jednak zmienić tego, w jaki sposób zachowywała się przez lata. Subtelny dotyk, uśmiech, potrząśnięcie głową, by blond włosy rozsypały się wokół twarzy i łapały refleksy słońca. Przychodziło jej to niezwykle naturalnie, co w połączeniu z charakterystycznym francuskim akcentem potrafiło tworzyć dla niektórych mieszankę wybuchową. Akcent prawie zanikł, bo przecież mieszkała w Londynie od naprawdę dawna, ale tego charakterystycznego R nie dało się wyplenić, szczególnie jeżeli dość często używało się francuskiego. Może gdyby zrezygnowała z tego języka, to by było inaczej. Ale nie chciała.
- Naprawdę nic się nie stało - pokręciła głową. Nie musiał przecież tyle razy przepraszać, prosić o wybaczenie. Nie była jakąś harpią, która czyhała na każde potknięcie drugiej osoby. Przeciwnie: wyglądała na osobę naprawdę ciepłą i wyrozumiałą, chociaż przebijało się przez tę fasadę także wrażenie osoby zdeterminowanej i konkretnej. Bo przecież gdyby nie była konkretna, to najpierw bawiłaby się w small talki z Richardem, zamiast od razu przechodzić do rzeczy. Ale prawda była taka, że Delacour miała naprawdę niewiele czasu wolnego - w krew weszło jej bycie konkretnym aż do bólu.
Gdy zapytał o świecie, Camille wydęła lekko usta. Czy potrzebowała ich teraz... Chyba nie.
- Mam jeszcze niewielki zapas, ale o tym w zasadzie chciałam porozmawiać. Czy istnieje możliwość, byście przesyłali mi paczki regularnie, powiedzmy raz w miesiącu? Nigdy nie wiem, czy akurat wykorzystam cały zapas, a wolę mieć ich więcej, niż mniej. Tak jak ostatnio, gdy prosiłam Margaret, żeby mi wybaczyła, że... Niegrzecznie się zachowałam, prosząc o dostawę świec na następny dzień. Wiem, że tak się nie robi, ale to była sytuacja podbramkowa i nie ukrywam, że istnieje duże ryzyko, że może się powtórzyć. A nie chcę wam sprawiać kłopotu - wyjaśniła, bo przecież nadal uważała, że absolutnie nie powinna na nich wymuszać takiego zamówienia, jak ostatnio. Nie chodziło o ilość, a o termin zamówienia. Był absurdalnie krótki. - Tylko nie wiem wtedy, jak wyglądałaby zapłata przy tak regularnych dostawach. Może macie jakieś rozwiązanie na to?
- Naprawdę nic się nie stało - pokręciła głową. Nie musiał przecież tyle razy przepraszać, prosić o wybaczenie. Nie była jakąś harpią, która czyhała na każde potknięcie drugiej osoby. Przeciwnie: wyglądała na osobę naprawdę ciepłą i wyrozumiałą, chociaż przebijało się przez tę fasadę także wrażenie osoby zdeterminowanej i konkretnej. Bo przecież gdyby nie była konkretna, to najpierw bawiłaby się w small talki z Richardem, zamiast od razu przechodzić do rzeczy. Ale prawda była taka, że Delacour miała naprawdę niewiele czasu wolnego - w krew weszło jej bycie konkretnym aż do bólu.
Gdy zapytał o świecie, Camille wydęła lekko usta. Czy potrzebowała ich teraz... Chyba nie.
- Mam jeszcze niewielki zapas, ale o tym w zasadzie chciałam porozmawiać. Czy istnieje możliwość, byście przesyłali mi paczki regularnie, powiedzmy raz w miesiącu? Nigdy nie wiem, czy akurat wykorzystam cały zapas, a wolę mieć ich więcej, niż mniej. Tak jak ostatnio, gdy prosiłam Margaret, żeby mi wybaczyła, że... Niegrzecznie się zachowałam, prosząc o dostawę świec na następny dzień. Wiem, że tak się nie robi, ale to była sytuacja podbramkowa i nie ukrywam, że istnieje duże ryzyko, że może się powtórzyć. A nie chcę wam sprawiać kłopotu - wyjaśniła, bo przecież nadal uważała, że absolutnie nie powinna na nich wymuszać takiego zamówienia, jak ostatnio. Nie chodziło o ilość, a o termin zamówienia. Był absurdalnie krótki. - Tylko nie wiem wtedy, jak wyglądałaby zapłata przy tak regularnych dostawach. Może macie jakieś rozwiązanie na to?