Nie wyjaśnili tego wszystkiego, co się wydarzyło w Beltane. Te cholerne rytuały strasznie namieszały w życiu czarodziejów. Florence pomogła Ger zakończyć więź, ale faktycznie nie wróciła do tego tematu. Yaxley nie znosiła rozmawiać o swoich uczuciach, a wtedy bardzo mocno chciała być z Jonathanem. To nie tak, że normalnie nie darzyła go uczuciem, bo darzyła, tyle, że trochę innym. Mimo wszystko łapała się na tym, że czasem zastanawiała się, czy nie wyszło trochę głupio, czy nie popsuje to ich dotychczasowej relacji.
Oczywiście nie miała problemu z tym, żeby poczęstować Jo fajką. Giovanni na pewno będzie miał jej to później za złe, kiedy wróci do swojego ciała, a w ustach pozostanie smak tytoniu, ale teraz go z nimi nie było. Nie zamierzała zabierać Jo tej przyjemności. Niech pali, ile tylko ma ochotę.
- Faktycznie, na szczęście zabraliście tu tylko mnie. - Uśmiechnęła się do siebie, właściwie nie zastanawiała się nad tym, co by się wydarzyło, gdyby pojawili się w kinie z kimś innym. Mogło to wywołać mieszane uczucia u odbiorców, pani Urquart, albo któraś z sióstr Gio mogłaby wyjść stąd bardzo zniesmaczona. W Ger trudno było wzbudzić kontrowersje, miała naprawdę bardzo dużą dozę tolerancji na najróżniejsze wybryki.
Czuła, że coś jest nie tak. Miała wrażenie, że Jonathan się do niej zdystansował, nie patrzył na nią, może nie chciał jej widzieć? Przysunęła do ust dłoń z papierosem, zaciągnęła się dymem, ona w przeciwieństwie do mężczyzny, ciągle spoglądała na jego twarz. - Trochę tak. - Skomentowała jeszcze jego słowa, nie byłaby jednak sobą, gdyby nie zapytała wprost o to, co chodziło jej po głowie. - Jo, czy wszystko między nami jest w porządku? - Gdyby było, to by o to nie pytała... - Mam wrażenie, że coś nie gra, a bardzo nie lubię takich sytuacji. - Dlatego od razu wolała zacząć wszystko wyjaśniać. Prostym była człowiekiem, trudno jej się było domyślać.