Fernę aż skręciło, gdy zobaczyła, jak na twarz kobiety wstępuję czerwień i bąka jakieś koślawe przeprosiny. Nie chciała zabrzmieć w ten sposób, ale ją samą złapała niezręczność i nie pozwoliła wytłumaczyć się czy chociaż przeprosić. Po prostu skinęła głową i powróciła do jedzenia, wpatrując się w ciemną plamę na blacie przed nią.
Minęła chwila i tym razem, to druga czarownica zagaiła.
— Słucham? — spytała niepotrzebnie, bo jej mózg dosłownie w sekundę później przemielił pytanie. — Tak, znaczy nie… Znaczy nie wiem, czy to wszystko jest prawdą. Dopiero dzisiaj rano przeczytałam o nim, o jego postulatach, o domniemanych działaniach przeciw niemagicznym.
Znowu poczuła, jak żołądek zaciska się ze stresu. To, co pisano w gazetach, nieważne jakich, zawsze trzeba było odsączać przez „bibułkę”, ale nawet jeżeli tylko część z informacji miała odbicie w rzeczywistości, to nadal pozostawało wiele, by się niepokoić. Przecież historia magii miała już kilka takich osób, a jednego w tym stuleciu!
— Jeżeli nawet połowa rzeczy, które tam piszą, jest prawdziwa, to znowu nadchodzą ciemne czasy. — powiedziała z ciężkim westchnięciem, spoglądając smutno w miskę z gulaszem.
Martwiła się o swoją rodzinę, o siostrę, która marzyła o stażu i pracy w BUMie. Co z rodzicami? Czy w Hogsmeade byli bezpieczni? Czy jej sekret mógł zaważyć o tym, co stanie się z nimi i z nią? Te i inne pytania napędzały karuzelę strachu, jaki Fernah starała się kryć.
Raz jeszcze spojrzała na gulasz i doszła do wniosku, że w tym momencie straciła apetyt.