08.12.2022, 00:28 ✶
Patrick przewrócił oczami. Uważał się raczej za bardzo prostego faceta. I jak dla niego trójka ludzi, którzy przemocą, w środku nocy, porywali dziecko – a w międzyczasie zabili jego matkę – była wariatami. Nawet jeśli jakiś magomedyk lub mugolski psychiatra uznałby, że zgodnie z literą medycyny pozostawali zdrowi na umyśle. W głowie Stewarda niektórych spraw nie dało się usprawiedliwić motywacją.
- Jeśli ich znała, może gdzieś ma jakieś dane. Nawet jeśli leżą w zalewie innych przypadkowych informacji – podsunął.
Kwestią sporną było, czy w ogóle będzie potrafił je odnaleźć. I na ile mógł zidentyfikować, że dotyczyły osób, których poszukiwali.
Zanim Patrick wyszedł z pokoju Lyndona, posłał Brennie jeszcze jedno, dłuższe spojrzenie. Chyba zastanawiał się nad możliwością porozmawiania z sąsiadami, wreszcie tylko wzruszył ramionami.
Brygadzistka słyszała jak wszedł do pokoju obok sypialni, jak jego kroki niosły się po drewnianej podłodze. Przeszukanie nie zajęło mu dużo czasu, bo dosłownie po kilkunastu sekundach znowu pojawił się na korytarzu, zajrzał do łazienki (też na krótko, chyba tylko po to by upewnić się, że to rzeczywiście łazienka), wreszcie zszedł po schodach na dół.
Atmosfera panująca w domu Emily Hill wciąż pozostawała tak samo nieprzyjemna jak przed rozstawieniem świec. Pokój Lyndona wydawał się jednak nieco inny: weselszy i pełen nieposkromionej ciekawości, jakby wypełniony nim samym.
Z dołu dochodziły do Brenny odgłosy otwieranych i zamykanych drzwi. Patrick najwyraźniej dalej przeszukiwał dom. Wreszcie wyszedł do ogrodu.
Ogród nie był duży i pozostawał niemal w całości niezagospodarowany. Emily chyba nie była zbyt dobrą ogrodniczką, bo poza czterema tujami i przyciętą równo trawą, nie było tu niczego więcej. Znajdowało się na nim coś innego, co wzbudzało ciekawość: poza tym, że można było się do niego dostać z kuchni, miał również furtkę prowadzącą ku wąskiej uliczce. Steward opierał się o nią i wyglądał, najwyraźniej sprawdzając dokąd prowadziła.
- Jeśli ich znała, może gdzieś ma jakieś dane. Nawet jeśli leżą w zalewie innych przypadkowych informacji – podsunął.
Kwestią sporną było, czy w ogóle będzie potrafił je odnaleźć. I na ile mógł zidentyfikować, że dotyczyły osób, których poszukiwali.
Zanim Patrick wyszedł z pokoju Lyndona, posłał Brennie jeszcze jedno, dłuższe spojrzenie. Chyba zastanawiał się nad możliwością porozmawiania z sąsiadami, wreszcie tylko wzruszył ramionami.
Brygadzistka słyszała jak wszedł do pokoju obok sypialni, jak jego kroki niosły się po drewnianej podłodze. Przeszukanie nie zajęło mu dużo czasu, bo dosłownie po kilkunastu sekundach znowu pojawił się na korytarzu, zajrzał do łazienki (też na krótko, chyba tylko po to by upewnić się, że to rzeczywiście łazienka), wreszcie zszedł po schodach na dół.
Atmosfera panująca w domu Emily Hill wciąż pozostawała tak samo nieprzyjemna jak przed rozstawieniem świec. Pokój Lyndona wydawał się jednak nieco inny: weselszy i pełen nieposkromionej ciekawości, jakby wypełniony nim samym.
Z dołu dochodziły do Brenny odgłosy otwieranych i zamykanych drzwi. Patrick najwyraźniej dalej przeszukiwał dom. Wreszcie wyszedł do ogrodu.
Ogród nie był duży i pozostawał niemal w całości niezagospodarowany. Emily chyba nie była zbyt dobrą ogrodniczką, bo poza czterema tujami i przyciętą równo trawą, nie było tu niczego więcej. Znajdowało się na nim coś innego, co wzbudzało ciekawość: poza tym, że można było się do niego dostać z kuchni, miał również furtkę prowadzącą ku wąskiej uliczce. Steward opierał się o nią i wyglądał, najwyraźniej sprawdzając dokąd prowadziła.