02.03.2024, 13:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2024, 13:26 przez Brenna Longbottom.)
– Prawda? No ale jak wyszedł z tego wszystkiego taki cholerny Irytek, to wiesz, nie za bardzo może brzmieć dobrze, bo to… Irytek. Jest irytujący i takie tam.
Zasadniczo Brenna nie czuła, że się usprawiedliwia: zrelacjonowała po prostu dokładnie, jak wyglądała sytuacja. W jej zwyczaju leżało podawanie faktów, chociaż gadulstwo sprawiało, że każdy, który dałoby się przedstawić w jednym zdaniu podawała w zdaniach trzech. A ofukanie albo obrażanie się o ton młodziaka? To z kolei w charakterze Brenny nie leżało. Może dlatego tak dobrze dogadywała się z kilkoma Ślizgonami – wytrącało ich z równowagi jej absolutne nieprzejęcie wszelkimi złośliwościami czy obrażaniem, i reagowanie albo w sposób przyjazny, albo odrobiną ironii, ale takiej niepodszytej ani drobiną złej roli. Niektórzy zbici z tropu zaczynali zachowywać się przez to prawie normalnie, inni zaczynali jej unikać, uznając, że albo mają jej dość, albo nie za bardzo wiedzą, co robi, a jeszcze innym po prostu z czasem się nudziło, bo co to za zabawa obrażać kogoś, kto się tym absolutnie nie przejmuje…
– A nie, to nie, jak wykonywała akrobatyczny numer w powietrzu parę balonów mu mało nie uciekło i przyhamował, żeby spróbować je złapać, a ja wtedy dobiegłam i je zdematerializowałam i trochę się wkurzył – odparła lekko, po czym wstała powoli, tak sprawdzając jakość opatrunku i czy w głowie się jej nie zakręci. Niestety, zaklęcia na stłuczenia miały to do siebie, że były po prostu nietrwałe, i skomplikowane w dodatku, Brenna wolała więc postawić na bandaż. I maść, ale tę zamierzała nałożyć już w Wieży Gryffindoru.
– Prowadzę kartoteki wszystkich uczniów Hogwartu, wrzucając do nich przydatne informacje, gdybym na przykład kiedyś musiała was szantażować kompromitującymi faktami z waszego szkolnego życia – stwierdziła z poważną miną na pytanie Hollowa. Było w tym małe ziarenko prawdy, bo Brenna naprawdę lubiła wiedzieć, i zapamiętywała różne drobiazgi na temat otaczających ją uczniów, ale jednak niczego nie zapisywała w innym miejscu niż własna głowa i nie miała zamiaru nikogo szantażować. – Ale ty nie musisz się przejmować, bo właśnie widziałeś, jak zaliczam pięknego orła i wyglądam jak mokra kura, więc w razie czego będziesz miał czym szantażować mnie w odwecie – uzupełniła i wyciągnęła ku niemu dłoń, kiedy się przedstawił. – Brenna. Ale na Ta Walnięta Gryfonka też reaguję – stwierdziła. – Dzięki. Nie przejmuj się, mnie też nie zawsze wychodzi – rzuciła, całkiem szczerze, chociaż czar nie zadziałał, a potem sama sięgnęła po różdżkę, by też wyczarować strumień ciepłego powietrza.
(bo na W i PO za wcześnie)
Zasadniczo Brenna nie czuła, że się usprawiedliwia: zrelacjonowała po prostu dokładnie, jak wyglądała sytuacja. W jej zwyczaju leżało podawanie faktów, chociaż gadulstwo sprawiało, że każdy, który dałoby się przedstawić w jednym zdaniu podawała w zdaniach trzech. A ofukanie albo obrażanie się o ton młodziaka? To z kolei w charakterze Brenny nie leżało. Może dlatego tak dobrze dogadywała się z kilkoma Ślizgonami – wytrącało ich z równowagi jej absolutne nieprzejęcie wszelkimi złośliwościami czy obrażaniem, i reagowanie albo w sposób przyjazny, albo odrobiną ironii, ale takiej niepodszytej ani drobiną złej roli. Niektórzy zbici z tropu zaczynali zachowywać się przez to prawie normalnie, inni zaczynali jej unikać, uznając, że albo mają jej dość, albo nie za bardzo wiedzą, co robi, a jeszcze innym po prostu z czasem się nudziło, bo co to za zabawa obrażać kogoś, kto się tym absolutnie nie przejmuje…
– A nie, to nie, jak wykonywała akrobatyczny numer w powietrzu parę balonów mu mało nie uciekło i przyhamował, żeby spróbować je złapać, a ja wtedy dobiegłam i je zdematerializowałam i trochę się wkurzył – odparła lekko, po czym wstała powoli, tak sprawdzając jakość opatrunku i czy w głowie się jej nie zakręci. Niestety, zaklęcia na stłuczenia miały to do siebie, że były po prostu nietrwałe, i skomplikowane w dodatku, Brenna wolała więc postawić na bandaż. I maść, ale tę zamierzała nałożyć już w Wieży Gryffindoru.
– Prowadzę kartoteki wszystkich uczniów Hogwartu, wrzucając do nich przydatne informacje, gdybym na przykład kiedyś musiała was szantażować kompromitującymi faktami z waszego szkolnego życia – stwierdziła z poważną miną na pytanie Hollowa. Było w tym małe ziarenko prawdy, bo Brenna naprawdę lubiła wiedzieć, i zapamiętywała różne drobiazgi na temat otaczających ją uczniów, ale jednak niczego nie zapisywała w innym miejscu niż własna głowa i nie miała zamiaru nikogo szantażować. – Ale ty nie musisz się przejmować, bo właśnie widziałeś, jak zaliczam pięknego orła i wyglądam jak mokra kura, więc w razie czego będziesz miał czym szantażować mnie w odwecie – uzupełniła i wyciągnęła ku niemu dłoń, kiedy się przedstawił. – Brenna. Ale na Ta Walnięta Gryfonka też reaguję – stwierdziła. – Dzięki. Nie przejmuj się, mnie też nie zawsze wychodzi – rzuciła, całkiem szczerze, chociaż czar nie zadziałał, a potem sama sięgnęła po różdżkę, by też wyczarować strumień ciepłego powietrza.
(bo na W i PO za wcześnie)
Rzut Z 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.