07.12.2022, 23:24 ✶
- Podobno wpadłam do takiego jako dziecko i skutki tej kąpieli widać po dziś, ale twój widok zawsze mnie uszczęśliwia dodatkowo - zapewniła Brenna wesoło, układając pączki w artystyczną kompozycję. Potem oblizała palce z lukru, wyciągnęła różdżdżkę i zaczęła wyczarowywać karteczki z cenami oraz nazwą nadzienia. Co rusz zerkała to na Mabel - która zaczęła biegać po pomieszczeniu, napełniając je setkami baniek (Brenna przez chwilę zastanawiała się, czy klienci to docenią, czy lepiej potem je usunąć, ale do otwarcia mieli jeszcze dziesięć minut na rozstawienie wszystkiego, więc niech się dziecko bawi) - to na Salema. Z pewnym podziwem przyjęła, jak sprawnie kot pomagał w kawiarni, bo przy takich pracach widziała go po raz pierwszy.
- Tak, napisałam do niej, że stęskniłam się za tą tu małą królową, więc chętnie jej przypilnuję, a właściwie mogłabym popracować też w kawiarni... heeeej! - Brenna urwała i osłoniła twarz, gdy Mabel dmuchnęła jej prosto w twarz bańkami, po czym - jako że rozstawiła już większość produktów - ruszyła w udawaną pogoń za dziewczynką. Tylko po to, by po chwili udać, że strasznie się tym bieganiem zmęczyła i teatralnie opaść na jedno z krzeseł.
Z którego oczywiście poderwała się chwilę później, akurat wtedy, kiedy Mabel dmuchnęła bańkami w Salema.
- Nie gniewaj się, Salemie, pierwszy tego imienia, bardzo się spieszyłam, żeby wszystko pięknie rozstawić, bo nie chciałabym zawieść Nory - zapowiedziała, podchodząc do kota, najwyraźniej gotowa pomóc z tym wieszakiem i nadrobić wszelkie braki w pieszczotach, jeżeli tak sobie życzył. Przy okazji wypatrzyła też bardzo zakudłaczony sweterek Mabel i odnotowała sobie, że potem musi przypomnieć sobie zaklęcie czyszczące.
- Och... ciasto czekoladowe. Zaraz je rozmrożę, jest do wystawienia za godzinę, jak pewnie zniknie większość drożdżówek. - Te w końcu bardzo chętnie kupowano na śniadanie, podobnie jak słodkie bułeczki. Brenna zresztą przypomniała sobie, że sama nie zjadła śniadania, więc wygrzebała z kieszeni dwa sykle. Oczywiście, wiedziała, że nie musiała u Nory płacić, ale była bardzo zdeterminowana w kwestii tego, by dzisiejszy utarg nie odbiegał od normy, nawet jeżeli przyjdzie jej samej wszystko wykupić i się stąd wytoczyć... - Czekaj, zostanę pierwszym własnym klientem, kupię sobie drożdówkę z budyniem i możemy pogadać.
O ile zmieszczą się w jakichś pięciu - dziesięciu minutach. Bo za tyle musiała przestawić napis "zamknięte" na "otwarte". I, jak przewidywała, prawdopodobnie akurat w ciągu tych pięciu minut Mabel znudzi się bańkami i przyjdzie pora na podanie jej czegoś innego.
Przewinęła się znów za ladą, poprawiła krzywo ułożoną karteczkę, rozmroziła ciasto czekoladowe. Wracając jeszcze machała różdżką, a krzesła jeździły po pomieszczeniu, ustawiając się w prawidłowych pozycjach.
- To o co chodzi? - spytała, siadając na krześle w pobliżu Salema. Z najpiękniej wypieczoną drożdżówką w ręku.
- Tak, napisałam do niej, że stęskniłam się za tą tu małą królową, więc chętnie jej przypilnuję, a właściwie mogłabym popracować też w kawiarni... heeeej! - Brenna urwała i osłoniła twarz, gdy Mabel dmuchnęła jej prosto w twarz bańkami, po czym - jako że rozstawiła już większość produktów - ruszyła w udawaną pogoń za dziewczynką. Tylko po to, by po chwili udać, że strasznie się tym bieganiem zmęczyła i teatralnie opaść na jedno z krzeseł.
Z którego oczywiście poderwała się chwilę później, akurat wtedy, kiedy Mabel dmuchnęła bańkami w Salema.
- Nie gniewaj się, Salemie, pierwszy tego imienia, bardzo się spieszyłam, żeby wszystko pięknie rozstawić, bo nie chciałabym zawieść Nory - zapowiedziała, podchodząc do kota, najwyraźniej gotowa pomóc z tym wieszakiem i nadrobić wszelkie braki w pieszczotach, jeżeli tak sobie życzył. Przy okazji wypatrzyła też bardzo zakudłaczony sweterek Mabel i odnotowała sobie, że potem musi przypomnieć sobie zaklęcie czyszczące.
- Och... ciasto czekoladowe. Zaraz je rozmrożę, jest do wystawienia za godzinę, jak pewnie zniknie większość drożdżówek. - Te w końcu bardzo chętnie kupowano na śniadanie, podobnie jak słodkie bułeczki. Brenna zresztą przypomniała sobie, że sama nie zjadła śniadania, więc wygrzebała z kieszeni dwa sykle. Oczywiście, wiedziała, że nie musiała u Nory płacić, ale była bardzo zdeterminowana w kwestii tego, by dzisiejszy utarg nie odbiegał od normy, nawet jeżeli przyjdzie jej samej wszystko wykupić i się stąd wytoczyć... - Czekaj, zostanę pierwszym własnym klientem, kupię sobie drożdówkę z budyniem i możemy pogadać.
O ile zmieszczą się w jakichś pięciu - dziesięciu minutach. Bo za tyle musiała przestawić napis "zamknięte" na "otwarte". I, jak przewidywała, prawdopodobnie akurat w ciągu tych pięciu minut Mabel znudzi się bańkami i przyjdzie pora na podanie jej czegoś innego.
Przewinęła się znów za ladą, poprawiła krzywo ułożoną karteczkę, rozmroziła ciasto czekoladowe. Wracając jeszcze machała różdżką, a krzesła jeździły po pomieszczeniu, ustawiając się w prawidłowych pozycjach.
- To o co chodzi? - spytała, siadając na krześle w pobliżu Salema. Z najpiękniej wypieczoną drożdżówką w ręku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.