Myśli Jonathana nie odważyłyby się nawet wyobrazić, co jego matka by powiedziała na taką przygodę. Raczej śmiałaby się z tego w przyszłości... Ale przyszłości. Pokazanie rodzicielce takich obrazów to jak splunięcie jej w twarz. Rozważałaby później, w jaki sposób Giovanni wszedł w posiadanie takiego kolegi jak Tom, zaś Urquart z pewnością odwiedziłby go jeszcze tego samego wieczora. Jonathan nakichałby na żartownisia, ale również niezręcznie by się czuł wprowadzając matkę w taką sytuację.
Gorzej by było z którąś z sióstr. Owszem, poczułyby się zgorszone. Ale później używałyby tej historii, żeby dręczyć braci, a dla obojga byłoby to bolesne.
Czarodziej zakrztusił się śliną, gdy Geraldine odważnie wpłynęła na zakazane wody. Absolutnie nie chciał o tym rozmawiać. Szczególnie nie po tym filmie. Wpatrywał się wciąż przed siebie, czyli w budynek naprzeciwko. Na ścianie widniał malunek przedstawiający dwóch całujących się policjantów, jeden i drugi ewidentnie płci męskiej. To był on i Gio. Żyli ze sobą w gorącej miłości. Jonathan poświęcał swój rozum i godność człowieka, kiedy Giovanni nie dawał rady emocjonalnie, zaś Giovanni w zamian oddawał się prozie życia codziennego, czyli chodził do pracy i sprzątał w pokoju. Związek idealny. Nie było nikogo między nimi i być raczej nie mogło, bo w najlepszej sytuacji stanowiłoby trójkąt miłosny, a przecież szlachetnie wychowany Giovanni nie poszedłby na coś takiego. Chociaż gdy do gry wchodziła Kim, był w stanie zgodzić się na ów cudaczny układ.
Jonathan pojawiał się zawsze, kiedy Gio tego potrzebował. W drugą stronę to niestety nie działało. Jonathan musiał pełnić służbę aż do zmęczenia lub ukojenia emocji. Na co się nie zapowiadało, bo Geraldine postanowiła wsadzić kij w mrowisko.
— Ale dlaczego w ogóle musimy o tym rozmawiać? — Wydusił w końcu. Rozmowa o rozmowie była zdecydowanie łatwiejsza, niż faktyczne omawianie tematu. — Było, minęło. Wybrałaś jakiegoś fagasa i tyle, czas minął...
A wtedy przypomniał sobie, że gdy mówiła Giovanniemu o swoim ostatnim partnerze, nie była to pozytywna historia.
— Kurde, nie o to mi chodziło, przepraszam. Słuchaj, to wszystko i tak nie ma znaczenia. Gio planuje być z Kim, gdy tylko Dzban spadnie i tyle. Ja tu nie mam przecież nic do gadania, więc no koniec tematu, no...
Każde słowo było kolejnym krokiem do ucieczki. Zatkał usta papierosem i tak go trzymał przez chwilę. Ta technika pozwalała mu nie tylko na wygodne schowanie rąk do kieszeni, ale też nerwowe zagryzanie czegoś (już przypalił sobie koszulę dwa razy w ten sposób).
Prompt