Spojrzała na czystą kartkę, która się przed nią zmaterializowała i westchnęła ciężko. Dyktando, na wydziale urazów pozaklęciowych i klątw stażyści piszą dyktanda. Na brodę Merlina, przecież jak to komuś opowie, to nikt jej nie uwierzy.
— Najwidoczniej obrała taktykę wykonania tylu prób, aż wreszcie nie odniesie namacalnego efektu. — odpowiedziała przyjacielowi równie pochmurnym tonem.
Wyprostowała się i odgarnęła włosy z twarzy, by dodać sobie jakoś pewności. W końcu była przy tym, jak Florence po raz pierwszy czytała te i inne buble. Teraz była opanowana, ale wtedy maska niezachwianego spokoju nieco się osunęła.
— Błagam, nawet nie zaczęła dyktować, a ty już mówisz o świętowaniu. Albo o niezaliczeniu. Nieważne, po prostu to napiszmy i z głowy. — podkasała rękawy ciemnozielonego swetra i sięgnęła po magiczne pióro.
Po odchrząknięciu Camerona wiedziała, że nadchodzi jakaś mała apokalipsa. Spojrzała na niego błagalnym spojrzeniem, by powstrzymał się od jakichkolwiek pytań. By pozwolił swojemu urokowi osobistemu po prostu być.
Punkty. U Bulstrode. Za. Uśmiech. Ty idioto.
Niestety młody Lupin nic sobie nie robił ze spojrzeń rzucanych przez Paprotkę. Zadał pytanie, a sala zaszumiała od parsknięć i cichych chichotów. Fernah natomiast spojrzała na wykładowczynię i od razu zjechała oczyma na kartkę, zaklinając rzeczywistość, by stać się niewidzialną. Nie po raz pierwszy miała ochotę zdzielić Camerona w łeb, ale zawsze pozostawiała to w sferze wyobrażeń. Nigdy nie sięgała do tak drastycznych środków, ale teraz, kiedy przyjaciel mógł ich oboje pogrzebać, może powinna rozważyć zmianę nawyków?