Czy miał okazję poznać Vaccę? Tożsamości jej osobiście nie znał. Nie współpracowali ze sobą. Nie mieli żadnej wspólnej misji. Wiedzieli o sobie jedynie tyle, że w ogóle są śmierciożercami. Wiedzieli też to, że oboje z Martesem wystąpili jako ochotnicy, aby stanąć u boku Czarnego Pana. Jako jedni z odważniejszych. Pamiętał ten wizerunek krowy nad drzwiami, przez które przeszły dwie osoby, oddając jej głos. Jak miał się określić w tym pytaniu?
- Nie, ale…Chciał dokończyć, ale nie było mu dane. Musiał przerwać, gdyż Robert przeszedł do sprawy swojego nazwiska. Wcześniej skupił uwagę na Vacce, zaznaczając jako interesującą osobę, przy których słowach Nicholas zmarszczył brwi. Nie miał pojęcia o jakie wydarzenia chodzi. Lecz skoro i ona stała się teraz punktem zainteresowania, co wcześniej sprawa Pardusa, Travers musiał mu, a może i chciał coś do tego dodać. Istotne, czy nie. Robert oceni. Choć wzmianka o Lestrange’u, zainteresowała Nicholasa. ”Czy to jednak ma związek z tym siewcą?” – pomyślał. Jeżeli oczywiście Robert mówił o Rodolphusie. Przecież w tej organizacji było dwóch Lestranege'ów! Jeśli nie więcej.
Westchnął.
- Vacca, Martes i ja, wystąpiliśmy jako ochotnicy. Do przejęcia nowej roli. Na Twoje miejsce. Nie zyskałem żadnego poparcia.
Nie wiedział, czy ktokolwiek o tym powiedział Robertowi. Czy jakkolwiek się tego dowiedział. Ale skoro sprawa teraz dotyczyła Vacci, to może i to w czymś pomoże? Nie miał pojęcia. Może chciał i tą informacją zaznaczyć coś, jak i Papilio był postrzegany? Widziany? Albo niezauważalny? Robert zdawał się może znać jej tożsamość. Może wiedział kim była. Do czego była zdolna. Chciał może innego potwierdzenia.
Wysłuchał wyjaśnienia w sprawie tych podziałów. Travers próbował sobie cokolwiek z tego przypomnieć, ale, nie bywał wzywany do Kromlechu jak tylko w celu wykonania swojego zdania od Czarnego Pana. Obecności na zebraniu, gdzie wynik tego miał zadecydować o wyborze nowej Lewej Ręki. Nic więcej sobie raczej nie przypominał. Nie kontaktował się z nikim w tej sprawie. Tylko Vulturis pisał do niego odnośnie Pardusa. Mimo skupienia się na przypomnieniu czegoś więcej, pokręcił głową, że jednak w tym temacie nic nie słyszał.
- Nie zaobserwowałem. Skupiony byłem na szukaniu informacji w sprawie swojego brata.Canis był u Nicholasa priorytetem. Przez cały miesiąc po Beltame, tylko tym zaprzątał sobie głowę. Tutaj nie mógł pomóc Robertowi.
Kolejna sprawa, dotyczyła już wydarzeń poprzedzających Beltame. Nicholas słuchając, dopił alkohol i odstawił pustą szklankę na blat biurka.
- Zdrajca? Z Ministerstwa Magii?Zapytał, unosząc brew ku górze. O tym nie słyszał.
- Z biurem aurorów mam tylko kontakty przez koronera. Bo współpracuję z nim przy swoich badaniach. O zdrajcy to słyszałem ostatnio, od Czarnego Pana. Teraz, na ostatnim zebraniu, ale nie wspomniał nic o powiązaniach z Szefową Biura Aurorów. Więc nie mam na ten temat informacji. Czy to oznacza, że mamy... dwóch zdrajców?
Nie ukrywał po sobie zaskoczenia. Czy możliwe, że mieli dwóch zdrajców w takim odstępie czasowym? Liczył na pewne wyjaśnienia ze strony Mulcibera. O ile zechce mu coś dopowiedzieć. Jeżeli nie, Nicholas zrozumie. Tak jak zawsze.