02.03.2024, 22:46 ✶
– Dlaczego miałabym gderać? Skoro jesteś tutaj, nie aresztowany, a w Ministerstwie nie słyszałam niczego o wielkiej akcji amnestezjatorów, poszło dobrze – skwitowała Brenna. Czy podobało się jej, że wbił się tam sam i tak ryzykował? Ani trochę. Czy zamierzała teraz stanąć na środku ulicy i rozpocząć wykład? Oczywiście, że nie. Nic by nie dał, poza tym bardziej ją interesowało, czego się dowiedział, a ostatecznie to nie tak, że była za Aidana odpowiedzialna i powinna stać nad nim i mówić mu, co miał robić. Nie był stażystą, nie był jej partnerem, nie był członkiem Zakonu Feniksa, a nawet nie mogła powiedzieć, żeby byli przyjaciółmi, bo przecież nie lubił jej jakoś specjalnie… – W sumie to niekoniecznie. Dziwki też mogą mieć jakąś pamiątkę po kochanku, matce albo po prostu liczyć… na coś więcej – wymamrotała odnośnie wisiorka, ale jak na razie wszystko faktycznie wskazywało na to, że morderca budował jakąś relację ze swoimi ofiarami. Dla zabawy? Bo kogoś mu przypominały? Bo czerpał przyjemność z krzywdzenia ich, kiedy zawiódł ich zaufanie?
Wszelkie dywagacje odnośnie motywu, sposobu dokonania zbrodni i tym podobnych minęły jednak jak sen złoty, ledwo mignęły jej te charakterystyczne blond włosy – i przy okazji Brenna zastanowiła się, czy Andrew też nie został wybrany z tego powodu…
Co za pojebany skurwiel.
Parkinson nie musiał jej mówić, by ruszyła, by sama natychmiast skierowała się w ślad za mężczyzną.
– Żeby się teleportować musi przejść do miejsca, w którym nie będzie mugoli. A wtedy go dopadniemy. Jeżeli nie, zapłacę recepcjoniście za wskazanie pokoju, który wynajęła chwilę temu blondynka – powiedziała z pozornym spokojem, chociaż nie była ani trochę spokojna. Szła szybko, z trudem powstrzymując chęć rzucenia się do przodu biegiem. Kiedy wpadli do środka, Andrew odchodził już od lady, kierując się ku schodom. Brenna pomyślała, że z dużym prawdopodobieństwem wynajął zupełnie inny pokój, może nawet na innym piętrze niż ten, w którym umówił się z dziewczyną, a stamtąd teleportuje się tuż pod drzwi…
– Zameldujemy się za chwilę. – Wydobyła z kieszeni banknot i rzuciła go na ladę przez recepcjonistę, nawet się nie zatrzymując. Nominał był na tyle duży, że liczyła, że ten nie podniesie rwetesu, że po prostu przeszli dalej, nie dopełniając formalności i nawet nie biorąc żadnych kluczy. Kierowała się prosto na schody, po których wchodził ich „cel”.
Nie sięgała po różdżkę. Musieli liczyć się z tym, że to jakaś cholerna pomyłka. Chociaż Brenna szczerze w to wątpiła.
Wszelkie dywagacje odnośnie motywu, sposobu dokonania zbrodni i tym podobnych minęły jednak jak sen złoty, ledwo mignęły jej te charakterystyczne blond włosy – i przy okazji Brenna zastanowiła się, czy Andrew też nie został wybrany z tego powodu…
Co za pojebany skurwiel.
Parkinson nie musiał jej mówić, by ruszyła, by sama natychmiast skierowała się w ślad za mężczyzną.
– Żeby się teleportować musi przejść do miejsca, w którym nie będzie mugoli. A wtedy go dopadniemy. Jeżeli nie, zapłacę recepcjoniście za wskazanie pokoju, który wynajęła chwilę temu blondynka – powiedziała z pozornym spokojem, chociaż nie była ani trochę spokojna. Szła szybko, z trudem powstrzymując chęć rzucenia się do przodu biegiem. Kiedy wpadli do środka, Andrew odchodził już od lady, kierując się ku schodom. Brenna pomyślała, że z dużym prawdopodobieństwem wynajął zupełnie inny pokój, może nawet na innym piętrze niż ten, w którym umówił się z dziewczyną, a stamtąd teleportuje się tuż pod drzwi…
– Zameldujemy się za chwilę. – Wydobyła z kieszeni banknot i rzuciła go na ladę przez recepcjonistę, nawet się nie zatrzymując. Nominał był na tyle duży, że liczyła, że ten nie podniesie rwetesu, że po prostu przeszli dalej, nie dopełniając formalności i nawet nie biorąc żadnych kluczy. Kierowała się prosto na schody, po których wchodził ich „cel”.
Nie sięgała po różdżkę. Musieli liczyć się z tym, że to jakaś cholerna pomyłka. Chociaż Brenna szczerze w to wątpiła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.